O autorze
Menedżer kultury, promotor koncertowy, producent muzyczny, dziennikarz radiowy i wydawca płytowy.

Doktorant Uniwersytetu SWPS w Warszawie na Wydziale Nauk Humanistycznych i Społecznych (Instytut Kulturoznawstwa).

Prezes zarządu i właściciel agencji marketingu muzycznego STX Music Solutions. Współwłaściciel agencji eventowej STX Jamboree.

Twórca wielu serii płyt m.in. Pozytywne Wibracje, Pinacolada, Pieprz i Wanilia i Sygnowano Fabryka Trzciny, a także dyrektor artystyczny Pozytywne Wibracje Festival. Od 2007 roku współproducent gal wręczenia najważniejszych polskich nagród muzycznych Fryderyk.

Organizował w Polsce koncerty takich artystów jak Macy Gray, Angie Stone, Seal, Kylie, Grace Jones, Raphael Saadiq, ZAZ, Scoropins, US3, Chambao, Gabin, Woody Allen & His New Orleans Jazz Band, Al Di Meola, Take 6, De-Phazz, The Brand New Heavies, Incognito, M People & Heather Small, Giulia Y Los Tellarini, Anoushka Shankar, !Deladap, Dimitri From Paris, Galliano, Funkstar De Luxe, Sophie Solomon, The Manhattan Transfer, New York Voices, No Jazz, Ive Mendes i wielu innych.

Były Dyrektor Artystyczny i Repertuarowy (A&R) Universal Music Polska, menadżer Anny Marii Jopek, szef działu kultury tygodnika Gala, dziennikarz Radia PIN (przez 8 lat prowadził autorską audycję Pinacolada), stały współpracownik i felietonista miesięcznika Playboy oraz tygodnika Przekrój. Członek Stowarzyszenia Komunikacji Marketingowej SAR i Klubu Agencji Eventowych.

Współwłaściciel warszawskiego klubu Filtry na początku lat 90-tych oraz członek prezydium Międzyszkolnego Komitetu Solidarności w latach 1988 – 1990.

https://twitter.com/strzcinski

Jak Google i Facebook robią nam wodę z mózgu, walcząc z nową dyrektywą UE

Mike Licht/NotionsCapital.com/Creative Commons license
Unia Europejska nareszcie zmusi Dolinę Krzemową do uregulowania kwestii płacenia za prawa autorskie przez ich wielkie, globalne serwisy. Równolegle zaczyna się wielka kampania manipulowania nami, użytkownikami Internetu, przez Google i Facebook. Wielkie koncerny mają święte prawo walczyć o to, by minimalizować koszty. Jednak starając się wywołać falę protestów "przeciwko cenzurze" a la ACTA, przekraczają cienką granicę przyzwoitości. Zaś podrzucając przerażonym internautom hasło "podatek od linków" - wprost kłamią, bo niczego takiego nie znajdziemy w projekcie nowej dyrektywy. Dla nas nic się nie zmieni, możemy nadal publikować to, co lubimy, a także linkować, polecać nowe piosenki i teledyski. Za korzystanie z tych serwisów nie zapłacimy też więcej niż dotychczas. Jedynie osoby i firmy zarabiające na cudzej twórczości bez opłat - mogą nie lubić nowego prawa. Na czele z globalnymi gigantami. Bo trzeba się będzie porozumieć z autorami i w konsekwencji podzielić małym promilem z zysku. Do dzisiaj Dolina Krzemowa udawała, że nie ma problemu, Youtube robił łaskę płacąc coś symbolicznie, bo wizerunkowo opłacały się pozorne działania, Facebook i wielu innych - nie płacili nic, bo prawo było dziurawe. Kiedyś nie można było przewidzieć tej rewolucji - tak wielkiej skali i tempa redystrybucji treści do sieci.

W niniejszym artykule opisuję po kolei wszystkie istotne zdarzenia w tej sprawie od czerwca 2018 roku. Tekst uzupełniam na bieżąco zgodnie z upływającym czasem, zatem na przykład zdarzenia z września br. opisane zostały w niniejszym tekście znacznie niżej, zachęcam do śledzenia tego, co sukcesywnie dopisuję na dole tekstu.

