Kultura głupcze! Hejt na ZAiKS to zmowa wielkich koncernów elektronicznych

Program 21. Gali Fryderyk 2015 w Teatrze Polskim w Warszawie.
Program 21. Gali Fryderyk 2015 w Teatrze Polskim w Warszawie. Materiały oranizatorów 21. Gali Fryderyk 2015. Fot. Rafał Nowakowski / STX Jamboree.
Od kilku miesięcy obserwujemy toczący się dyskurs publiczny dotyczący opłaty od czystych nośników. Chodzi o milardy złotych. W wyniku zmasowanej kampanii "czarnego PRu” międzynarodowych koncernów, producentów oraz importerów sprzętu elektronicznego - polska opinia publiczna dowiaduje się o „nowym podatku”, który rzekomo miałby być przeznaczony na „kupowanie pałaców” jednej z organizacji zbiorowego zarządzania. Opłata od czystych nośników, a de facto rekompensata związana z legalnym kopiowaniem kontentu, potrzebna jest wszystkim Polakom, nie tylko artystom i twórcom. Zaś większość beneficjentów tych pieniędzy nie jest świadoma swoich praw i przywilejów. Efektem zamieszania jest to, że tablety i smartfony nadal nie są uwzględnione przez polskie władze w załączniku do ustawy. Koncerny oszczędzają 400 milionów złotych rocznie i mydlą oczy swoim klientom. A kraj, który nie dba o byt utalentowanych autorów, postępuje nieroztropnie i niesprawiedliwie.

Motto:
Podczas niedawnej 21. Gali Wręczenia Nagród Muzycznych Fryderyk 2015 Reni Jusis wykrzyczała do mikrofonu: „Ja też przechowuję moją ukochaną muzykę w telefonach, komputerach. To są nośniki pamięci, które w naszym kraju są ciągle pozbawione opłat mimo tego, że producenci sprzętu elektronicznego w innych krajach europejskich takie opłaty uiszczają, zgodnie z prawem autorskim. Sytuacja twórców w naszym kraju jest tragiczna: odebrano nam już ulgi podatkowe, 50-procentowe koszty uzysku. Ten problem dotyczy również artystów filmu, teatru, plastyków. Zmieńmy to, żądajmy jednym głosem zmian”.

Apeluję do Państwa o przeczytanie całego tekstu i przemyślenie swojego stanowiska w tej sprawie. Dodam, że nie jestem beneficjentem opłaty. Przeciwnie, jako wydawca płytowy i organizator koncertów, od wielu lat płacę duże pieniędze za prawa autorskie. Nikt mi nie zapłacił za ten artykuł, nie inspirował, nie poprosił o napisanie. Jestem za to aktywnym uczestnikiem życia kulturalnego w kraju, w którym żyję. Poznałem też skalę problemu. Można powiedzieć, że zrozumiałem na czym polega ta zmowa. To wystarczyło.



Uwaga - to nie artyści wyciagają rękę do kieszeni podatnika, jak stara się Wam to przedstawiać, to nie Wy dzisiaj, nie użytkownicy, jesteście oskarżani przez artystów o piractwo, ale to wielkie koncerny w biały dzień okradły już polskich twórców i artystów na ponad milliard złotych! A teraz robią co tylko mogą, za pomocą przekupionych mediów oraz fałszywych interanautów, aby podwoić ten rabunek. I są blisko tego celu. Udowodnię Wam to w niniejszym tekście. Wsadzam kij w mrowisko.

Środowiska artystyczne i naukowe powinny wreszcie głośno przemówić jednym głosem.

Na początek wyjaśnię, że proponowane zmiany w polskim prawie dotyczą nie tylko autorów tekstów i kompozytorów, ale są ważne także dla innych grup zawodowych. W szczególności dla naukowców, aktorów, muzyków, autorów scenariuszy filmowych i telewizyjnych, fotografów, grafików, malarzy, czy autorów sztuk teatralnych. Aż sześciuset z nich (600), związanych z polską kulturą, podpisało bez echa i należytego nagłośnienia w mediach tzw. Apel Twórców skierowany 3 listopada 2014 roku do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego:
Apel Twórców do Ministra Kultury

Niestety, żadna z licznych organizacji reprezentujących wymienione grupy zawodowe, a jest ich aż 13, nie zdołała dotychczas wytłumaczyć skutecznie obywatelom, a nawet swoim członkom, na czym polega cały problem. Większość przyjęła taktykę biernego procedowania w ministerstwach i od czasu do czasu wysyła sprostowania do mediów. Jedynie najbardziej znane publicznie Stowarzyszenie Autorów ZAiKS (pobiera jedynie 12% opłat od czystych nosników!) zabrało głos i natychmiast dostało za to po głowie. Podobnie jak jeden z wiceministrów resortu kultury Andrzej Wyrobiec. Odpowiedzialny za tę sferę działalności i prawo autorskie w Polsce.

Reszta stowarzyszeń, jak to w Polsce, jest oczywiście zwaśniona między sobą. Po nagonce medialnej chowa głowę w piasku. Poza dwoma: ZPAV i SAWP. - tworzącymi z ZAiKS tzw. Koalicję Dla Muzyki (stworzonej na wzór francuski).

Interesujące jest zachwanie jedego z dwóch największych beneficjentów opłat - Stwarzyszenia Filmowców Polskich. Z jednej strony bierze udział w negocjacjach w Ministerstwie Kultury i jest zainteresowane partycypowaniem w dochodzie, ale z drugiej strony nie włącza się w żadne działania wspierające. Tak jakby nie było ich w tym całym sporze. Dlatego ani razu w ramach PRowskiej walki z opłatą od czystych nośników nie pojawiło się hasło "filmy na smartfonach i tabletach".

Atakowane jest bez pardonu jedynie środowisko muzyczne, a jak wszyscy wiemy, muzyków nie broni w tym kraju literalnie nikt. W odróżnieniu od filmowców, ale i od wpływowego środowiska pisarzy, które wraz z fotografikami jest skąd inąd chronione przez ZAiKS. Ich koncerny elektroniczne taktycznie nie ruszają i jest to działanie skuteczne. Przeciwnikom opłat pomagają także wewnątrzne konflikty każdej z organizacji, gdzie podobnie jak w polskim życiu politycznym tworzone są liczne frakcje. Jest to doskonała okoliczność wykorzystywana przez przeciwnika.

Podkreślę, że organizacje zbiorowego zarządzania i urzędnicy państwowi nie są przyzwyczajeni do korzystania z nowoczesnych narzędzi komunikacji w szybko zmieniającej się rzeczywistości. Nnie są też przygotowani do edukowania i promowania, a tym bardziej do odpierania ataków wykwalifikowanych agencji PR. Jak wiadomo, ZAiKS jest dużo bardziej skuteczny w ochronie oraz zarządzaniu prawami swoich autorów. Przez to jest łatwym celem ataków. Nieważne, że 88% wpływów z opłaty dzieli kilkanaście innych organizacji, ale chłopcem do bicia jest jedna z nich. Najatrakcyjniejsza do zaatkowania.

