O autorze
Menadżer kultury, promotor koncertowy, producent muzyczny, dziennikarz radiowy i wydawca płytowy. Zaczynał od polityki i dziennikarstwa. Wybrał muzykę i show biznes. Prezes Zarządu Fundacji Narodowe Centrum Muzyki, a także wytwórni płytowej STX Records. Współwłaściciel agencji marketingu muzycznego STX JAMBOREE. Twórca serii płyt Pozytywne Wibracje, a także dyrektor artystyczny festiwalu pod taką nazwą. Współproducent gal wręczenia najważniejszych polskich nagród muzycznych Fryderyk. Organizował w Polsce koncerty takich artystów jak Macy Gray, Angie Stone, Seal, Kylie, Grace Jones, Raphael Saadiq, ZAZ, Scoropins, US3, Chambao, Gabin, Woody Allen & His New Orleans Jazz Band, Al Di Meola, Take 6, De-Phazz, The Brand New Heavies, Incognito, M People & Heather Small, Giulia Y Los Tellarini, !Deladap, Dimitri From Paris, Galliano, Funkstar De Luxe, Sophie Solomon, The Manhattan Transfer, New York Voices, No Jazz, Ive Mendes i wielu innych. Ekspert i twórca marketingu muzycznego w Polsce. Członek Stowarzyszenia Komunikacji Marketingowej SAR i Klubu Agencji Eventowych. Były Dyrektor Artystyczny i Repertuarowy (A&R) Universal Music Polska, menadżer Anny Marii Jopek, szef działu kultury tygodnika Gala, dziennikarz Radia PIN (przez 8 lat prowadził autorską audycję Pinacolada), stały współpracownik i felietonista miesięcznika Playboy oraz tygodnika Przekrój. Współtwórca warszawskiego klubu Filtry na początku lat 90-tych oraz członek prezydium Międzyszkolnego Komitetu Solidarności w latach 1988 – 1990. https://twitter.com/strzcinski

"Gorzka prawda" o rodzimym showbiznesie jest co najwyżej półprawdą. A Opole nie ma z tym nic wspólnego

W weekend bloger naTemat Damian Maliszewski napisał tekst "Opolskie tsunami i gorzka prawda o rodzimym show-biznesie. 54 KFPP w Opolu tonie". Poczułem silną potrzebę, by z tym tekstem polemizować. Zrobiłem to również na prośbę autora artykułu oraz w związku z potrzebą polemiki z kilkoma moimi znajomymi (Paweł Sito, Borys Szyc, Robert Jagodziński i Grzech Piotrowski – w szczególności) i dla dobra samej sprawy. Albowiem związałem swoją przyszłość i życie z tym, opisanym w artykule, polskim rynkiem muzycznym.

Moja polemika jest precyzyjna. Akapit po akapicie, a czasem zdanie po zdaniu – analizującym, co jest „nie tak” z tym tekstem. Jest tego trochę. Ale – albo rozmawiamy na poważnie, albo robimy teksty na hurra, żeby się klikało. Ja wolę merytoryczną rozmowę. Oryginalny, komentowany tekst znajduje się tutaj: Tekst Damiana Maliszewskiego



Kiedy czytam o krwiopijcach, decydentach i podawane mi są kolejne spiskowe teorie dziejów – włącza się we mnie zawsze miłośnik wolnego rynku. Z ludzką twarzą – ale wolnego. Patrzę także na zjawiska na świecie. Nie tylko mądrzę się o otoczeniu, które świetnie znam z 25 lat codziennej pracy, ale jako początkujący naukowiec – wierzę także w badania i dane naukowe. Nie lubię gdy korzystają z nich rozgłośnie radiowe. Ale w większości przypadków są one bezcennym źródłem wiedzy.

Nie zgadzam się ze zbyt wieloma propozycjami rozwiązań Pana Damiana, ale najbardziej martwi mnie niedoskonała diagnoza sytuacji. Bo można mieć fajny postulat – skrzyknijmy się i walczmy, ale początkiem musi być należyta diagnoza. I fajnie by apel pana Damiana o działanie razem potraktować poważnie. Także wobec mnie. Proszę bez hejtu. Rozmawiajmy merytorycznie.

Pana Autora oryginalnego tekstu bardzo szanuję i za inteligencję (w pierwszej, porannej polemice na FB był sarkastyczny i dowcipny – a to zawsze doceniam) i za ogrom pracy oraz za poruszenie tematu. Albowiem jest o czym rozmawiać. Reakcje ludzi, których szanuję, a także ich opinia o tym, że to jest dobry tekst – także wskazują, że coś w nas – odbiorcach muzyki, czy nawet w uczestnikach rynku muzycznego, głęboko siedzi, uwiera i przeszkadza. Wg mojej oceny – po tym co przeczytałem – ma wiele racji Pan Autor w tym, co chciałby zmienić. Myli się jednak zbyt często – myli np. obiegowe opinie, a także swoje zbyt zawężone w odbiorze obserwacje, z „prawdą” i faktami. Feruje wyroki. Sypie z rękawa i ocenami i rozwiązaniami.

Wg mnie „wie, że dzwoni, ale nie wie, w którym kościele”. Pozwalam sobie tak napisać – ale proszę o lekturę mojej polemiki i wtedy oceniajcie Państwo – krzywdzę, czy nie krzywdzę Autora – tak pisząc. On sam jest wokalistą i artystą – rozumiem rozgoryczenie. Nie przepadam za bardzo wieloma zjawiskami jakie otaczają nas dzisiaj na rynku. Ja tego nie bronię. Ale perspektywa opisana w artykule jest zdecydowanie za wąska wg mojej oceny. Generalizowanie nieuprawnione. A tytuł "prawda" w kontekście naszego rynku – prawdą wg mnie po prostu nie jest. W najlepszym razie jest półprawdą i często nieporozumieniem.

Pracuję na tym rynku od 25 lat. Po obu, albo i po kilku, stronach – co podkreślam! Zajmując się pracą dla artystów, dla wytwórni, dla radia, dla uczelni, dla siebie i przy koncertach i przy niszowych i przy tzw. komercyjnych. Pomagając w ochronie praw twórców i artystów. Wspierając edukację muzyczną. Aby było jasne. Nie wspieram tym samym ani organizacji zbiorowego zarządzania, ani wytwórni płytowych, czy np. – Empiku. Ja tam od 17 lat płacę ciężkie pieniądze. Jeśli nawet oprócz takiego Wojtka Pilichowskiego czy Anoushki Shankar, albo wielu innych projektów jazzowych i ze świata muzyki poważnej – jeśli też zarabiam na rynku marketingu muzycznego – to w ramach moich projektów jestem płatnikiem potężnych kwot licencyjnych na rzecz artystów, twórców, wytwórni, publishingów i OZZ. Płacąc takie opłaty za muzykę do reklam, czy oprawę muzyczną obiektów, czy za płytę CD dołączaną do produktu. NIE ŻERUJĘ na artystach i twórcach, nie żyję z wielkich graczy, ale sam płacę im. Gdy zaś organizuję ich koncerty – także płacę i im bezpośrednio i dodatkowo tantiemy. Ustalmy to na początku. Na samym dole piszę dokładnie co robię i co robiłem, tak by łaskawie nie przyprawiać mi gęby kogoś z wytwórni (już 17 lat temu skończyłem pracować w Universal Music Polska, zaś swoje kompilacje przestałem wydawać 5 lat temu).

Uwaga redakcyjna – albowiem czepiałem się w poprzednich komentarzach także i formy i błędów w tekście Pana Damiana. Sam jednak napiszę swoje myśli polemiczne w formie słowotoku, który sam zarzucałem Autorowi (a już zacząłem we wstępie). W pośpiechu. Używam tu wersalików i wykrzykników, nie przywiązuję wagi do formy i interpunkcji. Wolno mi, bo to miał być jedynie komentarz pod oryginalnym tekstem. Taki jakie pisze się i w naTemat i na Facebooku. Ostatecznie moja polemika była za długa i jest publikowana w formie tekstu na moim blogu. Nie korygowałem błedów i literówek w zdaniach Pana Damiana.

Poniżej znajdą Państwo oba teksty. Zachęcam do czytania najpierw oryginalnego zdania (czy akapitu) autorstwa Damiana Maliszewskiego, a później mojego komentarza. Same moje komentarze nie będą zrozumiałe bez przeczytania oryginalnych sformułowań Pana Autora, które komentuję. Moje słowa są poprzedzone znaczkiem „>>>”.

Miłej lektury!
Staszek Trzciński

Tytuł tekstu Damiana Maliszewskiego: Opolskie tsunami i gorzka prawda o rodzimym show-biznesie. 54 KFPP w Opolu tonie

>>> Sam tytuł artykułu to wg mojej oceny zabójcze połączenie prowadzące donikąd. Nie ma jeden temat nic do drugiego – i chyba to ten rodzaj swoistej manipulacji jakoś mnie rozzłościł. Ale nie tylko dlatego byłem zły, że zwyczajnie nie zgadzam się z większą częścią tez i wtrętów (część jest ok – co podkreślam). Ale z dwóch podstawowych powodów. Pierwszy, to połączenie 2 tematów na siłę, a drugi – to słowo „prawda” w tytule. Gdyby to były „gorzkie obserwacje” – OK. Ale „gorzka prawda”? No nie. To nie jest żadna prawda. Ani objawiona, ani co gorsza wynikająca z rzetelnego artykułu. Tu jest część celnych „gorzkich obserwacji” i zatrzęsienie półprawd, nieprawd, uproszczeń oraz zwykłej fantazji. Jednak dobrze, że zmienił się sam tytuł. O ile dobrze pamiętam w pierwszej wersji z wczorajszego poranka – łączył on Opole z tym, o czym jest de facto miażdżąca większość tego artykułu.

Tej fali nie można już zatrzymać.

>>> Nie można. Festiwal raczej się nie odbędzie albo po raz ostatni za tej ekipy odbędzie się z totalnej łapanki. Zgoda w 100 procentach. To jest efekt domina. Nie ma co zbierać. Władza tego nie przewidziała. Zostały popełnione kardynalne błędy i polscy artyści powiedzieli „nie”. Traktuję ten gest jako brak zgody na cenzurowanie koncertów na imprezie z kilkudziesięcioletnią tradycją, jako brak zgody na filmiki propagandowe. Jeszcze miesiąc temu wielu z tych artystów wystąpiło na gali Fryderyk 2017 transmitowanej na antenie TVP2. Faktem jest, że gościnnie na tej antenie, bo TVP nie układała list wykonawców tamże. Ale nie jest ten sprzeciw środowiskowy niczym politycznym. Jest gestem solidarności i przyzwoitości.