Tak już się działo w historii świata...

Dawno, ponad 100 lat temu, pierwsze popularne radiostacje nie płaciły tantiem autorskich za nadawane u siebie treści, mówiąc to jest dla was promocja. Dzisiaj portale z Doliny Krzemowej mówią to nie nasze, to naszych użytkowników.

W Polsce też zachodziły podobne procesy. Pamiętacie jak Polsat nie płacił tantiem autorskich w latach dziewięćdziesiątych? Nie płacił póki się dało, wykorzystywał kruczki prawne, dowodził, że nadaje spoza Polski itp. Bo miał w tym interes. Ale w końcu, co oczywiste, uległ i zaczął płacić tak, jak wszyscy nadawcy telewizyjni.

W przypadku praw autorskich większość myśli głównie o muzyce i filmach. To o tyle słuszne, że statystycznie są to najbardziej pożądane i atrakcyjne treści w sieci. Ale zwróćmy uwagę na inne przykłady. Kiedy fotograf wrzuca swoje zdjęcia na Instagram, notorycznie są one kradzione do rozmaitych zagranicznych serwisów wiralnych. Albo rysownik komiksów czy designer, których komiksy i rysunki z wyciętą stopką są rozpowszechniane przez innych, nabijając lajki i biznes komercyjnym stronom - wydmuszkom. W takich przypadkach twórca nic z tego nie ma, nawet podpisu, że jest autorem swojego dzieła.


Dzisiaj trwa istotna walka o uregulowanie kwestii praw autorskich wszystkich twórców, których prace pojawiają się w sieci. Doprecyzuję, że interesuje mnie głównie ta część dyrektywy, która ma sprawić, aby takie platformy jak Facebook nie były już dłużej zwolnione z odpowiedzialności za legalność publikowanych na ich łamach treści. Aby móc stworzyć warunki do odprowadzania uczciwych tantiem od tych, którzy na tym zarabiają.

Unia Europejska postanowiła odegrać decydującą rolę w rozwiązaniu tego problemu.

Parlament Europejski obecnie proceduje dyrektywę w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Artykuł 13 tegoż projektu wzbudził kontrowersje, bo uderza w wielki biznes. Walka UE z Doliną Krzemową - o respektowanie praw autorskich - prowadzona od 2016 roku, wchodzi obecnie w decydującą fazę. Formalnie zaczęło się 20 czerwca 2018 roku - Komisja Prawna PE przegłosowała wtedy raport posła Vossa, który w pierwszych dniach lipca przedłożony został całemu Parlamentowi do zaakceptowania. Po przegłosowaniu 12 września br. - stanowi on mandat negocjacyjny Parlamentu Europejskiego w tzw. trilogu, czyli dochodzeniu - przez PE, Komisję Europejską i Radę UE - do wspólnie zaakceptowanego brzmienia dyrektywy. Na samym końcu tej drogi - płacić tantiemy mają głównie wielkie koncerny (promile z zysków).

Walczy UE, bo jako jedyna ma narzędzia nacisku na biznes amerykański. Walka o tego typu regulację to obowiązek każdej generacji twórców. Powinna być jednak wspierana przez całe społeczeństwa, także przez odbiorców tej twórczości. Nasze pokolenie stoi właśnie przed wyzwaniem dotyczącym cyberprzestrzeni.

Wielka mistyfikacja gigantów.

Nie pozwól Unii Europejskiej zniszczyć internetu – to hasło widnieje na jednej ze stron internetowych, podważających sens dyrektywy. WIosną br. rozpoczęła się odgórnie sterowana kampania dezinformacyjna, wymierzona w nowe prawo. Dostrzegłem także wzmożoną aktywność farm trolli internetowych, intensywnie rozsiewających fałszywe, po częstokroć agresywne oskarżenia pod wieloma informacjami o Artykule 13 (w Polsce np. na stronie ZAiKS na Facebooku). Powtarza się w nich plotkę o rzekomym potężnym lobby koncernu Axel Springer i kilku innych wydawców europejskich oraz ciska inwektywy pod adresem twórców, nazywając ich grajkami i grafomanami.