Mocno i celnie bije przede wszystkim Związek Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego ZIPSEE, reprezentujący wielkie koncerny z branży RTV i IT, takie jak Samsung, LG, Nokia, Panasonic, Philips, Sony, Xerox, Canon, Sharp, Konica Minolta , JVC Polska, Komputronik, Manta, TechDom i inne. Podkreślę, że zadanie zostało wykonane wzorcowo - lista nośników podlegająca opłacie nie zostanie zaktualizowana przez obecny rząd i obecnego Ministra Kultury. Przewiduję nową kampanię tej organizacji jesienią po wyborach. Organizacja będzie starać się zapewnić sobie ten sam „układ” z kolejną ekipą rządzących i kolejnymi urzędnikami.

Spróbujmy pokrótce uporządkować fakty w tej sprawie.

Po pierwsze, to nie jest nowy podatek. Opłata od czystych nośników, zwana fachowo reprograficzną, istnieje od 1965 roku (Niemcy). W naszym kraju działa od 1994 roku. Zaś dostosowując prawo polskie do europejskiego, aktualizowany jest jedynie załącznik wymieniający listę takich nośników. Do tej pory piosenki, filmy, zdjęcia, scenariusze, książki, grafiki, obrazy, czy pliki naukowe przechowywane były np. na dyskach CD, DVD, dyskietkach, papierach formatu A4 i A3 czy kasetach VHS oraz magnetofonowych. Urządzenia obecne od lat w ramach opłaty to także nagrywarki CD, komputery stacjonarne, skanery, kserokopiarki, faksy, magnetowidy, radia z odtwarzaczami, magnetofony, czy odtwarzacze MP3.

Aktualnie używa się do tego przede wszystkim twardych dysków, także przenośnych. Przede wszystkim telefonów komórkowych, smartfonów oraz tabletów. Jednym słowem, nowoczesnych urządzeń mobilnych. Ale także dekoderów TV.

Podstawa prawna do wprowadzenia obowiązku uiszczania takiej opłaty przez wybrane koncerny elektroniczne jest związana z prawem obowiązującym w UE. Pozwala ono na kopiowanie w ramach dozwolonego użytku utworów objętych prawem autorskim, o ile twórca ma z tego tytułu zapewnioną sprawiedliwą rekompensatę. Reguluje to unijna Dyrektywa 2001/29/WE. W Polsce opłata ma swoje źródło w ustawie o prawie autorskim i w prawach pokrewnych. Art. 20 tej ustawy realizuje zapisy ww. unijnej dyrektywy. Z kolei podatki w Polsce nakłada Sejm i jest to powszechnie obowiązująca opłata na rzecz Skarbu Państwa, pobierana od wszystkich obywateli.

Po drugie, opłata taka jest pobierana prawie w całej Europie, poza pięcioma krajami. Nie ma powodu, dla którego producenci oraz importerzy sprzętu elektronicznego, opłacający takie opłaty w kilkudziesięciu krajach europejskich, mieliby ich nie uiszczać w Polsce. Dla porządku wspomnijmy, ze anglosaski model regulowania przedmiotowej ochrony kontentu, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, działa jeszcze inaczej. Mówiąc w skrócie, nie da się go porównać, a tym bardziej zaimplementować do zdecydowanej większości państw europejskich, poza Wielką Brytanią. Inna tradycja i inne prawo.

Zysk, a nie troska producentów i importerów o kieszenie konsumentów jest podstawą kampanii prowadzonej przeciwko wprowadzeniu unijnego prawa poprzez rozszerzenie listy urządzeń. Przypomnijmy, listy zauktualizowanej już w 23 krajach Unii Europejskiej. W innych krajach - w każdym z nich - pobiera się z tytułu takiej samej opłaty nawet do ok. 200 milionów euro rocznie (średnia - kilkadziesiąt milionów). W Polsce bez aktualizacji listy urządzeń - już tylko kilka milionów złotych. Takie są efekty lobby koncernów w Polsce.

Po trzecie, jest to opłata naliczana od zysków ze sprzedaży i w żadnym kraju nie wpłynęła na cenę detaliczną sprzętu. Nałożenie i wysokość opłaty od poszczególnych urządzeń i nośników leży w gestii MKiDN- z zastrzeżeniem, że nie może być wyższa niż 3% ceny sprzedaży producenta, z czego 87% nośników obciążana jest niższymi stawkami (od 2003 roku stawki wahają się od 0,05% do 3%) - średnia w Polsce to 1,57%.
To ministerstwo decyduje od jakich nośników i urządzeń nakładana jest opłata oraz w jakiej wysokości. W 2013 roku organizacje zawnioskowały o opłatę 1,5% w przypadku smartofnów i 2% - tabletów.
Po czwarte, proponowane w Polsce stawki byłyby, zgodnie z projektem, jednymi z najniższych w Europie. Mało kto wie, że od 2 lat pod auspicjami Ministerstwa Kultury odbywają się konsultacje i liczne spotkania wszystkich płatników i beneficjentów opłaty. Są oni reprezentowani przez zrzeszające je stowarzyszenia. Minister Kultury w rozporządzeniu ma obowiązek nowelizować tabelę stawek i aktualizować listę urządzeń. Ostatnio uczynił to jednak 7 lat temu.

Pieniądze są ogromne - liczone w miliardach złotych!

Nieuchronność wprowadzenia tej opłaty od „elektroniki”, także w Polsce, jest oczywista dla wszystkich, zaś przeciąganie terminu powoduje „jedynie” blisko 400 milionowe oszczędności w skali roku - dla „elektronicznego” biznesu. O to toczy się ta gra na zwłokę jednej ze stron sporu. Dotychczas sami beneficjenci opłaty nie odczuwali, iż cokolwiek zyskują. Nie dlatego, że ktoś kupował za te pieniądze pałace, ale dlatego, że dzielone były środki będące ułamkiem kwot, o które dzisiaj walczą organizacje ich reprezentujące. Liczone w dziesiątkach, a nie setkach milionów rocznie.

Dzisiaj to już wręcz tylko kilka milionów złotych rocznie (niecałe 2 mln euro) do podziału na kilkanaście organizacji i dziesiątki tysięcy beneficjentów (100 razy mniej niż w cywilizowanych krajach europejskich) - kto dzisiaj używa czystych płyt CD, kaset VHS, czy odtwarzaczy MP3? To właśnie nazwał Kazik Staszewski ochłapem. W Europie dzisiaj średnia opłaty wynosi rocznie od 0,5 do 2,7 euro na głowę obywatela, zaś w Polsce 0,04 euro.

Jean-Noël Tronc, dyr. generalny SACEM, wiceprezes GESAC (Europejskie Zrzeszenie Stowarzyszeń Autorów i Kompozytorów) powiedział: „Kopiowanie prywatne przynosi twórcom we Francji ok. 200 mln euro rocznie. Nie do uwierzenia, że w Polsce jest to zaledwie 1,7 mln euro. Biorąc pod uwagę polski PKB, ozz-ty w Polsce powinny zbierać dla twórców 60 mln euro z opłaty od czystych nośników.”

Dość powiedzieć, że od 3 lat koncerny w Polsce zaoszczędziły około 1,2 miliarda złotych i myślę, że walka toczy się o kolejny miliard w nadchodzących latach! Sam resort kultury ostrożnie szacuje, że spór dotyczy od kilku lat poziomu minimum 1 miliona złotych dziennie. Ale kwoty te wg innych źródeł są o wiele wyższe. Te pieniądze są w gruncie rzeczy ukradzione polskim twórcom, artystom i naukowcom. Ciekawe, prawda?