Takiej sytuacji nie pamięta nawet głęboki PRL.

>>> Zaiste nie pamiętam i ja.

Ani Jacek Kurski, ani bohaterowie opolskiego zrywu nie zdają sobie sprawy z tego, jak ważny to protest i ile ciekawych rzeczy może przynieść rynkowi muzycznemu na przyszłe lata.

>>> Teza śmiała. Mnie nawet bardzo zainteresowała. Albowiem zgadzam się z nią – a raczej mam nadzieję, że tak się stanie. Niestety, pan Damian pisze o „ciekawych rzeczach” (ciekawie to nazwał), których nie przyniesie. Dalej odniosę się do każdej z nich. Dla mnie to jest połączenie na siłę. Afera w Opolu to jedno, a drugie to bolączki CZĘŚCI artystów i twórców oraz sytuacja muzyki w mediach, względnie inne sprawy, które dorzuca Autor tekstu z rękawa. Co ma jedno do drugiego (poza tym, że mówimy w obydwu przypadkach o zjawiskach z polskiego rynku muzycznego) – tego już nie znajduję w artykule. Kończąc poniekąd temat Opola – wg mnie BYĆ MOŻE przyniesie ta cała afera podniesienie głowy artystów w walce o swoją podmiotowość, ale ze względu na takie wartości jak wolność, nieskrępowana twórczość i brak cenzury. Brak czarnych list. Zresztą nie wiem czy tak będzie. Ale jest taka szansa. Jako obserwator tego rynku nie przypominam sobie podobnej sytuacji po 89 roku. Ktoś po prostu ostro przesadził (niekoniecznie sam Prezes TVP, ale nie wykluczam, że i on sam) i to jest bardzo zdecydowany ruch oddolny, który leci jak lawina.

Wbrew pozorom, na wycofaniu się z udziału w Opolu żaden z wykonawców nie straci. Wszyscy zyskają tak medialnie, jak i zawodowo.


>>> Zapewne. Zobaczymy. Albo nikt nie straci i nikt nie zyska.

Jurek Owsiak najpewniej zaprosi artystycznych opozycjonistów na Woodstock. Stacje TVN i Polsat także mogą wykazać się kreatywnością i zrobić coś pożytecznego. Zamiast katować ludzi agresywnymi paradokumentami, można zorganizować z wielką pompą tak jubileusz 50-lecia Maryli Rodowicz, jak i 25-lecie pracy twórczej Andrzeja Piasecznego.


>>> Pierwszy przestrzelony pomysł. Niesprawdzony. Autor nie wie. No więc nie do końca jest to możliwe w TVN i Polsacie. Budżety w przypadku nawet wielkich imprez w tych jak najbardziej wyjątkowo profesjonalnie funkcjonujących stacjach – nie przekraczają ok 30 proc. tego, co oferuje TVP. W jednym, konkretnym przypadku 50-lecia pracy twórczej Maryli Rodowicz (nie wypominając Autorowi i będąc grzecznym wobec artystki – sama Maryla świętuje inne urodziny) z całą pewnością nie da się zrobić takiej sztuki bez sprzedania co najmniej 20 000 biletów lub bez sponsora. Stacja prywatna nie udźwignie tego budżetu. Już spieszę uzupełnić – skąd mam tę informację. Bezpośrednio od menadżera Maryli. Niemniej gdyby ktoś to wyprodukował – zawsze miło. Wszystkie te jubileusze były zapięte na ostatni guzik. Szkoda pracy tylu ludzi. Nawiasem mówiąc Jurek Owsiak proponując Maryli Rodowicz mniejszą scenę i powołując się na przykład Urszuli i Włodka Pawlika – wykazał się całkowitą nieznajomością „ego” tej zacnej artystki. Niepotrzebnie dodawał akapit o tej swojej scenie Akademii Sztuk Przepięknych (skąd inąd świetnej). Idźmy dalej.

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby odbyło się to w tym samym amfiteatrze. Ten na całe szczęście nie jest jeszcze własnością Jarosława Kaczyńskiego.

>>> Jak wyżej. Stoi na przeszkodzie, bo tam nie da się zarobić na biletach. Nie mogą być droższe niż planowano. Chyba że dołoży się samo miasto albo sponsorzy. I to sporo niezaplanowanych pieniędzy. Kilka mln złotych najmarniej.

Walka o wolność zawsze wymagała symboli i nierzadko ofiar, ale mało kto przypuszczał, że wraz z rozkwitem wiosny, takim symbolem stanie się Festiwal w Opolu.

>>> Nikt nie przypuszczał. Zgoda.

Dla artystów zaprezentowanie się na tej ważnej scenie, to jedna z niewielu form skutecznej promocji w mediach. Dla większości to również sentymentalna podróż. W Opolu przecież debiutowali. Tym bardziej do rangi bohaterskiego wyczynu urastają decyzje kolejnych wykonawców o rezygnacji z udziału w koncertach.

>>> Decyzje kolejnych – wg mnie nie zasługują już na miano bohaterskich w kontekście, o jakim pan Autor myślał. Pierwsza czwórka – tak. Myślę, że ci ostatni także będą musieli być odważni. Ale efekt domina pomaga w takich decyzjach. Właściwie większość czołówki nie ma innej drogi. Na tym polega ta bardzo specyficzna sytuacja i rozgardiasz. Oraz tytułowe tsunami.

W najtrudniejszej sytuacji są dzisiaj debiutanci. Dla nich to życiowa szansa, spełnienie marzeń. Wielu z nich nie raz próbowało dostać się do Opola. Arek Kłusowski jednak przetarł szlaki i zapisze się w historii jako pierwszy odważny wśród debiutantów. Również poinformował o swojej rezygnacji z udziału w koncercie "Debiutów".

>>> I tu dużo punktów dla Pana Damiana. Mało kto zauważył ich sytuację. Pisałem wyżej o łapance. Jeśli Opole się odbędzie, to poza disco polo i poza prawicowo myślącym artystami – sympatykami obecnej władzy (tak to nazywam, ale wiemy mniej więcej o kogo chodzi) – imprezę zapełnią przede wszystkim różnej maści debiutanci właśnie. O ile w ogóle Opole się odbędzie. W co trochę wątpię.

Być może dojdzie do sytuacji w której festiwal zostanie po prostu odwołany. No chyba, że prezes Kurski rzeczywiście planuje na festiwalu sam wystąpić. Ramię w ramię z Janem Pietrzakiem.

>>> Jak wyżej. 50/50. Jest jeszcze wariant, w którym to Miasto Opole wypowie umowę TVP.

Bez przywiezienia autokarami do amfiteatru, własnej, partyjnej publiczności, albo zastępów "NSZZ Solidarność" z przewodniczącym Dudą na czele, prezes ponownie narazi się na gwizdy publiki, która już raz pokazała co sądzi o jego reformach i nim samym
.

>>> Dlatego raczej będzie odwołany. Pretekst jest.

Człowiek z chociażby odrobiną wrażliwości nie powinien pławić się w poczuciu satysfakcji.

>>> Jasne.

W tej trudnej sytuacji wielu obserwatorom i samym zainteresowanym jest myślę przykro, a na pewno niekomfortowo.

>>> Tak. To jest trudna sytuacja. Przez chwilę nawet nie była taka oczywista jak wielu myślało. Były zakulisowe ustalenia itp. Ale już jest. Sytuacja wymknęła się spod kontroli wszystkich.

Nie dzieje się dobrze w kraju, w którym elita artystyczna sięga po środki ostateczne i w ramach protestu, sprzeciwu wobec sytuacji politycznej, rezygnuje ze swoich występów. Przed chwilą do protestu dołączyli bracia "Pectus" i piosenkarka Urszula z zespołem.

>>> Taka sytuacja.

Jedni zrezygnowali, bo chcieli, mieli poczucie obywatelskiego obowiązku, inni, bo już nie wypadało nie rezygnować. Ryzyko linczu publicznego i gwizdów w amfiteatrze okazało się wystarczającym straszakiem. Presja społeczna jest zbyt duża. W końcu występuje się ku uciesze i dla ludzi, nie partyjnych dygnitarzy.

>>> Istnieje taki mechanizm.

W tej całej historii najistotniejsze są korzyści widziane w szerszej perspektywie czasowej.


>>> No właśnie. Zaczyna się najciekawsze. Te „korzyści” wg mnie nie mają związku, a perspektywa jest bardzo wąska. Ale po kolei.

Wraz z końcem lat 90-tych skończyła się wolność artystyczna, a zaczęła matematyka i kalkulowanie korzyści. Od tamtej pory wykonawcy są na usługach. Na usługach radia i telewizji. Decydenci poczuli się na tyle pewnie, że zaczęli podejmować decyzje dotyczące tego, co i w jaki sposób powinni nagrywać wokaliści. Jeżeli nie wprost, to decydują między wierszami.


>>> To jest zbyt wielkie uogólnienie. A dla mnie nawet bzdura. Takie zjawisko siłą rzeczy dotyczy bardzo wąskiej grupy artystów chcących nadal występować w radiu i telewizji. A jak słyszymy sami, nie ma ich wielu. Jest ich wszak na tyle wielu zdaniem Autora, że generalizuje. Wg mnie to absolutna mniejszość. Jacy decydenci? Dyrektor Miszczak w TVN? Nina Terentiew w Polsacie i szefowie anten w TVP? Szef 4FunTV Rafał Baran? Szefowie muzyczni stacji radiowych? Drogi Panie Autorze! To nie ta epoka. Oni byli decydentami (i to tylko pomocniczo obok wytwórni płytowych i samych artystów dyktujących jeszcze wtedy swoje warunki) w latach 90. Ok. Oni rządzą u siebie. Ale decydentem dzisiaj jest użytkownik aplikacji Spotify, Apple Music czy Tidal. Najczęściej zaś w Polsce użytkownik YouTube’a. Warto poczytać raporty o tym. To jest przebadane. Na wszystkie strony. Artyści także o tym wiedzą. Czy skończyła się wolność artystyczna: Organka i Behemota? Marii Peszek i Natalii Przybysz? The Dumplings i Xxanaxx? Dawida Podsiadły i Wojtka Waglewskiego? A może Taco Hemingway i Ten Typ Mes? A może Doroty Miśkiewicz i Włodka Pawlika? Brodki i Ani Dąbrowskiej? Większości nie ma ani w TV ani w radiu. I co? Nic. Ktoś im mówi między wierszami co mają nagrywać? Żart. Nie kupuję całego wywodu od A do Z… Chyba, że Sylwii Grzeszczak coś narzucają. Może Adze Chylińskiej. Choć wątpię. Wąski wycinek mainstreamu. Bardzo wąski.