Koncerny walczą z tym pomysłem, ale nie dajcie się zwieść ich czarnemu PR-owi dla ustawy. To nie ACTA, to nie cenzura. To walka o to, by nie zalewała nas tandeta. Bo do tego sprowadza się nieopłacanie zdolnych, znających swoją wartość twórców. Rezygnują ze swoich zawodów, w szeroko rozumianej kulturze, odchodząc do miejsc, w których są uczciwie wynagradzani za wykonaną pracę. W konsekwencji tracimy my, społeczeństwo i odbiorcy. Idąc tą drogą, niebawem skażemy się na twórców miernych, ale zamożnych z domu. Ucierpi na tym nasza kultura, także muzyka. Wg mojej opinii ta rozgrywka to forma wojny cywilizacyjnej.

Córka do Noviki: Mamo, podobno 4 lipca mają usunąć wszystkie media społecznościowe.

Sądzicie, że sprawa dotyczy głównie ludzi znających bliżej temat? Podejrzewacie, że kampania czarnego PR wielkich koncernów, o której piszę nie ma aż tak wielkiego zasięgu? A może, rozumiejąc o co w tym wszystkim chodzi, uznajecie, że trochę przesadzili z tą cenzurą i porównywaniem do Acta? Że nikt nie kupi aż tak przesadzonych, dętych oskarżeń? To posłuchajcie tego.

Jest wczesny poranek w Katowicach. Novika, znana polska wokalistka i didżejka, występuje na jednym z festiwali muzycznych. Miała ciężką noc. Z tym większą radością odczytuje sms od swojej jedenastoletniej córki. Czyta: Mamo, czy wiesz, że podobno 4 lipca mają usunąć: Facebook, Instagram, Snapchat, Musically itp. Czyli wszystkie media społecznościowe. Po chwili córka doprecyzowuje Acta 2 - wpisz sobie w Safari. Kurtyna.

Bardzo istotne w tej sprawie wydaje się zagwarantowanie ludziom pełnej swobody w publikowaniu twórczości innych - w celach prywatnych, do polemik, parodii czy jako cytat.

Artykuł 13 nakłada obowiązki jedynie na serwisy, a nie konsumentów. Ludzie nadal będą mieli bezpłatny dostęp do twórczości nadal będą mogli publikować owe treści na YouTubie, Facebooku i innych platformach. Należy zauważyć, że w większości przypadków memy i mash-upy są i nadal będą objęte istniejącymi wyjątkami od prawa autorskiego (tzn. dla parodii, polemiki, cytatu). Ich tworzenie i publikowanie jest zatem z założenia dopuszczalne w oparciu o te wyjątki. Co więcej, należy podkreślić, że, zgodnie z projektem, kiedy platforma otrzyma licencję, to licencja ta powinna również obejmować odpowiedzialność za działania użytkowników zamieszczających utwory w celach prywatnych/niekomercyjnych. To daje użytkownikom niedostępną dotąd pewność prawną w związku z ich działaniami na platformach, które podlegają przepisom prawa autorskiego. - źródło: ZAiKS.org

Więcej na temat nowej dyrektywy - jakie zagadnienia reguluje, jakie problemy rozwiązuje i jaki to będzie miało wpływ na rozmaite gałęzie np. przemysłu, kultury, a także odpowiedzi na pytania czy nieprawdziwą narrację - przeczytamy na stronie GESAC (European Grouping of Societies of Authors and Composers):
Copyright Directive - Transfer of Value Overview

Przyjrzyjmy się o jakie regulacje chodzi twórcom. Co to znaczy Transfer of Value?

Platformy zawierające treści zamieszczane przez użytkowników (ang. user uploaded content – „UUC”), takie jak YouTube, Facebook, SoundCloud, Dailymotion, itd., są obecnie głównymi źródłami dostępu do dzieł twórców w Internecie. Jednakże większość z nich postępuje nagannie, nie wynagradzając twórców za korzystanie z ich utworów lub czyni to jedynie w minimalnym stopniu. Ten transfer of value luka wartości zagraża funkcjonowaniu przemysłów kreatywnych i przemysłów kultury oraz wywołuje zakłócenia na rynku.