Te kwoty nie byłyby pobierane "z kieszeni" konsumentów, a jedynie uszczupliłyby zyski koncernów elektronicznych. Tak jak w 23 krajach europejskich, które tę kwestię mają już uregulowaną. Ceny sprzętu w Polsce, także telefonów komórkowych, są zresztą jednymi z najwyższych w Europie.

System ustalania cen sprzętu nie działa na tej samej zasadzie co znany nam wszystkim system regulacji cen paliw. Benzyna drożeje, kiedy podnosi się jedną ze składowych jej ceny- zmiana kursu dolara albo ceny za baryłkę. Nie oszukujmy się, mamy jedne z najwyższych cen sprzętu elektronicznego w UE. A byłyby jeszcze wyższe, gdyby konsumenci byliby gotowi zapłacić. Popyt wpływa na cenę. To podstawowa zasada wolnego rynku. Ceny detaliczne takich towarów muszą być jednak porównywalne do tych poza naszymi granicami. Ta reguła jest oczywista dla każdego handlowca. W przeciwnym razie nie będzie sprzedaży, a ludzie będą kupować towar poza klasycznym systemem dystrybucji.

Dlatego, pomimo odprowadzania opłaty od czystych nośników, ceny detaliczne sprzętu nie wzrosły w innych krajach i u nas też nie powinny wzrosnąć nawet o złotówkę. Jeśli do ceny smartfona za 999 zł hipotetycznie dodamy np. opłatę 12 zł (ok. 1,5% od ceny, za którą sprowadzany jest do Polski np. za 800 zł), to urządzenie to nie będzie kosztować 1011 zł w sklepie, ale nadal 999 zł.

Kiedy mówimy: „trzeba zważyć argumenty obydwu stron”- wpływamy bezpośrednio i wyłącznie na interes jednej strony – tej niepłacącej.

Bo wreszcie po piąte, bezpośrednim beneficjentem tych opłat są sami twórcy i artyści. Nie ZAiKS i jego „pałace”. Ale kreatywni Polacy. Autorzy i wykonawcy reprezentowani przez kilka organizacji zarządzających ich prawami, w których są stowarzyszeni. Nie tylko przez jeden ZAiKS. Opłaty te są dzielone po odliczeniu kosztów inkasa. Zawsze pod kontrolą samych zainteresowanych, ale także opinii publicznej. Te dane są publikowane w ramach rocznych sprawozdań w internecie.

Obydwie strony ścierają się także w ramach organizowanych spotkań i konferencji prasowych.

Ewidentnie importerzy i producenci sprzętu elektronicznego grają na zwłokę, od 2 lat wielokrotnie deklarując chęć porozumienia, co nie staje się faktem. Oto materiały potwierdzające moją tezę.

Prezentacja z konferencji prasowej, która odbyła się 27 lutego 2015 roku, a dotyczyła opłaty od czystych nośników i "czarnego PR" producentów oraz importerów, w tym akcji "Płacę na pałace" (ma 39 slajdów):
PREZENTACJA PRZYGOTOWANA NA KONFERENCJĘ PRASOWĄ DOTYCZĄCĄ OPŁATY OD CZYSTYCH NOŚNIKÓW

Relacja z tej konferencji prasowej ZAiKS z 27 lutego 2015 roku:
RELACJA Z KONFERENCJI PRASOWEJ ZAiKS

Relacja z konferencji prasowej importerów i producentów sprzetu elektronicznego z 25 lutego 2015 roku:
KONFERENCJA PRASOWA DOTYCZĄCA AKCJI NIE PŁACĘ NA PAŁACE

Relacja ze spotkania dotyczącego opłaty od czystych nośników 24 lipca 2014 roku:
RELACJA ZE SPOTKANIA ZAiKS, ZPAV i SAWP - BEZ TWÓRCY SMARTFONY PRZESTANĄ BYĆ SMART

Kupowanie pałaców - jakie są fakty?

Co do „pałaców” ZAiKS - tłumacząc metaforę przeciwników opłaty, oczywiście mowa jest tutaj o Domach Pracy Twórczej, w których od ponad 65 lat tworzą oraz wypoczywają najwybitniejsi polscy artyści. Ale także twórcy - emeryci. Płacąc niewielkie stawki. Sieć takich miejsc, finansowanych od dziesięcioleci przez samych autorów, rozbudowała się w ostatnich latach o jeden obiekt położony 10 km od Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach. Jako dziecko w latach 70. przebywałem w jednej z takich placówek ZAiKS w Zakopanem. W jej murach powstał szereg arcydzieł, a ferie czy wakacje spędzali tam najwięksi, że wymienię Juliana Tuwima czy Marka Grechutę.

To właśnie zostało wykorzystane przez speców od PR do dyskredytacji organizacji. Formalnie, nowy dom pracy twórczej akurat był kiedyś pałacem. Tymczasem producenci sprzetu elektronicznego buduja futurystczne budowle będące czymś znacznie potężniejszym od naszych starych polskich pałaców.
Beneficjenci opłaty są reprezentowani przez 13 organizacji.

Kto jeszcze będzie dzielić środki z opłaty od czystych nośników, jeżeli nie tylko ZAiKS? Kto otrzymuje 88% środków z opłat od czystych nośników? Poznajmy resztę - oto oni: Stowarzyszenie Artystów Wykonawców SAWP - na rzecz artystów i wykonawców; Związek Producentów Audio-Video ZPAV na rzecz producentów muzycznych audio i video; Związek Artystów Scen Polskich ZASP - na rzecz aktorów i artystów scenicznych; Stowarzyszenie Filmowców Polskich SFP – na rzecz filmowców i twórców; Stowarzyszenie KOPIPOL – na rzecz naukowców; Stowarzyszenie „Polska Książka” na rzecz wydawców; STOART - na rzecz artystów i wykonawców; STL - na rzecz twórców ludowych; ZPAF - na rzecz fotografików; ZPAP - na rzecz plastyków; REPLOPOL - na rzecz wydawców, COPYRIGHT POLSKA - na rzecz wydawców.
Warto w tym miejscu podkreślić, że podmiotowa opłata nie jest od „piractwa” i „piractwa” w żadnym razie nie legitymizuje. To klasyczna rekompensata w zakresie własnego użytku osobistego nie swojej twórczości. Albowiem prawo autorskie dopuszcza korzystanie z cudzych praw bez pytania uprawnionego o zgodę i bez płacenia tantiem, w zakresie własnego użytku osobistego. Własny użytek osobisty obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów w kręgu rodziny i przyjaciół.

Pojawia się pytanie - jak dokładnie wygląda mechanizm dzielenia tych środków?