W każdym razie robią to skutecznie. Ingerencja w aranżacje, styl, narzucanie konkretnych producentów do współpracy i szantaż, że jeśli wokaliści nie nagrają swoich utworów zgodnie z wizją decydentów (a ta zawsze jest zachodnia) mogą zapomnieć, że ich utwory zostaną zagrane w radiu. To Polska Anno Domini 2017.

>>> Jak wyżej. Nie sądzę. Dotyczy to wąskiej grupki artystów. Skoro są tacy i są chętni – to mogą im narzucać. Może Pan wie. Ja nie. Piotrek Metz coś narzuca w Trójce? W RMF FM sam byłem z ekipą (Piotrek Busz i Grażdan) w jego mieszkaniu z płytą Heya. I narzucał wtedy. Wybór singla do swojego radia. Ale dzisiaj? Nie sądzę.

Absurd zaczął gonić absurd. Akademia składająca się z wykonawców, których grają Radio Zet, RMF FM i Radio Eska,


>>> Tutaj mam bardzo dużo uwag. Oj dużo. Jasne – dotyka Pan tematu imprezy, którą organizuję na zlecenie ZPAV raz do roku już od 11 lat. Ostatni raz niecały miesiąc temu Zatem zaczynamy. Akademia składa się z wykonawców, ale także np. autorów i producentów nagradzanych lub nominowanych w latach ubiegłych. Tego Pan nie pisze. Dalej: „których grają RMF, ZET i ESKA. Z Eską w ogóle to jest jakiś dowcip. Nikogo nie gra Eska. Może Agnieszkę Chylińską z tego roku. Może. Ale ZET i RMF? Nie mam list nominowanych ciurkiem by przekleić. Nie chce mi się, a może szkoda bo wszyscy nominowani w ramach CAŁYCH kategorii np.: ROCK, ELEKTRONIKA czy MUZYKA KORZENI, a także JAZZ i KLASYKI – w stu procentach nie są prezentowani na tych antenach. Zrobię „copy – paste” z ostatnich 3 lat (można by i z 11 lat, ale nie mam na to czasu i siły) jedynie samych występujących na scenie podczas gal. Większość to można rzec – największe nominowane gwiazdy w każdej edycji. Kto jest grany z Zet i RMF? Proszę o typy. Znajdzie Pan 5 procent z tej listy? BARDZO wątpię. Oto oni: 2017 - Organek, Hey, Raz Dwa Trzy, Buslav, Xxanaxx, Piotr Zioła, Łąki Łan, Sorry Boys, Mesajah, Bisz & Radex, BeMy, Polska Orkiestra Radiowa pod dyrekcja Michała Kluzy, Pianohooligan, Aleksandra Kuls, Marcin Koziak o Camerata Silesia (tu może Hey, może Raz Dwa Trzy, ale znam ich opinię – nie są grani lub są bardzo mało grani); 2016 - Dawid Podsiadło, Kortez, Brodka, Zbigniew Wodecki, Mela Koteluk, , The Dumplings, Atom String Quartet, Smolik / Kev Fox, Rysy, Maleo Reggae Rockers, Jafia, Adam Pierończyk, Nikola Kołodziejczyk, Wojtek Mazolewski, Aga Derlak Trio, Adam Bałdych, Terrific Sunday, Polska Orkiestra Radiowa pod dyrekcją Krzesimira Dębskiego, Szymon Nehring, Meccore String Quartet, Łukasz Błaszczyk i Adam Bogacki (tu może Dawid Podsiadło); 2015 - Artur Rojek, Natalia Przybysz, LemON, Kroke, Ten Typ Mes, Marcin Wasilewski Trio, Adam Bałdych (tu mamy zespół LemON).

"Fryderyki" przyznaje głównie twórcom niszowym, których RMF FM, Zet i Eska nie grają.


>>> Muszę teraz Autora zganić za definicję. Bo miesza jak diabli. Co ma granie lub nie – w ZET i RMF – z byciem artystą niszowym. Teraz nie jest się artystą popularnym z powodu grania w stacji radiowej. Są artyści hip hopowi ale i wielu innych – z dziesiątkami milionów odtworzeń na YouTube. Ciekawe też jakie są wyniki sprzedaży. Znam je. A Autor je zna? Sprzedaż płyt 50-80 000 sztuk (płyt CD!!!) to satysfakcjonujący wynik dla popularnego artysty? Są takie płyty w ostatnim czasie i to więcej niż kilka. Pan Autor uważa ich za artystów niszowych. Być może dla Pana Autora to nisza. Obiektywnie nie jest to nisza. Pomijam, że dla mnie niszowy jest Stara Rzeka albo Mazut. Ale jeśli dla Pana Autora jest kimś takim The Dumplings albo Xxanaxx – jeszcze zrozumiem. Oni także się nie obrażą. Może być. Ale OSTR też? Dawid Podsiadło z 5 Fryderykami? Organek? Nie sądzę. Obserwujemy za to inne zjawisko. Od paru lat Fryderyki środowisko wręcza po prostu dobrym artystom. Dbającym o wysoką jakość. Interesującym. Ewidentnie ciekawym. Ja lubię i szanuję to zjawisko.

Akademia uznaje takich twórców za prawdziwych, ambitnych, alternatywnych, idących pod prąd. Kim więc są Ci, którzy nagrody przyznają? I dlaczego sami na "Fryderyki" nie zasługują?

>>> Wyżej starałem się Autorowi odpowiedzieć na te pytania.

Co myślą o swojej muzyce, którą robią pod Zet, RMF FM i Eskę?


>>> Wyżej napisałem jasno. Nie znam takich prawie w ogóle. Może przydałyby się przykłady, skoro pisze Autor aż taką kobyłę. Waglewski i Jopek? Przybysz i Nosowska? Komu oni każą nagrywać? To że grają na antenach często szajs – to już inna sprawa. Badania. Wiemy. Ale co to za tajemnicze zjawisko narzucania. Wybór singla tak – słyszałem. Pojedyncze przypadki propozycji jak byłoby dobrze aby to zabrzmiało by grac – no może. Ale masowe zjawisko? Prosimy o dowody. Ja chciałbym je poznać. Bo to ciekawe. Ale opisani wyżej artyści mają to w nosie. Zaręczam. Lady Pank i Kukiz też. Maleńczuk na bank. No i po co im w sumie stacje radiowe dzisiaj. Byłoby miło. Zgoda. To by pomagało. Niemniej wszyscy odzwyczaili się po prostu.

Hit, to cel nadrzędny. Wzruszanie publiczności do łez jest już passé. Nie emocje, nie prawda w muzyce.

>>> Nie jest tak. Emocje – każdy wie, że są podstawą. Nawet ci „krwiopijcy” to wiedzą. Są na to badania naukowe Autorze. Może brakuje miejsca na wzruszenie ostatnio – tu mogę się zgodzić. A hit zawsze był nadrzędny. To znaczy zawsze, ale od czasów kiedy muzyka trafiła do stacji radiowych. Truizm, banał. Ostatnio zresztą coś mało hitów, prawda? Wg mnie za mało dobrych. Ale to inne zjawisko i inne powody. Wg mnie jest problem z procesem twórczym, ale i także wg mnie – co innego kupuje dziś publiczność. Głównie emocje. Jednak po co patrzeć na rynek przez pryzmat paru stacji radiowych? Oczywiście Trójka nie pasuje do tezy Autora. Ale nawet bez Trójki. Po co? Dzisiaj to PUBLICZNOŚĆ decyduje. Zna Autor wyniki słuchalności stacji radiowych w 2016 i 2017 roku. NIE MA TAM W OGÓLE MŁODYCH. A wie Autor, kto chodzi na koncerty, z których żyją artyści i kto kupuje ich płyty czy streamy? No właśnie głównie ci sami MŁODZI… Niestety, nie jest wg mnie tak jak napisał o tym Autor.

Musi być przebój, byle tantiemy z ZAiKS w grudniu się zgadzały.

>>> Co ma jedno do drugiego? Autorzy żyją tylko z tantiem. Niech im się zgadza Panie Autorze. Lepiej dobrze życzyć twórcom. Inaczej zjemy swój ogon na naszym rynku. Od dawna większość potencjalnych autorów zmieniła branżę. Niestety. Jest to nawiasem mówiąc dramatyczna sytuacja dla przyszłości polskiej kultury.

Choć tu też wszystko się powoli rozsypuje, bo z roku na rok przelewy na konto coraz mniejsze.


>>> No i znowu. To wielki temat. Pan Autor wrzuca takie stwierdzenie „tak o”. A czemu nie. Ma na to wpływ szereg czynników. Także rewolucja technologiczna. Wielkie koncerny z Doliny Krzemowej. Treści muzyczne jako „most wanted” są wykorzystywane bez należytych opłat, bo wg narracji tych wielkich graczy – to jedynie sami użytkownicy się nimi dzielą (bez opłat). To jest ta wielka transformacja w dystrybucji twórczości. Takie pojęcia oraz posunięcia jak uszanowanie „tranfer of value” czy wprowadzenie opłaty od czystych nośników od tabletów i smartfonów (bo ona – ta opłata już jest w Polsce od innych urządzeń, od tych ostatnich nie ma, jesteśmy tu w grupie ostatnich 3 państw UE, które tego nie uczyniły – poprawiłyby wymiernie sytuację twórców i artystów. Więcej na ten temat piszę na swoim blogu (zapraszam do lektury) - oto link: http://stanislawtrzcinski.natemat.pl/141905,oplata-od-czystych-nosnikow-potrzebna-jest-wszystkim-polakom-nie-tylko-artystom-i-tworcom. Ale owszem – efektem tego co mamy dzisiaj - są mniejsze przelewy. Aha, jeszcze mniejsze przelewy dostaje wtedy, kiedy owocami swojej pracy nie trafia się po prostu do odbiorcy. Teza, że wszyscy – że np. 40 000 artystów, czy 50 000 autorów - ma zarabiać tak samo – jest bardzo ułomna.