Obecna ogólnikowość prawa pozwala gigantom technologicznym rozwijać się kosztem europejskich twórców i sektora kreatywnego.

Twórcy chcą, by ich utwory były dostępne najszerzej, jak to tylko możliwe, nie rezygnując jednocześnie ze sprawiedliwego wynagrodzenia. Aby to osiągnąć, potrzebują jasnych przepisów prawa. Petycja twórców wzywająca Unię Europejską do rozwiązania problemu transfer of value została już podpisana przez 30 tys. twórców. Stanowi ona kontynuację poprzedniej petycji wystosowanej w 2016 r. i podpisanej przez Pedra Almodóvara, Jean-Michela Jarre’a, Daniela Burena, Agnieszkę Holland, Ennia Morricone, David Guettę i innych.
- źródło: ZAiKS.org.pl

Jaka jest skala problemu?

Platformy UUC są głównymi graczami na rynku cyfrowym. Liczbę aktywnych użytkowników YouTube na całym świecie szacuje się na 1 miliard w skali miesiąca. Korzyści pochodzące bezpośrednio z wykorzystania wytworów kultury stanowią 66 proc. przychodów platform video (źródło: raport Roland Berger z 2015 r., nowsze źródła podają nawet wyższe liczby).

Z drugiej strony wynagrodzenia, które twórcy uzyskują z wykorzystania ich twórczości w Internecie, stanowią średnio 10 proc. ich całkowitych przychodów. Istnieje ogromna dysproporcja na rynku wywołana różnicą między intensywnym wykorzystaniem utworów online a wynikającymi z tego wykorzystania przychodami twórców.
- źródło: ZAiKS.org.pl

Więcej na ten temat możecie przeczytać w artykule na stronie PRS Transfer of Value and the music industry - znajduje się tam także 60-sekundowy APEL szefa brytyjskiej organizacji PRS for Music (the Performing Right Society) Roberta Ashcrofta, który tłumaczy, czym jest ów temat w kontekście rynku muzycznego.

Sensowne głosy w dyskusji o lipcowym projekcie nowej dyrektywy.

Rzadko publikuję na swoim autorskim blogu odnośniki do artykułów innych autorów. Dzisiaj postanowiłem zrobić cztery wyjątki.

Po pierwsze polecam wszystkim bardzo ważny tekst Olaboga, Unia zabiera nam internet! Jak Google i Facebook walczą o swoje naszymi rękami autorstwa Łukasza Michalika z Wp.tech.

Artykuł dotyczy technik manipulacji nami - użytkownikami Internetu przez Google i Facebook, które walczą z Unią Europejską o zablokowanie wdrożenia w życie Artykułu 13.

Oto wybrane przeze mnie istotne fragmenty tekstu:

Internet pełen jest alarmujących doniesień o tym, że sieć, jaką znamy, właśnie się kończy. Że stoimy u progu powszechnej cenzury, i że koniecznie, ale to koniecznie musimy się sprzeciwić unijnym planom regulacji praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym.

(...) Czym byłby Facebook bez użytkowników, pracowicie wrzucających linki? Czym byłoby Google bez możliwości wyświetlania fragmentów cudzej pracy? Czym w końcu byłby - mocno atakujący proponowane zmiany prawa - polski Wykop, gdyby nie mrówcza praca tysięcy ludzi, każdego dnia umieszczających w nim odnośniki do różnych treści? (...) Ich model biznesowy, zbudowany na pozyskiwaniu i przetwarzaniu cudzych danych, zakłada, że większość pracy wykonuje za darmo ktoś inny. I w to właśnie założenie uderza planowana zmiana prawa.