Etap 1. Wpływy z czystych nośników są dzielone między poszczególne organizacje zbiorowego zarządu na podstawie badań CBOS. Jeśli respondenci odpowiedzą, że np. na pendrivie 25% kopiuje filmy, 60% muzykę, a 15% książki, to w tych proporcjach dzielone są wszystkie środki. Ale na razie jeszcze nie między ww. organizacje. Pieniądze z muzyki inkasuje ZAiKS (dla twórców),, ZPAV (dla producentów fonogramów) i SAWP (dla artystów wykonawców). Dalej następuje właściwy podział między organizacje. Więcej szczegółów można znaleźć tutaj: PODZIAŁ WPŁYWÓW Z TYTUŁU OPŁATY OD CZYSTYCH NOSNIKÓW MIĘDZY ORGANIZACJE

Etap 2. Każda z organizacji zbiorowego zarządzania ma swoje metody podziału tych pieniędzy. Skupię się tutaj na ZAiKSie jako najbardziej znanej organizacji. Jako podstawę podziału przyjmuje się tam nadania RTV oraz zwielokrotnienia na nośnikach, czyli płyty. ZAiKS wie jakie płyty się najlepiej sprzedawały oraz jakie utwory były najczęściej emitowane w radiu i telewizji. Proporcjonalnie (a nie po równo!) te pieniądze są dzielone na twórców. Czyli twórcy dużego przeboju dostaną proporcjonalnie większe honoraria z tytułu czystych nośników, niż np. debiutanci. A ci, którzy w danym roku nie mieli np. emisji w RTV i nie sprzedali płyt - nie dostają nic. System ten nie jest idealny, ale takie metody stosuje się na całym świecie.
W skali rocznej autorom ZAiKS wypłaca ok. 400 milionów złotych netto. Koszty inkasa, włączając w to koszty biurowe i pensji pracowników, to średnio ponad 16%. W zależności od tego skąd pochodzą tantiemy. Koszty te są często niższe - dobrym przykładem jest departament ściągający opłaty od czystych nośników). Procent ten nalicza sie od kwot przeznacoznych do podziału. W przypadku kwot należnym niezidentyfikowanym autorom i w podobnych przypadkach - ZAiKS nie nalicza sobie tego procentu.

Co interesujące, w skali europejskiej ZAiKS jest jedyną organizacją, która dzieli między autorów jednostkowe kwoty tantiem poniżej 1000 euro na 1 autora rocznie. Co przyczynia się do wyższych kosztów inkasa. Ale są i takie przypadki, jak w przypadku iTunes, gdzie firma ta przysyła do Polski wydrukowane raporty (a nie drogą elektroniczną) pokazując 100% swoich piosenek w bazie. Zaś to ZAiKS musi sam znajdować swoje chronione utwory. To także pracochłonne i kosztowne. Samych piosenek ze słowem "miłość" jest w takiej bazie kilkadziesiąt tysięcy. Dla porównania koszty inkasa na Węgrzech (Artisjus) i w Czechach (OSA) to ponad 20%, w przypadku Niemiec (GEMA) i Francji (SACEM) to ok. 15%.

Coroczny termin podziału tych pieniędzy w ZAiKSie to 30 listopada za rok poprzedni. Wyjątkiem są poprzednie lata z powodu sporu ZAiKSu z inną organizacją - Kopipolem. W sprawozdaniu finansowym ZAiKS za 2013 rok (dostępnym w internecie) widać, że nie odbył się podział pieniędzy z czystych nośników (strona 32 pozycja 028 i 029), gdyż Kopipol blokował porozumienie między organizacjami. Dlatego pieniądze były wówczas tylko inkasowane - 7,7mln zł (strona 31 pozycja 28 i 29). Stąd właśnie wziął się argument ZIPSEE, że ZAiKS nie dzieli tych pieniędzy.

Podział taki jak najbardziej nastąpił w kwietniu ub. r., ale sprawozdanie finansowe ZAiKS za 2014 rok nie jest jeszcze gotowe. Termin jego sporządzenia i upublicznienia upływa 30 czerwca br. Wtedy będzie widać , że pieniądze zostały twórcom wypłacone, ile ich było, oraz jaki procent kosztów inkasa został od tych sum potrącony. Oto link do informacji na temat terminów repartycji, czyli naliczania wynagrodzenia w zależności od typu prowadzonej twórczości: TERMINY REPARTYCJI WYNAGRODZEŃ TWÓRCÓW W ZAiKS

Informacje dotyczące zasad oraz kosztów tzw. inkasa oraz pobierania tantiem przez Stowarzyszenie Autorów ZAiKS (cytat ze strony stowarzyszenia):

ZAiKS przekazuje autorom wynagrodzenie uzyskane od użytkowników na podstawie dokumentacji o wykorzystanych utworach. Członkami ZAiKS są twórcy. Stowarzyszenie prowadzi działalność non profit. Oznacza to, że twórcom przekazywane jest całe wynagrodzenie pomniejszone jedynie o koszty jego pozyskania (inkaso). Oznacza to, że działania podejmowane w celu sprawowania zarządu powierzoną twórczością (jak np. poszukiwania nowych źródeł inkasa, negocjowanie, zawieranie i rozliczanie umów, dochodzenie roszczeń polubownie i na drodze sądowej, repartycja wynagrodzeń autorskich, wypłata tantiem) są prowadzone w taki sposób, by koszty tych działań były jak najmniejsze - autorzy ponoszą wyłącznie uzasadnione koszty zarządzania ich utworami. Kwoty na te koszty są potrącane z wpływów inkasowych – autor nie musi ich wykładać.

Stowarzyszenie w ramach wykonywanego zbiorowego zarządu inkasuje, dzieli i wypłaca wynagrodzenia autorskie: twórcom zrzeszonym w ZAiKS i twórcom, którzy powierzyli swoje prawa pod ochronę oraz następcom prawnym tych twórców, autorom zagranicznym na podstawie umów z zagranicznymi organizacjami zbiorowego zarządzania, a także twórcom, którzy swych praw pod ochronę nie powierzyli, ale wobec których ZAiKS działa jako ustawowy reprezentant lub prowadzący cudze sprawy bez zlecenia – „negotiorum gestio”. ZAiKS posiada obecnie ok. 130 umów z zagranicznymi organizacjami reprezentującymi prawa twórców.

Tantiemy są płacone przez podmioty, które wykorzystują cudzą twórczość. Takimi użytkownikami są zarówno korporacje gospodarcze jak i osoby fizyczne np. nadawcy telewizyjni i radiowi, operatorzy sieci kablowych, wydawcy płyt, dyskoteki, kina restauracje, hotele, operatorzy telefonii komórkowej, teatry, ośrodki kultury.


Koszt zarządzania.

Z punktu widzenia autorów i twórców, rola terenowych oddziałów stowarzyszenia ZAiKS w całej Polsce ma kluczowe znaczenie. Koszty administracyjne są zatem wysokie, co nie znaczy, że podnoszenie tego do rangi problemu jest uzasadnione. Jeśli autorzy otrzymują środki rzędu 0,4 miliarda złotych rocznie (w 2013 roku wg. sprawozdania na str. 32 było to 416 mln zł), to koszty w wysokości ok. 71 milionów (2013 rok) dla mnie są jednak w pełni uzasadnione. Przy takiej skuteczności - dla samych autorów ma to sens.

Popatrzmy na fundacje charytatywne. Oczywistym jest, że środki ze zbiórek powinny trafiać w jak największym stopniu do potrzebujących, ale nawet Caritas i WOŚP mają stosunkowo wysokie koszty działania, nie mając przecież aż takiego aparatu wykonawczego jak ZAiKS właśnie. Jest to dla mnie i oczywiste i logiczne.

Przy tej okazji - kolejne wyjaśnienie.

Moja analiza przeprowadzona w kontekście opłaty od czystych nośników powinna dotyczyć także innych organizacji zbiorowego zarządzania. Wtedy jednak ten już i tak bardzo długi tekst - byłby wielokrotnie dłuższy.