Tantiemy w tym całym music story, to słowo wytrych.

>>> Robi się ciekawie. Ogromnie mnie zaintrygował ten tytuł. Zbyt przemądrzały jak dla mnie. Ale zainteresowałem się bardzo (EDIT: nie ma nic o tym, co by uzasadniało taki tytuł)

Piosenki jak z szablonu. Jedna podobna do drugiej. Najlepiej nie dłuższe niż 3 minuty. Absolutnie nie ballady.

>>> Póki co tytuł podrozdziału się zagubił. Pan Autor pisze nam tutaj, że muzyka popularna jest słaba. Można tak uważać. Sam osobiście wolę North Sea Jazz Festival od Męskiego Grania (btw także z Polakami na szczęście – prawie co roku). Pisze Autor, że nie lubi. Rozumiem – przyjmuję do wiadomości.

Niektórym udaje się przemycić swoje fascynacje na płytach, ale wiadomo, że singiel musi być inny, radiowy.


>>> Brak przykładów – nie będę więc pisał co sądzę o tym zdaniu. Autor się nie postarał, to ja także odpuszczam.

Kredyty wzięte na nagrania albumów same się nie spłacą. Nagranie takiego albumu to koszt między 50, a 100 tysięcy złotych. O promocji w tym budżecie nawet nie ma mowy. O tym, że twórcy nagrywają za swoje, że dokładają, albo, że w ogóle w pełni pokrywają koszt realizacji teledysków, też za dużo się nie mówi, bo wstyd. No bo jak to? Gwiazda sama musi się o wszystko martwić?

>>> Teraz Autor odkrywa, że trzeba zainwestować w nagranie płyty. Podaje kwoty wyssane z palca albo na swoim własnym przykładzie (tu - jako były A&R w dużej wytwórni dawno temu, ale i jako przyjaciel wielu artystów dzisiaj - informuję, że są to kwoty sprzed 20 lat – wzięte z sufitu). Znowu. Może Sylwia Grzeszczak za tyle nagrywa. Margaret może też, bo w Szwecji. Może i Maryla Rodowicz. U innych nie tylko 100 000 zł, ale i 50 000 zl - to nie jest prawda. Proszę wybaczyć. Promocja? To jedna z kilku czynności, jaką nadal „służy” wytwórnia. A nawet wiele wytwórni. Niezależnych, średniej wielkości, mamy ze 30-40, wielkich mamy 3 (majors) + ze 2 – 3 duże niezależne, hip hopowych kombinatów radzących sobie doskonale - kilka. Zatem nie piszę o paru firmach. Może te gwiazdy, o których pisze Pan Damian to jakieś znajome? Nie do końca chciane? Albo może pisze o sobie. Nie wiem tego. Tak – artyści już nie dostają pieniędzy na nagrania. No i mają, co za tym idzie, inne (wyższe) procenty w kontraktach. Oczywiście sprzedaż jest niższa niż kiedyś. Oczywiście za mało płacą YouTube i Spotify. Ale model tez się zmienił.

To już nie czasy wszystko sponsorujących wytwórni.


>>> Serio sponsorowały cokolwiek komukolwiek? Autor naprawdę nie ma litości nad nami czytelnikami. No nie! Niczego nigdy nie sponsorowały. A co robiły? Inwestowały? Tak. Ale nie tylko. Zakładały Drogi Autorze pieniądze na nagrania i odbierały je z tytułu tantiem dla wykonawcy. Bo, tak jak Pan nie napisał wyżej, te ówczesne koszty nagrania np. 100 000 zł, zawsze obciążały artystów. Ale później. Wytwórnia zakładała te środki i odbierała sobie z wpływów ze sprzedaży płyt tzw. procentu należnego artystom. Taki model działa NA CAŁYM ŚWIECIE od 30-40 lat.

Wytwórnie mają dzisiaj artystów w czterech literach. Same niedługo upadną.

>>> A to ja się nie wypowiadam. Zakończyłem swoją przygodę pracy w wytwórniach w 2000 roku, sam mam label, ale taki do wydawania głównie kompilacji (wydałem ich 35 w życiu + Włodka Pawlika z Radny Breckerem w grudniu 2014) i tyle. Nie wydaję już płyt od prawie 3 lat. Zatem może Autor ma jakieś cenne informacje z tego rynku wytwórni. Ja rozmawiałem z kilkoma kolegami z wytwórni tydzień temu podczas III Konwencji Polskiej Muzyki w Bibliotece Narodowej i tam zobaczyłem prezentację ukazującą wyniki finansowe za 2016 rok. Wzrost kilkunastu procent całego rynku wytwórni i tyle samo więcej sprzedają płyt CD + jeszcze więcej wzrósł rynek „digital”. Upadną? Serio?

W latach 90-tych taka Polygram Polska zatrudniała osoby odpowiedzialne za kontakt z fan clubami. Sama Edyta Bartosiewicz miała takich fan clubów 13. Teraz nie ma ani Polygram Polska, ani osoby odpowiedzialnej za fan cluby, ani fan clubów nie ma.

>>> I tu znajdujemy rozwiązanie zagadki – co wie Autor o pracy wytwórni. Moi studenci na Uniwersytecie SWPS, SGH, IS PAN i UMFC – studenci każdego roku, na którym gościnnie wykładam, KAŻDY Z NICH wie lepiej na czym taka praca polega. Potrafią wymienić od 6 do 12 czynności i dziedzin w jakich są one przydatne na rynku. Ale dobra. Odpowiem na te fankluby. Pan Damian wymienia firmę gdzie pracowałem (jak wie) i ja dobrze pamiętam jak za ścianą to wyglądało. Ja pracowałem tam w latach 1995-2000 – przez pierwsze lata same fan kluby przychodziły do wytwórni, bo chciały być blisko artysty i pracy nad nim. Pomagali, mniej więcej tak jak dzisiaj woluntariusze i studenci na praktykach. Za darmo. Byli tym zachwyceni. Jedna Pani Dyrektor Promocji naszej firmy u nas (oj znana, znana) i wszyscy inni dyrektorzy w wytwórniach dużych – wpadli pewnego dnia na pomysł by organizować głosowania z ich pomocą. Mam mówić dalej? Był Pan Autor może w takiej ekipie? Taką mam fantazję, skoro na tym wątku znienacka się Pan Autor skupił. Nie ma wstydu. Każdy tak robił wtedy podobno. No to jak już tak było, to znalazła się kasa na ludzi od fanklubów. Ale u nas to już głównie po zmianie nazwy i właściciela – na Universal Music Polska. Ja nie byłem w to zaangażowany. Ale proceder został opisany medialnie całkiem dokładnie. Ówcześnie była to taka typowa tajemnica poliszynela w naszej branży. Szczerze? Ja nie tęsknię za tym. Mówi Pan Autor, że już nie zatrudniają. Wg mnie to dobrze. Ale popatrzmy. Czy coś stało się po 1999 roku? Jakiś kryzys był w branży? Zwolnienia? Oszczędności? Już odbił się rynek. Ale chyba to nic dziwnego, że w ramach oszczędności pozwalniali „gości od fanklubów”, prawda?

Rola wytwórni sprowadza się głównie do dystrybucji, a dystrybucja to "Empik", który dowala taką marżę, że niektórych najzwyczajniej w świecie nie stać na to, żeby dostąpić zaszczytu bycia na regale w "Empiku".

>>> Znowu wychodzi brak wiedzy Autora. No tak – owszem – dystrybucja to ich kluczowa działalność w XXI wieku. A taki KAYAX jaką ma główną działalność? A Karrot Kommado? A Prosto? A 30 innych wytwórni? Serio tylko to? A promowanie? W tym w sklepach? A „digital”? Ja się o adnotację o rozwoju rynku „digital” w Polsce domagam u Pana Autora! Mniej pracy mają niż mieli? No tak - mniej. Tylko tyle. Co do Empiku – temat rzeka. Też Pan Autor bardzo uprościł. Problemy z Empikiem są inne. Głównie z opóźnianiem płacenia. Ale może zauważmy, ze artyści od 15 lat nie żyją głownie z płyt. Czy to może dotrzeć do Pana Autora? Też żałuję, ze tak jest. Tylko u nas? Nie. Na całym świecie Drogi Autorze.

Znany polski autor wydał nie tak dawno temu książkę. Książka kosztuje w" Empiku" 50 zł. Autor, który podkreślam tę książkę napisał sam, ze sprzedaży jednego egzemplarza ma niewiele ponad 3 zł. Tak, tyle zarabiają artyści z tego, co sami stworzą. Kto otrzymuje resztę? To pytanie do "Empiku" i innych pośredników.

>>> Wątek poboczny. Ale o ile wiem – liczby kompletnie z sufitu. Może są takie przypadki. Ale nie są one aż tak częste. EDIT: wg informacji, które otrzymałem po opublikowaniu tej polemiki - debiutanci i autorzy mało sprzedający - tyle właśnie otrzymują. Ci którzy sprzedają lepiej 5-8 zł. Generalnie nie znam tego rynku bliżej - podobno jest fatalnie.

Z płytami, których i tak nikt nie kupuje sytuacja ma się analogicznie.

>>> Robi się ciekawie znowu.

Wykonawcy mają 2, maksymalnie 3 zł zarobku ze sprzedaży płyty. Płyta w sklepie kosztuje 40 zł.

>>> Tu będę ostrożniejszy. Może są i tacy artyści. Dopuszczam taką ewentualność. Ale śmiało stawiam tezę, że uśrednienie tego - to jest koszmarna bzdura. Bo Pan Autor pisze nam, że taka jest średnia. Tendencja. A nie jest. Mało zarabiają artyści. Ale nie dostają 3 zł od CD. Nawet raz jeszcze sprawdziłem pisząc o tym. Natomiast zauważmy – to czy dostaną np.10 czy 15 zł czy jednak mniej – czy też inną kwotę – zależy od a) tego co grają b) z jaką wytwórnią są związani c) jaki mają kontrakt d) czy dostali zaliczkę. Itd. itp. Mój apel – trzeba wiedzieć o czym się pisze, kiedy się nie pyta, ale ocenia i wydaje wyroki. A nawet proponuje rozwiązania. Podzwonić. Sprawdzić. Nie bazować na opowieści kumpeli artystki nie wiadomo jakiej albo tylko na swoim przykładzie.

Nikt nie ma ochoty przerwać tego szaleństwa?