(...) Chcemy walczyć o wolność? Nie dostrzegamy, że utraciliśmy ją już dawno wraz z zaakceptowaniem pierwszego regulaminu, dopuszczającego wykorzystanie naszych danych i personalizację. (...) W sieci nie dość, że jesteśmy towarem, sprzedawanym przez właścicieli usług i serwisów, to jednocześnie stanowimy darmową siłę roboczą. Każda nasza aktywność - lajk, pełen bluzgów komentarz czy link wrzucony na Facebooka, YouTube, Wykop czy pod dowolnym tekstem - generuje ruch, dający się tak czy inaczej sprzedać. (...) Cenzury i filtrowania treści od dawna nawet nie zauważamy, podobnie jak uzurpowania przez cyberkorpy prawa do przywłaszczania sobie owoców cudzej pracy.

(...) Potraktujcie to, proszę, bez urazy, ale mam wrażenie, że identyczną rolę wyznaczyły nam cyberkorpy. Internet pełen jest alarmujących doniesień o tym, że sieć, jaką znamy, właśnie się kończy. Że stoimy u progu powszechnej cenzury, i że koniecznie, ale to koniecznie musimy się sprzeciwić unijnym planom regulacji praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym.


Drugi, bardzo dobry artykuł, który polecam Artykuł 13 to nowa ACTA – o co chodzi z tą „cenzurą internetu”, o której wszędzie piszą? napisał Marek Krześnicki w Bezprawnik.pl

Warto przeczytać cały tekst, ograniczę się do dwóch krótkich cytatów:

Podatek od linków? To nie tak. Niektóre serwisy i organizacje sugerują, że nowe prawo „zakaże linkowania”. Cóż, to bzdura. Żaden z przepisów planowanej dyrektywy tego nie zabrania. Gorzej będą się miały co najwyżej takie serwisy jak Google News, które opierają się na korzystaniu z cudzej treści.

Czy są zdaniem autora minusy lipcowego projektu dyrektywy?

Nie da się jednak ukryć, że podstawowym problemem proponowanej dyrektywy jest mglistość i nieprecyzyjność jej przepisów, które stwarzają pole do mniej lub bardziej trafnych prognoz co do praktycznego wymiaru jej przyszłego stosowania. A dobre prawo powinno być jasne i precyzyjne – zwłaszcza, jeśli dotyczy tak ważnych kwestii, jak wolność słowa. Może zatem lepiej będzie, jeśli europosłowie te niefortunne przepisy poprawią tak, aby nie było wątpliwości, jak je interpretować? To byłoby najlepsze rozwiązanie.

Też tak myślę. To jest konstruktywne podejście. Część obserwatorów podkreśla także, że nowe prawo jest nie tylko zagmatwane, ale i przede wszystkim za słabe i nie będzie skuteczne. O ile prawie każdy rozumie sens powiadamiania autorów o wykorzystaniu ich dzieł w sieci, o tyle nie jest jasne, jak wyegzekwować konkretne stawki - bez wprowadzenia stawek urzędowych. Ostatnio miałem okazję omówić ten aspekt Artykułu 13 z kilkoma autorami z zagranicy. Są oni działaczami Międzynarodowej Konfederacji Związków Autorów i Kompozytorów CISAC. Podkreślali, że w negocjacjach z amerykańskimi koncernami (wprowadzenie nowej dyrektywy było konsultowane od kilku lat) istotne było to, aby nie skomplikować nikomu biznesu. Aby nadal opłacało się komercyjnie korzystać z twórczości. Bo tylko wtedy pojawią się wpływy dla autorów. Doradzali, że warto jednak zrobić pierwszy krok, nawet jeśli ustawa ma mankamenty. Lepsze to niż nic. Kończąc temat stawek - za dużo tu niuansów. Może kiedyś opiszę kulisy trudnych, skomplikowanych relacji przedstawicieli twórców z firmami z Doliny Krzemowej. Moim zdaniem kluczowe jest to, że dzięki działaniom UE i dzięki Artykułowi 13, twórcy wzmocnią swoją pozycję negocjacyjną z takimi gigantami jak Google i reszta.