Zatem skupiając się na ZAiKSie, te budzące wiele kontrowersji kwoty niewypłacone twórcom (z dowolnych powodów - np. są nieodebrane albo są nie do określenia etc.) stanowią zaledwie 0,32% inkasa, czyli 99,68% tantiem z ZAiKSu trafia do uprawnionych. Środki, które nie zostały wypłacone są przedmiotem wielu dyskusji i emocji komentujących.

W skali wszystkich organizacji, a nie tylko ZAiKS - to duże sumy, które są lokowane w różny sposób (głównie w bankach), gdzie muszą czekać na prawowitych beneficjentów - nawet do 10 lat. Te środki wraz z majątkiem stowarzyszeń, wliczając w to także nieruchomości (co np. przy 100 letniej historii ZAiKSu jest naturalne) przekraczają 1,5 miliarda złotych. Jednak nie jest prawdą, że ktoś te środki zarabia i nie jest to w dużej części gotówka.

Jest to majątek wyjątkowo chroniony i transparentny dla członków poszczególnych organizacji oraz dla opinii publicznej. Środki czekające na podział nie są własnością ZAiKS, ale twórców. Tak jak pieniądze w banku - wykazywane są w jego bilansie, ale należą przecież do jego klientów. Po 10 latach część kwot dzielona jest proporcjonalnie na wszystkich, część ląduje w kasie stowarzyszenia. Z kolei zyski z lokat trafiają w 2/3 do autorów, zaś w 1/3 do kasy organizacji.

Moja rada dla zarządzających organizacjami zbiorowego zarządzania.

Zwracam uwagę na konieczność i potrzebę większego finansowego zaangażowania środowisk twórczych, naukowych i artystycznych w projekty pro publico bono. Na przykład we wspieranie domeny publicznej, w projekty edukacyjne, w budzenie i wspieranie młodych talentów. W promowanie swoich osiągnięć. W budowanie społeczeństwa, czy nowych pokoleń w duchu bardziej twórczym i wrażliwym na kulturę i naukę. Słowem, w działania dla szerszych kregów niż tylko dla zrzeszonych. Mówiąc w skrócie CSR (biznes odpowiedzialny społecznie).

Tak aby polskie rodziny i opinia publiczna były włączane do życia kulturalnego także dzięki środowiskom twórczym. Przećwiczył to już ruch olimpijski w Polsce. Dzięki temu pozyskuje jeszcze więcej środków od podmiotów prywatnych, biznesu oraz z funduszy europejskich. Jedynie ponad 4 mln zł rocznie wydawane jest z Funduszu Popierania Twórczości na wspieranie inicjatyw kulturalnych nie tylko dla swoich członków.

W wyniku takiej strategii pojawi się większe zrozumienie i przychylność dla postulatów i działalności, którą prowadzą. Niektórzy powiedzą, że byłoby to wyręczaniem państwa polskiego, ministerstw etc. Zgoda. Ale przy zdobyciu zgody większości swoich członków (nie mam wątpliwości, że tak by to musiało wyglądać), a jednocześnie przy zasadzie, że środki te nie są dzielone na rzecz członków stowarzyszeń (proporcjonalnie, jak rozumiem), deponowane pieniądze, które nie zostały odebrane przez beneficjentów znajdowałyby sensowne cele pro publico bono. Nie tylko zasilałyby fundusze socjalne i nie tylko służyłyby pomocą najbardziej potrzebującym, żyjącym na skraju nędzy autorom, czy artystom, których czas przeminął. To się już dzieje i jest to zrozumiałe. Domy Pracy Twórczej prowadzone przez ZAiKS to także dobry przykład takich działań.

Chodziłoby więc o budowanie polskiej kultury i wspieranie kolejnych pokoleń. Na końcu tej drogi bezpośrednio zyskają i zarobią sami członkowie tych organizacji. Albowiem będzie wtedy więcej lepszej twórczości i więcej kultury na rynku, czyli zwiększy się pula środków dla samych organizacji.

Rozmowa z autorem niniejszego tekstu na temat opłaty na antenie Polsat News w październiku 2014 roku:
Wywiad ze Stanisławem Trzcińskim w Polsat News - 9 października 2014

Dlaczego warto wspierać przemysł kreatywny w kraju, w którym mieszkamy?

Od wielu lat pogarsza się sytuacja ekonomiczna twórców oraz artystów. Zostały zlikwidowane ulgi podatkowe, koszty uzysku, a urzędy skarbowe zazwyczaj interpretują prawo podatkowe na niekorzyść działalności artystycznych. Zmienia się rynek korzystania z dorobku pracy twórczej. Dobra kultury są dostępne na nośnikach przenośnych- nieuwzględnionych w opłatach.

W tym samym czasie toczy się w naszym kraju nieczysta walka o niepłacenie należnych opłat, finansowana przez najpotężniejsze międzynarodowe koncerny handlujące elektroniką. Twórcy ponoszą ewidentne straty z tytułu wykorzystywania ich utworów za pośrednictwem coraz to nowocześniejszych urządzeń. Przykładem jest diametralny spadek sprzedaży płyt. Obecnie, aby otrzymać „złotą płytę” wystarczy sprzedać 10 tys. a w niektórych przypadkach nawet 5 tys. egz. Jeszcze do niedawna było to liczba 100 tys. egz.

Ograniczane są także państwowe i samorządowe nakłady wspierające szeroko pojęte projekty artystyczne w formie dotacji, szczególnie poza Warszawą. Zaś sponsorzy komercyjni przede wszystkim wspierają sport. Wszystko to może doprowadzić do dalszego pogorszenia sytuacji twórców, wykonawców oraz organizatorów wydarzeń kulturalnych i naukowych. Co prawda naukowcy korzystają aktualnie z licznych grantów europejskich, ale i to zakończy się bezpowrotnie już za kilka lat. Wiele z tych czynników będzie prowadziło do kolejnej fali odejścia najzdolniejszych autorów i naukowców, w tym kolejnego pokolenia młodych osób, od tworzenia i pisania. Także muzyki i tekstów piosenek. Najczęściej tak utalentowane osoby uciekają w świat reklamy, mediów, biznesu.

Nie powinno być to obojętne dla nikogo i nie można na to patrzeć bezczynnie. Polski przemysł kreatywny potrzebuje najzdolniejszych twórców.

Nie apelujmy dzisiaj jedynie o zrozumienie „biednych, pokrzywdzonych autorów”.

Nie trzeba dokładniej opisywać, jak wielki wkład w funkcjonowanie każdego państwa, a także Europy i świata ma działalność naukowa. Nie starczyłoby miejsca na opisanie korzyści wynikających z rozwoju intelektualnego, postępu technologicznego, poszerzania wiedzy, odkryć naukowych (np. w medycynie), unowocześniania bezpieczeństwa czy wspierania wynalazczości. Sukces Polski na arenie międzynarodowej zależy w dużym stopniu od stanu polskiej nauki. Wpływa także na wygodę i bezpieczeństwo funkcjonowania obywateli naszego kraju, czy całej Europy.

Ale przyjrzyjmy się bliżej obszarowi kultury i rozrywki pod kątem wkładu w gospodarkę.