>>> Szaleństwa brak wg mnie. Wiele warto zmieniać. Np. przydałby się solidarne, wspólne akcje artystów i twórców. Starania o 50 proc. uzysku w umowach o dzieło. Opłata od czystych nośników. Wspieranie Związku Zawodowego Muzyków. Uczestnictwo artystów i twórców w OZZ – by je zmieniać pozytywnie od środka. Nacisk na stacje radiowe także. A najbardziej wpływ na misyjność mediów publicznych. Muzyka w mediach publicznych. Byłoby trochę celów. Walka o wolność słowa i brak cenzury – tez proszę bardzo. Byłby nawet link z Opolem nawet. A tak?

Ochotę ma wielu, ale się boją.

>>> Obie tezy - i „mają ochotę” i „boją się” – to bardzo ryzykowne stwierdzenia. Po prostu nie odważyłbym się bez dogłębnego sprawdzenia z podaniem chociaż kilku przykładów. Albo nawet jednego – kogoś kto walczył i dostał po głowie. A może nie chcą walczyć o coś co nie jest istotnym zjawiskiem?

Muzycy nie podskakują, bo jeśli się wychylą, narażą się decydentom.

>>> O decydentach i strachu przed nimi piszę przy pierwszej wzmiance. Uważam, że od wielu lat nie są już decydentami – ci decydenci z artykułu.

Nikt nie chce robić sobie wrogów w jednej, czy drugiej stacji, tudzież wytwórni.


>>> To naturalne. O ile byłaby taka sytuacja – nikt nie lubi mieć wrogów w kimś, z kim ma współpracować.

Cała pułapka polega jednak na tym, że te stacje i Ci decydenci sukcesywnie wykańczający emocjonalną sztukę, tak skutecznie ją wykańczają, że któregoś dnia wykończą ją całkowicie.


>>> No i nareszcie znowu szczerze pochwalę. Wg mojej oceny to bardzo trafne zdanie. Ale wynika z innych przesłanek. Te cholerne fokusy robią już niestety na całym świecie. O problemie badania i telewizji radia fokusami by schlebiać tylko masowym gustom i „temu co już znam” napisałem kilka lat temu artykuł w naTemat.pl – jest tam także wbrew tytułowi także i o radiostacjach. Oto link. Ale jest coś co odróżnia te (coraz mniej istotne dla rynku - przypominam z górnego mojego komentarza) stacje radiowe w Polsce, i zapewne w kilku krajach Europy Wschodniej, od tych zachodnich. Tam jest bowiem dopływ świeżej krwi. Lansowanie nowych artystów. Debiutów. Brak takiej polityki zemści się na samych mediach. Albo i nie – ten spadający poziom mają w nosie. I o rozwiązaniu tego trzeba rozmawiać. Trzeba skrzyknąć środowisko muzyczne! Bo filmowe zawsze występuje razem. A to nasze nie! Oto jedna z dróg to zmiany stanu rzeczy – uszczelnienie ustawy (KRRiTV – o polskiej muzyce w mediach). Wspomniałem wyżej o III Konwencji Polskiej Muzyki. Byłem tam tydzień temu jednym z prelegentów w panelu “Muzyka polska w polskich mediach”. Nie w kontekście fokusów, ale tego co można z tym pasztetem zrobić. Oto same zdefiniowane problemy i rekomendacje ze sprawozdania z tego panelu jego moderatora Maćka Zielińskiego, proszę oto treść, każdy wyciągnie wioski sam: w spotkaniu udział wzięli: Karol Kościński (Dyrektor, Departament Własności Intelektualnej i Mediów MKIDN), Piotr Kabaj (Dyrektor Generalny Warner Music Poland), Wojciech Konikiewicz (Przewodniczący Zarządu ZZMRP), Staszek Trzciński (STX Jamboree), Marcin Bąkiewicz (Dyrektor Muzyczny Antyradio). Zdefiniowane problemy to: trudność we wprowadzaniu do mediów nowych wykonawców i premier oraz polskiej muzyki instrumentalnej (z prezentowanego badania stacji radiowych wynika że debiuty we wszystkich stacjach komercyjnych są na poziomie nie przekraczającym 3%, najczęściej ok. 1%); brak szczelności ustawy medialnej ; brak misji w repertuarze mediów publicznych ; brak mechanizmów promujących skutecznie polską muzykę i polskich artystów. Rekomendacje: zmiana/dopracowanie zapisów ustawy medialnej w zakresie: definicji „debiutów” i „premier” oraz mechanizmów wspomagających prezentację nowej twórczości, np. adekwatnie do innych krajów europejskich (w Portugalii 35% muzyki lokalnej to muszą być premiery z ostatnich 12 miesięcy); godzin określających dzienną emisję (np. 6:00-20:00). Aktualne ramy 5:00-24:00, wydają się być zbyt szerokie i niespotykane w regulacjach innych krajów; odniesienia ustawy do twórczości polskiej jako powstałej z udziałem twórców mieszkających w Polsce a nie tylko twórczości w jęz. polskim (aktualny zapis wyłącza muzykę instrumentalną oraz muzyką polską tworzoną do tekstów w językach obcych); Nie było głosów za podwyższeniem kwoty (%) polskiej muzyki; działania na rzecz obecności polskiej muzyki w mediach, właściwego prezentowania twórczości rodzimej, a co za tym idzie podwyższania profesjonalizmu polskiej branży muzycznej, znaczenia polskiej muzyki w naszym kraju oraz promowania nowych utworów i nowych wykonawców; wzmocnienie presji środowiskowej na media publiczne, tak aby cele misyjne były priorytetem i muzyka polska zajmowała kluczowe miejsce w repertuarach tych stacji; działania środowiskowe mające na celu tworzenie i wspieranie już istniejących zespołów muzycznych działających przy mediach publicznych; zachowywanie daleko posuniętej solidarności środowiskowej we wszystkich działaniach na rzecz obecności muzyki polskiej w mediach; kierowanie przypadków naruszania zapisów ustawy medialnej przez stacje radiowe do Krajowej Rady Radiofonii i TV; działania na rzecz podwyższania kompetencji prezenterów w mediach publicznych; działania na rzecz odpartyjnienia mediów publicznych i uczynienia ich obywatelskimi.

Muzykę będą robiły roboty, bez konieczności udziału czynnika ludzkiego. Ważne żeby dźwięki nie przeszkadzały między jedną, a drugą reklamą.


>>> Jak wyżej – napisałem jak można z tym REALNIE walczyć.

Wygrana Portugalczyka w Eurowizji z nostalgiczną i ambitną balladą. Kompromitacja Jacka Kurskiego i TVP, to dobry czas, żeby tę siłę i solidarność zawodową wykorzystać w dobrym celu. Jeśli nie teraz, to kiedy?

>>> No i znowu. Ja nie widzę linku. Poza medialną „klikalnością” w każdy tytuł ze słowem Opole w ostatnich dniach ;) Może jako student za dużo miałem zajęć z logiki na socjologii.

Jeżeli artyści nie będą sami siebie szanowali, nikt ich nie będzie szanował.

>>> Oczywiście, że tak! W kwestii walki z cenzurą, w kwestii poprawy warunku pracy twórców i artystów, braku emerytur, opieki zdrowotnej i jeszcze paru innych kwestii - tak.

Czy to dziennikarz radiowy powinien odsyłać managerowi, albo wytwórni materiał muzyczny z adnotacjami. "Tu przyspieszyć, tam mocniejszy bit, mniej gitar, a jeszcze w innym miejscu wokal mi się nie podoba"?

>>> Wyżej pisałem o tym więcej. Hip hopowcom i rockmenom nie odsyłają. Jazzmenom i klasykom także nie. W muzyce popularnej – może wąskiej grupie tych co, w tej niewątpliwie fatalnej sytuacji, pchają się tam nadal. Ale podałem wyżej kilkudziesięciu artystów z czołówki i oceniam, że 90 procent z nich nie ma takich doświadczeń. Czekamy na przykłady. Dwa – trzy. Proszę o to Autora.

Tak się dzieje i tak między innymi wygląda obecnie polski rynek muzyczny.

>>> Wg mnie nie – tak się nie dzieje i tak nie wygląda obecnie polski rynek muzyczny.

Wokaliści jak cielęta idące na rzeź, cieszą się z ochłapów, jakie rzucają im decydenci.

>>> Nie, wg mojej oceny tak nie jest. Z innych powodów nie są grani.

Dziennikarze grają piosenki wieczorową porą, bo w ciągu dnia musi być zachodnio, po angielsku, koniecznie szybko i nowocześnie.

>>> Owszem. Wyżej zamieściłem rekomendację jak to zmieniać.

Kompleks zachodu zniszczył polską muzykę.

>>> Nie. Badania i wolny rynek zniszczył. Nie decydenci. Rynek niestety. Polską politykę także.

To polska publiczność ze swoją polską wrażliwością powinna weryfikować sztukę, nie kilku cwaniaków zasiadających w wytartych fotelach, którzy na sztuce znają się tyle, co Jacek Kurski na organizacji festiwalu w Opolu.


>>> Polska publiczność Panie Autorze właśnie weryfikuje i tym czego chce słuchać wg badań (a cwaniaki to najwyżej wprowadzają je w życie) i na szczęście pasjonaci muzyki w necie też weryfikują. A cwaniaki w USA zarabiają na tym i nie płacą. No i chodzą ludzie na koncerty. Oto z czego żyją polscy artyści. Abecadło od nastu lat. Prezes Kurski nie ma nic do tego wg mnie. Przepraszam. Sam płaci cenę za chybione zarządzanie festiwalem. Tak się jednak nie dam, nawet w Polsce.

Jedynym pełnoprawnym decydentem jest słuchacz i to on finalnie powinien dokonywać wyboru.

>>> Jak wyżej – robi to.

Odpowiedzialni za tę katastrofę emocjonalną i muzykę z szablonu są dziennikarze, dyrektorzy największych rozgłośni radiowych i prezesi wytwórni fonograficznych.

>>> Jak wyżej – wg mnie nie są. Autor generalizuje i nie ma racji. Można ich nie lubić i mogę to zrozumieć. Dawno przestali mieć aż tak przemożny wpływ na to, co ludzie sobie serwują. Proszę zaufać. Patrzmy raczej czemu artyści WYBRANI przez publiczność nie mają z tego kasy. Przypominam „klikalność” na Youtube i na Spotify – z tych serwisów mają najmniej, a to tam jest najczęstszy kontakt polskich odbiorców z muzyką i to tam dokonują oni wyboru.