W tym samym duchu wypowiada się dla PAP / Onet.pl Jean Michel-Jarre - muzyk, światowa gwiazda, a zarazem prezes Międzynarodowej Konfederacji Związków Autorów i Kompozytorów zrzeszającej blisko 4 mln twórców Jean-Michel Jarre: jestem przekonany, że reforma prawa autorskiego wywoła efekt domina

Powinniśmy raczej postrzegać internetowych gigantów jako potencjalnych partnerów, którzy rozprzestrzeniają stworzone przez nas treści, zarabiając na tym olbrzymie pieniądze. Nie zgadzam się z argumentami przeciwników projektu reformy prawa autorskiego, którzy przekonują, że te regulacje zamienią internet w narzędzie kontroli. Będzie dokładnie odwrotnie. Jeżeli nie ochronimy twórców i nie zapewnimy im możliwości swobodnego wyrazu artystycznego to będzie ostatnim krokiem na drodze do cenzury. Wówczas może okazać się, że przegapimy następnego Almodovara albo Coldplay. Trzeba mieć to na uwadze, myśląc o przyszłych pokoleniach.


Jarre uważa, że propozycje nowych rozwiązań prawnych budzą kontrowersje, ponieważ internet jest stosunkowo nowym wynalazkiem i jako społeczeństwo wciąż pozostajemy w średniowieczu ery cyfrowej. Podkreślił, że kluczowe jest to, iż projekt przepisów zakłada wzmocnienie pozycji negocjacyjnej autorów i wykonawców:

Nasza prośba do PE jest bardzo prosta. Chcielibyśmy usiąść przy stole negocjacyjnym zwłaszcza z Google, tak samo jak prowadzimy rozmowy ze Spotify. YouTube i inni giganci mają ten sam problem – definiują się jako platformy magazynujące treści, by uniknąć konieczności uiszczania opłat.

Jean Michel-Jarre zwrócił także uwagę, że tożsamość i kultura są wartościami, które umożliwiają przetrwanie społecznościom na całym świecie. Trudno się z nim nie zgodzić.

Czwarty tekst napisał Paweł Bravo w Tygodniku Powszechnym Dyrektywa we mgle demagogii.

Cytat, który jest dla mnie chyba najważniejszy - odpiera też większość głosów krytyki, które pojawiają się w komentarzach w internecie.

Jasne jest, że skoro może to naruszyć interesy platform internetowych, podjęły one zmasowaną kampanię lobbingową i medialną. Na ostatnich etapach prac projekt dyrektywy złagodzono tak, by np. obowiązek dogadania się z organizacjami praw autorskich dotyczył tylko dostawców usług, którzy przechowują „dużą” liczbę utworów, a filtrowanie treści potencjalnie naruszających prawa autorskie było proporcjonalne – co oznacza np., że mały serwis nie musi korzystać z arcydrogich algorytmów filtrujących, którymi dysponuje np. YouTube. Podobnie z linkami np. do materiałów prasowych. Samo ich zamieszczenie nie powoduje konieczności uregulowania tzw. praw pokrewnych wydawcy danej gazety czy telewizji.

Procedowany obecnie dokument zawiera pewne mętne sformułowania i definicje niezgodne z resztą korpusu prawa unijnego. Należy nad nim pracować, aby wymuszał rozsądny kompromis i sprawiedliwe dzielenie się kawałkiem tortu reklamowego z twórcami, a niekoniecznie rzucał kłody pod nogi nowym firmom i projektom. Ale obecny raban z „podatkiem” i „cenzurą” służy tylko zagłuszeniu tych, którzy mogliby merytorycznie wymusić na brukselskich prawodawcach sensowne zmiany.


Reasumując, miejmy świadomość, kiedy robią nas w trąbę, wywołując te niby oddolne protesty użytkowników Internetu, celowo gmatwając sytuację nieprawdziwymi komunikatami. Nie bójmy się głośno stwierdzić, że giganci kłamią. Nie chodzi im o nasze dobro, robią to jedynie w swoim biznesowym interesie. Nie bądźmy ich mięsem armatnim.

Czy tworzenie memów będzie zakazane?