Według najnowszego badania EY (wcześniej Ernst & Young) wykonanego w grudniu 2014 roku na zlecenie GESAC (Europejskie Zrzeszenie Stowarzyszeń Autorów i Kompozytorów) „Creating Growth: Measuring Cultural and Creative Markets in the EU”, cała branża kreatywna, kulturalna i rozrywkowa to trzeci najpotężniejszy sektor gospodarki Unii Europejskiej, generujący 535 miliardów euro obrotu oraz ponad 7 milionów miejsc pracy - co stanowi 3,3% populacji pracującej w UE. W sektorze tym zatrudnionych jest pięć razy więcej Europejczyków niż w branży telekomunikacyjnej oraz dwa razy więcej niż w przemyśle samochodowym.

Zgodnie z raportem z tego badania, sektor kreatywny i kulturalny wykazał wyjątkową odporność na kryzys gospodarczy, a pełniąc rolę prekursora w zakresie innowacji cyfrowych, plasuje się na bardzo korzystnej pozycji do dalszego wykazywania wzrostu gospodarczego. W znacznej mierze opiera się na lokalnej sile roboczej. Ponadto, sektor kulturalny i kreatywny przyciąga w szczególności młodych pracowników: 19,1% stanowisk pracy zajmują osoby poniżej 30. roku życia.

Tym samym działanie w interesie koncernów elektronicznych, które zasłaniają się wolnością gospodarczą i rzekomą obroną miejsc pracy, z punktu widzenia państwa „zarzyna znacznie większą kurę, znoszącą jeszcze bardziej złote jaja”.

Przemysł, zwany potocznie show-biznesem, jest w dodatku odporny na outsourcing. Przypisany w większym stopniu do kraju, w którym powstaje. Nie będziemy przecież organizowali gali wręczenia nagród Fryderyk w Chinach, mimo że byłoby taniej. Tworzymy i płacimy podatki w Polsce i oczekujemy uczciwego traktowania i rozliczania naszej pracy w naszym kraju. Nie chodzi tutaj o twórczość i artystyczne wykonania - te na szczęście nie znają granic. Ale już praca „od kuchni”, czyli organizacja koncertów, nagrywanie płyt, czy dystrybucja dóbr kultury – zależna jest, i przypisana, do mieszkańców danego kraju – odbiorców naszych projektów. Zaś twórczość lokalna jest także wielką siłą każdego narodu. W dodatku taka aktywność generuje wiele nowych miejsc pracy.

Urzędnicy i organy państwa polskiego wyczekują.

Ministerstwo Kultury ma związane ręce. Chcieli dobrze, ale... Wicepremier i Minister Gospodarki Janusz Piechociński oficjalnie wspiera w tym sporze rynek elektroniczny. Wypowiedzi wiceministra kultury Andrzeja Wyrobca jesienią 2014 roku zostały zaatakowane przez dziennikarzy wspieranych przez PRowców wielkich koncernów. Hasło o "nowym podatku" podziałało. W tym samym czasie twórcy i artyści, a nawet organizacje zbiorowego zarządzania - wszyscy zostali skutecznie skłóceni przez czarny PR.

Wytoczony przeciwko najsilniejszemu przeciwnikowi - największej z organizacji, czyli ZAiKS-owi. Serwowany w mediach oraz na portalach społecznościowych. Agencje oraz stowarzyszenie działające na zlecenie importerów i producentów sprzętu podrzucają dziennikarzom i blogerom kolejne tropy dotyczące rzekomych nieprawidłowości w "podejrzanym" Stowarzyszeniu Autorów. To są stare suchary, ale dobrze działają w ramach kakofonii medialnej. A przed nami przecież wybory. Urzędnicy, w większości przekonani do opłaty, nabierają wody w usta. Jak ognia boją się tych magicznych słów "nowy podatek".

Zainaugurowana w ten sam sposób akcja „Nie płacę za pałace!” dodatkowo pogarsza sytuację, bo samo hasło trafiło na podatny grunt i podgrzewa hejt na ZAiKS. Hasło spodobało się i zafunkcjonowało w eterze. Nawiasem mówiąc, styl i prostota haseł zamieszczonych na stronie internetowej tej akcji bardzo wiele mówią o inicjatorach tego ataku. Podobnie jak pomysł Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego Branży RTV i IT, by koordynatorem i twarzą tej akcji uczynić fryzjera wojującego sądownie o zwolnienie z opłat autorskich w jego salonie.

W tej sytuacji inne stowarzyszenia nie chcą być kojarzone z tym medialnym wylewaniem błota. Dystansują się od największego wojownika. Tym samym, całkiem skutecznie rozbijana jest jedność w walce o aneks do ustawy tych, którzy otrzymują od wielu lat stosunkowo niewielką opłatę do podziału dla swoich członków. Do tego w Ministerstwie Kultury można wyczuć obawę co do reakcji społecznej. Tym bardziej przed wyborami, bo co z tego, że to nie jest nowy podatek. Skoro media uznały, że jest.

Ostatecznie, z jednej strony miesza się w głowach społeczeństwa, a z drugiej odwlekane jest tym samym opłacanie czegoś, co i tak zostanie opłacone. Jedynie kosztem wszystkich beneficjentów, bo nie działaczy rozmaitych stowarzyszeń przecież.


Apel do polskich twórców, artystów i producentów.

Przez chwilę przemówię do koleżanek i kolegów ze środowiska. Drodzy Państwo, mówiąc jednym głosem ze środowiskiem nauki - my, ludzie kultury mamy większą szansę wyjaśnić sytuację zarówno opinii publicznej, mediom, jak i urzędnikom odpowiednich ministerstw. Przeciwstawiając się konsekwentnie prowadzonej, a także sowicie opłaconej, niestety skutecznej kampanii lobbingowej branży importerów i producentów sprzętu.

Co ciekawe, twórczość sektora kulturalnego służy w dużym stopniu także przemysłowi elektronicznemu. Czyli Panu Ministrowi Gospodarki Piechocińskiemu, ale i Panu Ministrowi Szczurkowi. Według tego samego badania EY - „średnio 70% czasu spędzonego przy tablecie wykorzystuje się na konsumpcję dóbr kultury”.

Mamy także nasze polskie badania. Najnowsze z 2014 roku było przeprowadzone na reprezentatywnej ogólnopolskiej próbie 100 mieszkańców powyżej 15 roku zycia. Wg tych badań PRAWIE CO TRZECI posiadacz telefonu komórkowego w Polsce ma na nim zapisaną muzykę. MUZYKA jest, zaraz po zdjęciach, najczęściej zapisywaną na komórkach formą plików. Ponad 9 MILIONÓW Polaków słucha muzyki za pomocą telefonów komórkowych przynajmniej kilka razy w miesiącu, a około 1,8 miliona wykorzystuje do tego celu tablet. Jeszcze więcej osób - prawie 10,5 MILIONA Polaków przy zakupie nowego telefonu zwróciłoby uwagę na to, czy sprzęt ma możliwość nagrywania i odtwarzania muzyki. Jedynie 25% POLAKÓW byłoby skłonnych zrezygnować z możliwości nagrywania i odtwarzania muzyki w zamian za 3% OBNIŻKĘ CENY. Co więcej, niemal TRZECH NA CZTERECH POLAKÓW w hipotetycznej sytuacji, w której mieliby być twórcami muzyki, chciałoby otrzymywać wynagrodzenie za kopiowanie tworzonych przez siebie utworów.

Czy te dane są w ogóle brane pod uwagę w jakichkolwiek rozważaniach?