Winę niestety ponoszą także sami artyści. Zaszczuci i sprowadzeni do poziomu petenta, który próbuje załatwić coś w rozgłośni i któremu robi się przysługę i łaskę.

>>> Nie są winni niczemu. Wielu jest winnych najwyżej wtedy, gdy nagrywają denne płyty. Dzięki bogu coraz więcej nagrywa doskonałe i one akurat znajdują odbiorców. Jasne, disco polo też znajduje – „taki mamy klimat” (i to wielu lat).

Kiedyś dziennikarze w napięciu wyczekiwali na nowe utwory konkretnych wykonawców, ciesząc się, że coś nowego powstało. Dzisiaj to artyści w napięciu wyczekują na opinie dziennikarzy, bo nie wiedzą, czy dziennikarze zagrają to, co im wysłano do oceny.

>>> Wg mojej oceny nie jest tak. W wąskim, za wąskim jak na generalne brzmienie tego tekstu – fragmencie muzyki popularnej – może jest parunastu takich artystów. Pectus może wyczekuje. Ale już LemON – zgodzimy się, że popularny, ma to w nosie. Podobnie jak Dawid Podsiadło, Kayah, Maciek Maleńczuk, Brodka, Wojtek Waglewski, Maria Peszek, Organek i pewnie setka innych.

Niekończący się egzamin maturalny.

>>> Głupi jestem. Nie zrozumiałem tego śródtytułu.

Może to wszystko dlatego, że muzyki jest za dużo? Może dlatego, że ktoś kiedyś na to pozwolił, a później już samo poszło? Droga na skróty rzadko kiedy się opłaca.

>>> Banał. Nietrafna teza. Wg mnie nieuzasadniona teza. Dlaczego? Uzasadnienie? A już sformułowanie „Ktoś kiedyś na to pozwolił” ociera się o niestety o dyletanctwo. Przepraszam.

Takich, co to w ciągu roku się wyeksploatowali i grali po 3 koncerty dziennie obskakując wszystkie polskie wioski, było już wielu. Dzisiaj ludzie nie chcą na nich patrzeć.


>>> Serio nie chcą? Kogo nie chcą Panie Autorze? Kto grał po 3 koncerty dziennie i kto obskakiwał wszystkie wioski (odradzałby im Pan Autor tego?) i na kogo „dzisiaj ludzie nie chcą patrzeć”? Na Lady Pank? Na Bajm? Na Elektryczne Gitary? Na Golców? Na Piersi? Na Kombii? Może na Papa D? Na Piaska? Proszę Pana Autora – wszyscy ci artyści grają w roku SETKI koncertów. Nie można ich zaprosić niemalże na żadną uroczystość w Warszawie, bo prawie w ogóle nie mają wolnych terminów ze względu na koncerty. Oczywiście trasy grają wtedy, kiedy coś wydadzą. Ale i tak grają od groma. Jakieś 100 kapel i solistów takich mamy. Może i więcej. Paru zniknęło, np. Ich Troje wyparowało – nie można jednak pisać w artykule O CAŁYM RYNKU, w artykule tak bardzo pełnym rad i ocen i mądrości – aż takich niedorzeczności.

Wytwórnie zarobiły na koncertach,

>>> Które? Znowu mój ulubiony motyw. Niekompetencja Autora. JAKIE WYTWÓRNIE zarobiły na koncertach? Universal? Nie. Warner? Nie. Sony? Nie. Kayax? Tak, to klasyczna agencja 360 stopni. Hip Hopowcy? Też. Ale generalnie? Nie sądzę. EDIT: w tej sprawie dowiedziałem się, że podobno w umowach Sony Music PL podpisywanymi z debiutantami pojawiły się zapisy o procencie od koncertów. W tym przypadku jednak a) uważam, że nie jest to zjawisko powszechne b) pisząc taki artykuł po raz kolejny prosi się o podanie chociaż jednego przykładu.

artyści też coś tam zarobili,

>>> Ciężko to się czyta. Nie coś – oni żyją z koncertów Autorze – chyba, że ma Pan Autor na myśli jakiś specyficznych artystów, którzy generalnie mają inny pomysł na życie. Ale to efemeryda. Zwykle grają i z tego żyją. Znowu stawiam tezę, że ponad setka przekroczyła 0,5 mln zł rocznych dochodów z koncertów (każdy z nich). Kilkunastu, a może nawet połowa z nich, zarabia miliony. Ci mniejsi – a jest ich tysiące – zgoda – zarabiają mniej. Dużo mniej. Ale oni nie mają marzenia, aby żyć z muzyki. Same marzenia mogą nawet mieć, ale nie oczekują tego. NIGDZIE NA ŚWIECIE NIE JEST INACZEJ PANIE AUTORZE. W Stanach jazzmeni znani na całym świecie - także tak mają. Znam też ex gwiazdy muzyki popularnej z USA – co też tak cienko przędą po wielu latach przestoju. Specyfika zawodu.

ale co później? Praca na kasie w supermarkecie i koniec z tworzeniem? Z czegoś trzeba przecież żyć.

>>> Pisze Pan Autor o tworzeniu (ciekawe czy na pewno chciał Autor o tym)? Idźmy w to. Stąd właśnie tak bardzo kluczowe są te tantiemy, co Pan się z nich tak - nie wiem – naśmiewa? Są one dla twórców kluczowe. Dostaję wynagrodzenie za swoją twórczość. Przydaje się kiedy proces twórczy jest czynny. Ale po zakończeniu karier – gdy nie czekają na nich emerytury i bezpłatna opieka zdrowotna – te tantiemy ratują im życie. W ogóle sytuacja na rynku pracy i twórców i artystów – to zjawisko do zreformowania. Bezprzecznie.

Wytwórnia nie ma serca. Zarobi i wypluje.

>>> Banał. Zawsze tak było, jest i będzie.

Najwyższa pora wyleczyć się z syndromu zbitego psa trzymanego na krótkiej smyczy.


>>> Poddaję się. Nie wiem czy Organ i Margaret czuje się bitym psem. Raczej chcieliby dojrzałego rynku. Do tego trzeba kasy. Kasy jest u nas za mało. O tym rozmawiajmy!

Uwierzyć, że nie trzeba szybko i, że tym co szczere i prawdziwe, zawsze się wygrywa.

>>> Słowa „uwierzmy, że nie trzeba szybko” są bardziej jak z wypracowania ucznia – proszę o wybaczenie. Ale apel o szczerość i prawdziwą twórczość – OK – nie zawsze się wygrywa wg mojej oceny, ale ja też to radzę każdemu artyście. Wygrywają tym np. WSZYSCY artyści wymienieni przeze mnie wyżej przy Fryderykach i jeszcze wyżej w komentarzach. Tak. Staram się i ja tak działać w tym co robię. Sensowna uwaga.

1000 lat temu emocje w ludziach były takie same, 500 lat temu były takie same, w latach 80-tych były takie same i teraz też są takie same. Nieustannie poszukujemy miłości, jesteśmy samotni, chcemy przeżywać uniesienia. Tutaj nic się nie zmienia, bo natura ludzka się nie zmienia.


>>> Badania też to potwierdzają na szczęście. Pan Autor wie czemu koncerny sponsorują festiwale muzyczne? Ze względu na to co Pan Autor sam napisał. Na emocje – jest to słowo klucz w marketingu i komunikacji.

Majstrowanie przy tym, jest próbą ingerencji w naturę. Muzyka to nie tabelka w excelu.


>>> Nie jest to miejsce na głęboką analizę. Ale powiem w skrócie – majstrowanie przy tym jest naturalne i będzie ów proces postępował. W stacjach radiowych jest to także nieuniknione – bardzo żałuję, że tak się porobiło. Zaś muzyka to dzisiaj i sztuka i piękno i tabelka w excelu. Czyli i tak i nie Panie Autorze. Ale to na inną rozmowę.

Gdyby Edyta Bartosiewicz, Kasia Kowalska, czy Varius Manx zastanawiali się w latach 90-tych nad tym, ile pieniędzy zarobią i które rozgłośnie zagrają "Ostatniego", "A to co mam", czy "Piosenkę księżycową", dzisiaj nie byłoby do czego się odwoływać.
Niezmiernie się cieszę, że jest.

>>> Tego nie zrozumiałem ani w ząb. Rano poddałem się na tym akapicie właśnie. Nie wiem z czym polemizować. Może tylko dodam, że wymienił Pan Autor przypadkiem (lub nie) artystów, którzy sobie AKURAT pisali sami te hity i zapewniam, że bardzo chcieliby zarabiać na nich tyle, ile wtedy. A z czego Pan Autor się cieszy - już nie zrozumiałem.

Chociaż do przeszłości, bo teraźniejszość momentami zawstydza.

>>> Nadal nie rozumiem. Chodzi Panu Autorowi o to, że kiedyś było pięknie w tej naszej rodzimej twórczości? Że pisali ładne hity i grały je stacje, a dziś zabijają to? To właśnie nazwę naiwnym myśleniem. Proszę o wskazanie takich poruszających i doskonałych, nośnych przebojów, co na złość ktoś ich nie gra? Wg mnie postępuje także wielki kryzys twórczy w kontekście braku nowych, dobrych przebojów. Ale przypominam. Ludzie w większości, a najmłodsi prawie wszyscy (wg badań!) szukają muzyki poza stacjami radiowymi. Proszę Autora by spał spokojnie.

Ludzie kochali twórców za to, co wypływało z ich trzewi, pod wpływem natchnienia.

>>> Uproszczenie. Primo – Varius Manx (ten sam z przykładu opisanego wyżej przez Autora) ludzie kochali właśnie za przeboje, a nie za natchnienie. Zaręczam. Taką Edytę za wszystko – ale bez przebojów nie byłoby tej miłości. W czasach Osieckiej (koncert Zielono Mi z Opola '97 polecam zawsze i każdemu przy takich okazjach) bardziej chodziło o natchnienie, zgoda, acz taka „Małgośka” i generalnie cała Maryla Rodowicz kochana była głownie za przeboje (autorzy byli genialni – to inna sprawa) i także za charyzmę. Za natchnienie mógł być kochany Grechuta, ale bez hitów nie byłby znany ludziom. Jest wszak dzisiaj nadal wielu artystów, których kocha się za to, co wypływa z ich trzewi. Chciałbym w to wierzyć i ja. Proszę nie tracić nadziei. Nie tylko Tomasza Stańkę. Publiczność kocha za to także wielu, jak Pan to NIESŁUSZNIE nazywa, niszowych artystów, którzy sprzedają nawet po 50 000 płyt i mają setki tysięcy odtworzeń każdego singla na Youtubie.

Dzisiaj muzycy nagrywają to, co ewentualnie może zagrają trzy radiowe molochy i to też tylko wtedy, kiedy piosenka przejdzie badania rynku.

>>> Nie jest tak – wyżej przeprowadziłem wywód dlaczego tak uważam.

A badania rynku to temat jeszcze ciekawszy, niż obecna afera z Opolem.

>>> Może i tak – na pewno ciekawym. Powyżej zadedykowałem Panu Autorowi swój dokładny tekst o tym swojego autorstwa. Ale to jest złe przeciwstawienie. Wg mnie nie jest ciekawe przeciwstawienie BADANIA vs OPOLE. Pan Autor nie rozumie, że to co pisał wyżej, dokładnie opisując wpływanie na nagrywane singli przez paru, może kilkunastu artystów (nie całe albumy i nie większości artystów), to nic innego jak reagowanie na te badania. Pan Autor to rozdziela. Dlaczego?

Rozgłośnia X zgłasza się do firmy fokusowej Y. Firma fokusowa Y. chcąc przeprowadzić badanie rynku, zgłasza się do Pani Z.
Pani Z. ma zeszycik z numerami telefonów do kilkudziesięciu osób.
Te osoby, na ogół młode, dorabiają sobie do studiów. Otrzymują za badanie rynku między 50, a 100 zł. Dwie godziny pracy, pokwitowanie i koperta do ręki. Wedle regulaminu w badaniu można wziąć udział raz na pół roku. W praktyce Ci z zeszycików biorą udział w takich spotkaniach raz w tygodniu. Nikt ich nie sprawdza, wszyscy wiedzą o co chodzi. Ważne, żeby się nikt do niczego nie przyznawał. Taka Pani Z. z zeszycikiem i kontaktami jest na usługach konkretnej firmy Y. organizującej badania.
A samo badanie? Słuchawki na uszy i klikanie bez zastanowienia "tak" , albo "nie".
Cel? Jak najszybciej skończyć, zgarnąć kopertę od Pani Z. i iść do domu.
Badanie, które powinno trwać dwie godziny, trwa 40 minut. Większość piosenek nie jest nawet odsłuchana. Ważne, żeby "casting" się odbył i wszyscy byli zadowoleni.
Później rozgłośnie A, B, C opowiadają bajki artystom, że jakaś piosenka nie przeszła testów.

>>> Napisałem o tym dużo powyżej. Fatalne zjawisko bez dwóch zdań. Ale zadajmy sobie pytanie, dlaczego działa to podobnie w innych krajach? Na to jest ustawa. Wyżej podałem rekomendacje z panelu sprzed tygodnia. Środowisko z tym może walczyć. O ile się zjednoczy.

Dawniej takim testem były emocje słuchaczy.

>>> Nie zgadzam się do końca. Właśnie wtedy decydenci – jak to Pan Autor ładnie nazywa – np. wytwórnie i szefowie muzyczni stacji radiowych i szefowie anten telewizyjnych - ręcznie sterowali „kogo dajemy, a kogo nie dajemy”. Część się przebijała mimo to. Ale akurat pod tym względem na pewno było gorzej wtedy niż dzisiaj. No i nie było netu. Moja teza jest odwrotna. Było gorzej. Dziś jest fatalnie, ale jest szansa by zrobić coś niezależnie. Wtedy było to PRAWIE NIEMOŻLIWE Drogi Panie Autorze.

Społeczeństwo potrzebuje wsparcia z góry i takowe nadeszło, trochę mam wrażenie przypadkowo. Z jednego małego plusk zrobiła się fala, a z fali zrobiło się wielkie tsunami.

>>> Tego nie rozumiem. Jest tsunami pod tytułem – NIE BĘDZIE NIKT CENZUROWAŁ W MEDIUM PUBLICZNYM KTO JEST PRAWILNY, A KTO NIE. Wielkie tsunami TYLKO NA TEN TEMAT. I może zwrócenie uwagi przez opinię publiczną na środowisko muzyczne przy tej okazji. Być może. Jest to okazja co najwyżej komunikacyjna. Nic o czym Pan Autor pisze, i o czym ja piszę wyżej, nie jest dyskutowane. I wg mnie raczej nie będzie. Nie ze względu na to, że nikt nie przeczyta apelu Pana Autora. Ale dlatego, że ludzie mają w nosie los artystów i twórców. O czym będzie jeszcze dalej.

Opole to dopiero początek.

>>> Kolejna śmiała teza – mało uzasadniona – a szkoda, bo wg mnie jest taka szansa – ale na innym polu. Czytam dalej.

Dopóki władzę w kraju dzierży obecny, nieprzestrzegający zasad demokracji rząd, jest to koniec koncertów z TVP.

>>> Jest taka szansa, ale przez jakiś czas TVP wypełni lukę po czołówce polskiej sceny muzycznej sympatyzującymi z władzą artystami, debiutantami i gwiazdami zagranicznymi. Acz może być tak, że nasza władza „obrazi się” na muzyków, tak jak już dzieje się z filmowcami. Naturalnie, że tak.

Jeśli któryś z tych, którzy dzisiaj zrezygnowali z Opola, zdecyduje się wystąpić na przykład na Sylwestrze z TVP, będzie niewiarygodny.


>>> Akurat teza o tym nieprawdziwa. W Opolu jest małe pole manewru – albowiem jest to festiwal POLSKIEJ PIOSENKI. Na Sylwestra wystarczy TVP np. 3-4 lojalnych artystów polskich i reszta zagranicznych. Nawet starych z lat 80. No i Pan Autor oceniając obecną ekipę przeoczył DEKLAROWANE sięganie przez Prezesa Kurskiego do disco – polo.

Jeżeli teraz można się dogadać i solidarnie wycofać z udziału w chucpie politycznej, można się również porozumieć w sprawie przyszłości polskiej muzyki, wolności w tej muzyce i tego,

>>> Hola, hola. Nie tak szybko. Jasne – oby. Apelować warto. Ale proces by porozumiewać się solidarnie jest o tyle trudny na dziś, że nikt się tu z nikim nie porozumiewał, może poza dwoma Kaśkami i do pewnego momentu Marylą. Nie była to zorganizowana akcja. Tym groźniejsza jest ona dla zarządu TVP i obecnej władzy. Kompletnie niepotrzebna z ich punktu widzenia, ale dzisiaj już nieunikniona.

czy zależy nam na szybkim zarobku i byciu petentami na dywanikach decydentów, czy zależy na dawaniu ludziom tego, czego od muzyki oczekują. Emocji, prawdy i niepowtarzalności.

>>> Naiwne ale fajne. Dobrze by było. Ale bez pomysłu i podpalenia płomienia – nie zapłonie ten las sam z siebie. Apelowanie to ciut za mało. Ale dobre to jest.

Solidarne postawienie się największym rozgłośniom, to nie Mount Everest.

>>> Owszem. Ale nic nie da. Bojkot? Przyjmą z ulgą. Wg mnie tylko doprecyzowanie ustawy. Wyżej opisałem rekomendacje po III Konwencji Muzyki Polskiej.

Sprzeciwienie się wysokości marży, jakie narzuca na produkty"Empik, to nie Mount Everest.

>>> Nikt nic nie zrobi Panie Autorze. Jakby Pan Autor chciał wiedzieć, wielokrotnie w historii wszystkie wytwornie blokowały Empik. Bo nie płacił. Te 60-90 dniowe terminy to zmora tego rynku. Oraz rynku książek także. Nic się nie zmieniło. Jak konkretnie Panie Autorze?

Pokazanie środkowego palca wszelkim decydentom, to także nie Mount Everest.


>>> Dobrze. To lubię. Kto wie. To umiemy świetnie.

Nikt nie mówi, że będzie łatwo i na początku nie zaboli, ale z czasem wszystkim się to opłaci.


>>> Jak wyżej. Nie sądzę, ale kibicuję. Wesprę nawet.

Jeśli artyści się nie dogadają i nie powiedzą "dość", wszyscy skończą tam gdzie za chwilę skończy prezes Kurski. Na zielonej trawce.


>>> Myślę, że nie tak szybko z Prezesem Kurskim. Skończy tam prędzej czy później jak każdy polityk piastujący ważne stanowisko. Jasne. Ale prędzej - tylko wtedy jeśli i tak jest skąd inąd taka wola polityczna. Pretekst teraz leży na stole. Zobaczymy. Ja osobiście nie sądzę. Sceptyk ze mnie jak diabli jak widać.

Kluczem do sukcesu będą rozgłośnie regionalne, niezależni dziennikarze, internet i nowe, niezależne media.

>>> Nareszcie. Późno ale cieszę się, że to padło. No więc informacja dla Pana Autora. Od ponad dekady ta recepta już działa – także w Polsce.

Radiowe giganty pozbawione możliwości grania polskich piosenek (a ustawowo muszą to robić) przyjdą wreszcie na kolanach do wykonawców, jeśli wykonawcy puszczą owe rozgłośnie z torbami tak samo, jak teraz puścili Kurskiego.


>>> Wg mojej oceny nie puszczą. Ale możemy gdybać. Nic więcej.

Wsparcie społeczne jest bezdyskusyjne. Komentarze na fan page wykonawców, którzy zrezygnowali z udziału w Opolu nie pozostawiają złudzeń. Publiczność takich decyzji oczekiwała.

>>> Tak. Pół Polski – czyli antyPIS – pewnie tak. Ogólnie wszyscy cieszą się, ze nie pozwala się na hucpę. Ostrzegam tylko. Zrozumienie społeczeństwa co do praw, zarabiania i sytuacji artystów nie napawa optymizmem. Niestety uważa się powszechnie, że artyści i twórcy to gwiazdy, że to ludzie bogaci, i że mało robiąc – wiodą zanadto dostane życie. Tak wyglądają badania. Nikt nie myśli o tysiącach innych twórców i artystów, którzy nie są gwiazdami. Nie tak prosto z tym przełożeniem się afery artyści vs Kurski.

Opole to coś więcej niż tylko festiwal. Żadnej władzy po 1989r. nie udało się festiwalu utopić. Chciałoby się powiedzieć, że PiS zrobił to koncertowo, ale "koncertowo" to niezbyt właściwe słowo w tym konkretnym przypadku.