Argument, że lepiej aby te duże pieniądze zostały w kieszeniach importerów i producentów, bo ci dzięki nim tworzą w Polsce kolejne miejsca i pracy i inwestują to mrzonka. Będą to robili nadal i bez tych promili procentów, które oddadzą z zysków. Środki te są za to w bardzo dużej części transferowane za granicę i tracimy je jako Polska. Pieniądze dla artystów i twórców nie tylko im się należą, ale w dodatku będą napędzały polską gospodarkę. Co Pan na to Panie Premierze Piechociński, co na to PSL? O co powinien dbać polski rząd?

Na szczęście coś się ruszyło w środowisku. Podczas tegorocznej 21. Gali Wręczania Nagród Muzycznych Fryderyk 2015 w Teatrze Polskim i na antenie TVP2, dwa tygodnie temu 23 kwietnia br. po raz pierwszy mogliśmy usłyszeć głos tak wielu artystów, którzy donośnie przemówili w sprawie swoich praw, w tym opłaty od czystych nośników. Popularne nagrody środowiska muzycznego cieszą się już od 21 lat zasłużoną renomą. W tym roku uroczysta gala przybrała nieoczekiwany obrót: twórcy jednoznacznie i wyraźnie upomnieli się o swoje prawa. Wręczając, czy odbierając nagrody, wobec zgromadzonych przedstawicieli producentów, dystrybutorów, koncernów muzycznych i mediów - upomnieli się o szacunek dla własnej pracy. Artyści sami uznali, że warto to zrobić. Wśród nich znaleźli się m.in. wręczający w tym roku Fryderyki Reni Jusis, Ania Rusowicz, Dorota Miśkiewicz, Człowiek Nowej Ery, Abradab, Darek "Maleo" Malejonek, jak i prowadzący galę Tomson i Baron z zespołu Afromental.

Cytowana wcześniej Reni Jusis, nie bacząc na zniecierpliwienie organizatorów, postawiła sprawę wprost dodając także do wypowiedzi cytowanej na początku artykułu: „Pamiętacie dramatyczny wywiad Roberta Brylewskiego, w którym przyznaje się, że po 30 latach pracy na scenie z trudem utrzymuje swoją rodzinę. Wielkie koncerny elektroniczne naprawdę nie płacą należnych muzykom pieniędzy. To ogólny problem, dotyczy również artystów filmu, teatru, plastyków. Zmieńmy to, żądajmy jednym głosem zmian”.

Dorota Miśkiewicz przywołała klasyka: „Jak powiedział Mały Książę, to co jest piękne jest pożyteczne – i to stanowi chyba wystarczający powód, by szanować artystów, szanować twórców kultury, bo zależy nam na kulturze”. Środowiska twórcze przyjmowały te wypowiedzi brawami, na sali nie brakowało jednak osób z kwaśnymi minami.

Darek "Maleo" Malejonek tłumaczył, dlaczego nie jest to sprawa wyłącznie środowiskowa, ale fundamentalna dla twórczości i rozwoju kultury w Polsce. „Polscy artyści muszą dziś walczyć o to, żeby ich piosenki były znane”, docięła redakcjom radiowych stacji Ania Rusowicz. Wręczając Natalii Przybysz nagrodę za Utwór Roku, wiceprezes ZAiKS-u Marek Hojda za optymistyczny uznał fakt, iż tworzenie dobrej muzyki w Polsce zacznie się opłacać dzięki projektowanym zmianom w polskim prawie autorskim. „Bez uczciwego naliczania opłaty za czyste nośniki nie ma co marzyć o pojawieniu się nowych i zdolnych twórców”.

Jestem im za to bardzo wdzięczny. Tak, oczywiście wspieraliśmy tę akcję. I nie jest to nasze ostatnie słowo!

Reni Jusis (1'30") oraz Darek "Maleo" Malejonek (2'35") mówią o sprawie czystych nosników podczas 21. Gali Fryderyk 2015



Głos zabrał także muzyk i wokalista zespołu Emigranci, a jednocześnie wiceprezes Stowarzyszenia Autorów ZAiKS Marek Hojda (1'30")



Kilka dni później została uruchomiona strona internetowa, szczegółowo tłumacząca o co chodzi z tymi opłatami. Oto ona:
Strona Internetowa www.czystenosniki.pl

Czas na zrozumienie tych prostych faktów. Czas na dokładne przestudiowanie sprawy opłat. Czas, by przejrzeć na oczy. Czas na analizę tego, kto zyskuje, co, ile i dlaczego. Czas na aktywne działanie w interesie tak swojego środowiska, jak i obywateli kraju, w którym żyjemy, tworzymy i pracujemy. Polski.

Making of - czyli na koniec niech mi wolno będzie podzielić się swoistą obserwacją.

Przygotowując niniejszy tekst odbyłem wiele rozmów z blisko setką osób. W tym z uczestnikami rynku kreatywnego, z twórcami, artystami i naukowcami, z zarządami organizacji zbiorowego zarządzania, z urzędnikami Ministerstwa Kultury oraz z przedstawicielami świata producentów i importerów elektroniki. Mam wrażenie, że oprócz wielkich koncernów zainteresowanych niepłaceniem opłaty, z drugiej strony barykady - każdy chce dobrze, ale nie ma odwagi do działania lub nie wierzy ZAiKS-owi. Osoby te wykazywały się niezłą znajomością tematu, chociaż nie wiedziały, że w podziale wpływów z opłaty uczestniczy aż siedem stowarzyszeń reprezentujących polskie środowiska kultury i nauki.

Kilku młodych artystów, moich rozmówców, wydawało się kompletnie zagubionych. “O co chodzi?” –pytali, nie znając własnych przywilejów. Nie wiedzieli o funkcjonowaniu opłaty od 1994 roku. Twierdzili, że całe to zamieszanie jest polityką. A to najgorsza obelga w ich ustach. Nawet Kazik Staszewski zaatakował publicznie ZAiKS w przedmiotowej sprawie. Nie wiedział, że stawki, które otrzymuje od lat od nośników - płacone przez producentów urządzeń, są obowiązkowe. Myślał, że jedynie dobrowolne. Nawet nie był świadomy faktu, że od lat są mu płacone. Wysnuł wniosek, że najpierw nadmiernie opodatkowuje się jego jako artystę, a następnie marne grosze wracają poprzez takie opłaty - jak ta od nośników. Jednak zmienił ostatecznie zdanie, ale publicznie nadal nie odwołał swoich słów. Obywatele Kultury – ten sam przypadek – pogubieni w poglądach, podzieleni w dyskursie, niechętni wobec OZZ-ów. To wszystko pokazuje jedynie słabość naszego państwa i kompletne rozbicie środowiska.

Jednak najbardziej porażające były rozmowy o problemie opłat z dziennikarzami i zarządami najbardziej liczących się polskich mediów. Czyli wedle mojej opinii – z tymi, którzy w największym stopniu serwują przeinaczoną i negatywnie podkoloryzowaną wiedzę o sprawie opinii publicznej i decydentom. To główne źródło dezinformacji. Pierwszą rozmowę odbyłem z bardzo wpływową i zajmującą się tematyką kulturalną redaktorką dużej stacji telewizyjnej. Wrażliwą, wykształconą i ceniącą niezależność. Doskonale orientującą się w tematyce praw autorskich, popierająca opłatę, ale myślącą kategorią “coś nie tak z tym ZAiKS-em, sprawa jest skomplikowana”. Nie widziała szansy na komunikatywne przekazanie faktów swoim widzom. Poza zaproszeniem dwóch stron do studia.