>>> O tym Pan już pisał kilka razy.

Do tej pory zrezygnowali Maryli Rodowicz, Kayah, Katarzyna Nosowska, Audiofeels, Katarzyna Cerekwicka, Michał Szpak, Kasia Popowska, Andrzej Piaseczny, Kasia Kowalska, Kombii, Urszula, Paweł Stasiak, Grzegorz Hyży, Pectus, Lanberry, Arek Kłusowski, Artur Orzech. Rodzeństwo Agata, Paulina i Jan Młynarscy, wydali oświadczenie, że nikt ich nie poinformował o tym, iż TVP planuje zorganizować koncert poświęcony twórczości Wojciecha Młynarskiego i z tego względu nie zgadzają się na wykorzystanie jego twórczości przez TVP.

>>> Zaiste. I na tym się nie skończy.

>>> To tyle ode mnie. Zapraszam do dyskusji. Tylko odnośmy się do konkretnych opinii i cytatów bardzo proszę. Pana Damiana pozdrawiam i życzę sukcesów – także zawodowych. Jestem do usług na przyszłość. Naszemu rynkowi muzycznemu życzę uzdrawiania, a wszystkim, którzy chcą w tym pomagać - polecam głęboką analizę sytuacji. Zanim zaczną krzyczeć głośno na te tematy do innych.

Serdeczności,
Stanisław Trzciński

PS. Tak jak obiecałem we wstępie do polemiki. Poniżej - coś więcej o mnie. Wrzucam pełne CV (akurat zrobiłem nie tak dawno pod kątem TEDx na jednej z uczelni) – nie będę wybierał tego, co wygodniejsze:

STANISŁAW TRZCIŃSKI

• kreator kultury, promotor koncertowy, producent, doradca, ekspert oraz dziennikarz muzyczny, specjalista w dziedzinach „music branding” oraz „marketingu muzycznego”, wydawca płytowy, scenarzysta, twórca oraz organizator wielu wydarzeń artystycznych
• doktorant i badacz Uniwersytetu Humanistycznospołecznego SWPS w Warszawie na Wydziale Nauk Humanistycznych i Społecznych (Katedra Zarządzania) u prof. dr hab. Doroty Ilczuk; autor artykułów naukowych
• prowadzi zajęcia ze studentami Wydziału Nauk Humanistycznych i Społecznych Uniwersytetu SWPS na dwóch kierunkach: 1. Zarządzanie i przywództwo 2. Kulturoznawstwo, specjalność: Menedżer, agent, producent - w module “Zarządzanie w sektorze kultury i przemyśle kreatywnym"
• od 2005 roku gościnnie prowadzi zajęcia ze studentami Szkoły Głównej Handlowej, Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk, a takżei Uniwersytetu Warszawskiego i w ramach warsztatów MediaRun Academy
• dziennikarz muzyczny oraz radiowy – przez 8 lat powadził cotygodniową dwugodzinną autorską audycję “PINACOLADA” w ogólnopolskim Radiu PIN (w latach 2004 – 2012); był współtwórcą, a także dyrektorem programowym i muzycznym, katowickiego Radia NRJ FM (2004 – 2005) oraz pomysłodawcą i wydawcą audycji “APERITIF” w warszawskim Radiu Solidarność (1990-91); były szef działu kultury tygodnika Gala (2008); stały współpracownik miesięcznika „Playboy” (1992-1995) i tygodnika „Przekrój” (2011 – autor rubryki “Kroniki Popkultury”); felietonista i stały współpracownik portalu “NaTemat.pl” (od 2012 roku)
• wieloletni dyrektor artystyczny i repertuarowy Universal Music Polska oraz PolyGram Polska (1995 - 2000)
• właściciel agencji STX Music Solutions (do maja 2017 roku funkcjonującej przez 13 lat jako wytwórnia fonograficzna STX Records) oraz od 20 lat - impresariatu artystycznego BA Booking Agency; współwłaściciel agencji eventowej STX Jamboree (od 10 lat)
• od 2007 roku producent, współorganizator i scenarzysta uroczystych gal wręczania najważniejszych polskich nagród muzycznych Fryderyk w Teatrze Polskim i w Studiu im. Lutosławskiego, transmitowanych corocznie w Programie 2 Telewizji Polskiej i Programie 2 Polskiego Radia, z udziałem kilkuset największych gwiazd polskiej sceny muzycznej (muzyka poważna, jazzowa i rozrywkowa)
• promotor oraz współorganizator dwóch edycji międzynarodowego Jazz Jamboree Festival, jednego z najstarszych festiwali jazzowych w Europie (2006 - 2007)
• organizator imprez masowych oraz festiwali muzycznych, m.in. Pozytywne Wibracje Festival 2010-2012 (najważniejszej międzynarodowej imprezy z muzyką soul, funk, oraz R’n’B w Polsce), "Zaczęło Się w Polsce" w Stoczni Gdańskiej dla 100 000 ludzi (2009), PKO BP London Live w Wembley Arena (2008), czy centralnej konwencji wyborczej Bronisława Komorowskiego (2010)
• współscenarzysta i współproducent spektaklu - oratorium "Kolęda - Nocka 30 lat później" (2011)
• zrealizował w Polsce oraz Wielkiej Brytanii od 2004 do 2016 roku ponad 150 koncertów artystów polskich i zagranicznych m.in.: Macy Gray, Seal, Grace Jones, Kylie Minogue, Kool & The Gang, Woody Allen & His New Orleans Jazz Band, Al Di Meola, Scorpions, ZAZ, Take 6, Raphael Saadiq, The Brand New Heavies, Giulia Y Los Tellarini, Incognito, Goran Bregovic, Anoushka Shankar, Benjamin Clementine, Count Basic, Nigel Kennedy, Gabin, !Deladap, No Jazz, Dimitri From Paris, Chambao, The Manhattan Transfer, Sophie Solomon, BBC Big Band, M People, Heather Small, Ayo, Funkenstein, New York Voices, Ive Mendes, Oh Laura i wielu innych, a także programów musicalowych (m.in. z muzyką zespołów The Beatles, The Bee Gees, Abba i Motown)
• autor 35 wielopłytowych, popularnych serii kompilacji muzycznych m.in. Pozytywne Wibracje (Złota Płyta), Pinacolada, Pieprz i Wanilia (Złota Płyta), Sygnowano Fabryka Trzciny, After Hours, Global Chillout
• wydawca albumu CD+DVD „Night In Calisia Live” Włodek Pawlik Trio, Randy Brecker & Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Kaliskiej (2015 – Złota Płyta)
• od 2004 roku do dzisiaj wyprodukował ponad 2 000 000 egz. płyt i kaset muzycznych premium dołączanych do produktów – dodawanych m.in. do kawy Nescafe Classic i do sześciopaka piwa Lech
• opiekun A&R płyt m.in. takich artystów jak: Edyta Bartosiewicz, Anna Maria Jopek, Kasia Nosowska, Hey, Tadeusz Nalepa, Maryla Rodowicz, Perfect, Ich Troje, Aya RL, Wojtek Pilichowski, Elektryczne Gitary, czy Kasia Kowalska
• pośredniczył w pozyskaniu licencji do światowych przebojów muzycznych w reklamach telewizyjnych m.in. Rossmann, Kompania Piwowarska SA (Lech), Vistula Group SA (Kruk), PZU SA („Stop Piratom Drogowym”), PKO BP, Era GSM (T-Mobile Polska), Plus GSM (Polkomtel SA), Carlsberg SA (Karmi), Axel Springer Polska (Pani Domu), czy Ernst & Julio Gallo (Carlo Rossi)
• obsługiwał marketingowo wielu klientów, m.in. Carlo Rossi (przez 6 lat) i Orange (przez 4 lata)
• autor doboru muzyki w zrewitalizowanej, targowo – restauracyjnej Hali Koszyki w Warszawie (2016 - 2018; klient: Griffin Real Estate)
• mówca podczas TEDxŁazarskiUniversity – temat przewodni wydarzenia” „Sound of inspiraion”; temat wystąpienia: „Muzyka mózgu” (Uczelnia Łazarskiego 20 maja 2017 roku)
• dyrektor muzyczny pierwszej edycji festiwalu filmowego Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym
• wieloletni juror konkursu debiutów telewizyjnego festiwalu Top Trendy w Sopocie (Polsat)
• dyrektor artystyczny wystawy "Muzyczny Pałac" (2003) na XXX-piętrze PKiN (ponad 250 000 zwiedzających w ciągu pół roku) w ramach której zostało zgromadzonych około 1000 eksponatów należących do najlepszych polskich artystów oraz twórców muzyki jazzowej, poważnej i rozrywkowej ostatniego 60-lecia (a także dziennikarzy i fotografów)
• menadżer Anny Marii Jopek (1997 - 1999)
• współtwórca, współwłaściciel i promotor legendarnego warszawskiego klubu Filtry (1992 - 1994)
• jeden z twórców koncepcji programowej warszawskiego Centrum Artystycznego Fabryka Trzciny
• prezes zarządu i fundator Fundacji Narodowe Centrum Muzyki (od 2014 roku)
• członek Stowarzyszenia Komunikacji Marketingowej SAR, Klubu Agencji Eventowych, Związku Producentów Audio - Video (ZPAV), Akademii Fonograficznej, Stowarzyszenia Autorów ZAiKS oraz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP), współpracownik Forum Dialogu Między Narodami (Friends of the Forum), uczestnik Dyskusyjnego Klubu Filmowego Jolanty Słobodzian
• jeden z liderów Społecznego Komitetu Protestu „NIE dla Mostu i Trasy Krasińskiego” na warszawskim Żoliborzu (od 2015 roku)
• członek prezydium Międzyszkolnego Komitetu Solidarności oraz redaktor podziemnego czasopisma „Wydarzenia” (1988 – 1990)
• współpracownik Jacka Kuronia w 1989 i 1991 roku
• magister Wydziału Ekonomii i absolwent Prywatnej Wyższej Szkoły Businessu i Administracji w Warszawie (Marketing i Zarządzanie), a także student Wydziału Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego; absolwent warszawskiego LX LO im. Wojciecha Górskiego
• pasjonat podróżowania, fotografii, ogrodnictwa oraz wielbiciel muzyki poważnej, jazzowej, funk oraz żydowskiej, od ponad 12 lat studiuje życie i twórczość jednego z najwybitniejszych polskich pianistów Artura Rubinsteina
• urodzony 27 grudnia 1972 roku w Warszawie
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...