Zrozumiałem, że nawet ona – osoba, dla której problemy ludzi kultury są bliskie – nawet ona nie rozumie, że sprawa opłaty jest jasna i bezdyskusyjna. Zaszczepiona podejrzliwość wobec ZAiKS była i jest decydującym argumentem, aby uznać, że racje są takie same mniej więcej po obu stronach. Nie znając nawet podstawowych faktów, mówiła do mnie cytując całe frazy używane w akcji PR importerów i producentów na temat “pałaców ZAiKS-u”.

Następnie, przy kolejnych rozmowach z wieloma dziennikarzami odkryłem coś dużo gorszego. Ale jasno pokazującego, dlaczego twórcy są skłóceni i bezsilni. Okazało się, że aż 8 redakcji, a także wydawców, czy zarządów mediów elektronicznych, na 12 z którymi rozmawiałem, w stu procentach zależą od reklam producentów sprzętu. I tylko z tego powodu postanowiły nie publikować żadnych materiałów ukazujących stanowisko twórców, lub chociaż swobodnie opisanych racji obu stron.

Kolejny trop to informacja, że jeden z największych nadawców telewizyjnych w Polsce jest sam także producentem oraz importerem urządzeń elektronicznych, w tym oczywiście dekoderów TV, smartfonów i tabletów. No rzeczywiście jest - Polsat. Nie tylko z powodu związanej z nim spółki Polkomtel. Wiele mediów ma także swoje biznesy internetowe oraz "dookołainternetowe" połączone z tym światem.

Reasumując, w 8 przypadkach na 12, decyzją szefów mediów, gotowe materiały nie ujrzały światła dziennego. Tylko dwie redakcje zgodziły się na publikacje rzetelnych artykułów lub reportaży dotyczących opłaty od czystych nośników, w której zabierają głos przedstawiciele świata twórców. Za to materiałów o sprawie jest mnóstwo. Prześledziłem. Niemalże wszystkie były zmanipulowane i jednostronne. Bogato cytujące gotowe materiały PR jednej strony. Bazujące na uprzedzeniach do rzekomych nowych podatków, do "konserwatywnego" ZAiKS-u i na tzw. obronie wolności gospodarczej. A skąd dowiadujemy się dzisiaj o danej problematyce? Oczywiście z mediów oraz internetu. I tu, i tu króluje narracja przeciwko opłacie.

Branży elektronicznej nie wystarcza już wynajmowanie agencji udających komentujących internautów na wszelkich forach. Nie wystarczy finansowanie stowarzyszenia inicjującego szkalujące akcje PR. Uderzyli wprost do mediów, które finansują na rozmaite sposoby. Chcą mieć 100% pewność, że rząd nie ruszy palcem. A media weszły w to. Znam wiele konkretnych przykładów i wiem, kto podejmował takie decyzje.

Było to dla mnie odkrycie o tyle zaskakujące, co bulwersujące. Nie o taką Polskę walczyliśmy – pomyślałem sobie. Daleki jestem od teorii spiskowych, ale ufam, że moi bezradni rozmówcy z mediów nie mieli powodu, by kłamać, tłumacząc się i rozkładając ręce. Skłoniło mnie to do aktywnego włączenia się do dyskusji m.in. poprzez próbę przyśpieszenia skuteczniejszego przełamania tej wstydliwej, według mojej opinii, zmowy milczenia w przestrzeni publicznej.

Artykuł ów zaniosłem tylko do jednej redakcji, z którą współpracuję od czasu do czasu. Do jednego z czołowych dzienników w Polsce. Zgodnie z moją intencją, wersja skrócona miała ukazać się w wersji papierowej, reszta w internetowej. Sprawa ciągnęła się 3 tygodnie. Nie został on jednak ostatecznie przyjęty do druku. Bez podania jasnej przyczyny. Zaproponowano mi publikację w internetowej wersji gazety. Przestałem dzwonić, atmosfera zrobiła się ewidentnie niezręczna.

Podziękowałem i wybrałem swój autorski blog. Czytacie Państwo te słowa na platformie "na:Temat", której hasłem jest "Jesteś u siebie". Nie jest ona cenzurowana, czy redakcyjnie uzależniona od reklamodawców.

Dzisiaj zrozumiałem, że możliwość swobodnego wyrażenia swoich poglądów poprzez wypowiedź w internecie - nie rodzi wyłącznie niebezpieczeństw, ale jest przede wszystkim wielkim przywilejem naszych czasów.

Być może ktoś z Państwa uśmiechnie się czytając te słowa, ale ja uważam, że jedna strona jest słabsza i prawie bezbronna, za to ma rację. Druga strona jest silna i bezwzględna, reprezentuje dla mnie jądro ciemności. Jest także przebiegła i bogata. Skuteczna w swojej walce. Chciałbym wesprzeć tych, dzięki którym ja i moje dzieci będziemy żyli w piękniejszym, mądrzejszym i ciekawszym kraju. Tak jest uczciwie i sprawiedliwie.

Nawet jeżeli nie przekonałem wszystkich czytelników do swoich racji, mam nadzieję, że dzięki mojemu tekstowi poznaliście Państwo temat nieco lepiej i dokładniej. A to już coś.


W niniejszym tekście wykorzystane zostały fragmenty listu napisanego przeze mnie oraz Pawła Marię Kwiatkowskiego, adresowanego do gości XXI. Gali Wręczenia Nagród Akademii Fonograficznej Fryderyk 2015. Opublikowanego w programie tego wydarzenia. Byliśmy autorami tego listu jako osoby kierujące agencją marketingu muzycznego STX Jamboree, która od 2007 roku jest organizatorem transmitowanych przez TVP2 gal wręczenia Fryderyków. A jednocześnie jako twórcy Fundacji Nardowe Centrum Muzyki, prowadzącej wszechstronną działalność na rzecz kultury i sztuki, w szczególności muzyki. W tym z zakresu edukacji artystycznej oraz jej promocji, wspierania wszelkiej działalności kulturalnej, artystycznej, kulturalno-rozrywkowej, ochrony oraz upowszechniania polskiego i europejskiego dziedzictwa kulturalnego.

Oto co powiedział podczas tegorocznej 21. Gali Fryderyk 2015 jeden z prowadzących imprezę, dziennikarz Piotr Metz:

"Chciałbym przypomnieć pewną anegdotę. Tuż przed wybuchem II wojny światowej Winston Churchill na spotkaniu z ministrami powiedział: „Starcie jest nieuniknione, pilnie potrzebujemy więcej pieniędzy na wojsko” Minister wojny odparł: „Może obetniemy wobec tego wydatki na kulturę.” Na to odparł Churchill: „Panowie, to o co my wobec tego walczymy?” Im więcej zdolnych twórców, im mocniejsza polska kultura - tym jesteśmy silniejsi jako naród. Pamiętajmy o tym podczas dyskusji, czy polskim twórcom i wykonawcom należy się uczciwa zapłata za ich kreatywną pracę".


Bardzo ważny wpis pod tekstem na platformie "na:Temat" - załączam jako suplement, już po opublikowaniu powyższego tekstu:
Trwa ładowanie komentarzy...