Pierwsze dni lipca przyniosły kolejne pola krytyki nowej dyrektywy. Nie sądziłem, że walka dużych koncernów z nowymi przepisami skupi się tak bardzo na zagadnieniu tworzenia memów. Ale rzeczywiście to może być czuły punkt użytkowników internetu i skuteczny pomysł na lepiej rozprzestrzeniającą się manipulację. Mówi się bowiem, że memy będą zakazane, a w sieci news o takim rzekomym zagrożeniu rozprzestrzenia się szczególnie szybko. Oczywiście tak nie będzie. Napisałem wyżej dlaczego. Ale dodatkowa infografika dobrze tłumaczy dlaczego nie należy obawiać się o prawo do tworzenia memów.


Już wiemy kto i za ile lobbował na zlecenie koncernu Google.

W dniu 3 lipca br. magazyn Billboard opublikował artykuł Music Chiefs Slam Google Lobbying Spend Ahead Of EU Copyright Vote. Czytamy w nim między innymi:

Google wydało ponad 31 milionów euro (36 milionów dolarów) na lobbing w Parlamencie Europejskim przeciwko zmianom w prawie autorskim, wylicza organizacja UK Music.

Dane zostały zebrane w rejestrze Unii Europejskiej dotyczącym przejrzystości ( the European Union's Lobbying Transparency Register), który podliczył, że tylko w 2016 roku firma Google wydała bezpośrednio 5,5 miliona euro (6,5 miliona USD), aby spróbować wpłynąć na decyzje dotyczące polityki za pośrednictwem co najmniej ośmiu firm doradczych. Wśród nich znajdują się McLarty Associates z siedzibą w Waszyngtonie, MUST & Partners z siedzibą w Belgii oraz Dublin MKC Communications.

Google pośrednio lobbowała w Brukseli poprzez członkostwo w 24 innych organizacjach, w tym w stowarzyszeniu Computer and Communications Industry Association (CCIA) i OpenForum Europe. UK Music, kierowana przez Michaela Dughera, wylicza, że ​​łączne wydatki lobbingowe wszystkich tych 24 organizacji członkowskich wynoszą ponad 25 milionów euro (29 milionów dolarów).

W rejestrze UE nie ma informacji, ile Google wydało na lobbing bezpośredni w 2017 roku, ani w pierwszej połowie tego roku, ale stwierdza, że ​​14 pracowników Google pracuje nad polityką Unii Europejskiej, z nich trzech ma akredytację z dostępem do Parlamentu Europejskiego.

(...) W międzyczasie Geoff Taylor, dyrektor naczelny BPI (British Phonographic Industry) opublikował post na blogu, który podobnie krytykuje amerykańskie lobby technologiczne za próbę "pobudzenia kampanii alarmistycznej ... nieuczciwie straszącej cenzurą".

"Ta bezpodstawna taktyka przerażania zasługuje na porażkę: nie jest to cenzura. Nowe prawo umożliwia artystom pobór wynagrodzenia za swoją pracę, daje im prawo do dochodu, zapewnia podstawową swobodę artystyczną, za które zawsze byli - jako rebeliantami i rewolucjoniści, przedsiębiorcy, kontrkulturowi działacze, nasze sumienie i nasza inspiracja" - pisze Taylor na stronie internetowej BPI.

"Może nadszedł czas, aby firmy technologiczne po prostu powiedziały, co mają na myśli: wolimy wydawać miliardy dolarów z muzyki i innych treści bez płacenia ludziom, którzy to robią" - pisze dalej, wzywając posłów PE by "pozwolili rozwijać się kreatywności i technologii w oparciu o swobodnie wynegocjowane, niezakłócone umowy licencyjne."


Głosowania w Parlamencie Europejskim. Opóźniona dyrektywa i wakacyjne poprawki - ciąg dalszy.

W dniu 5 lipca br., liczący ponad siedmiuset deputowanych, Parlament Europejski w głosowaniu zdecydował o odrzuceniu przyznania mandatu Komisji Prawnej (różnicą 44 głosów). Odesłał projekt nowej dyrektywy do dalszych prac. Nowe prawo wymagało dokładniejszego przygotowania merytorycznego, sam podzielałem niektóre wątpliwości i napisałem o takiej potrzebie 3 miesiące temu powyżej - w niniejszym artykule.

Mimo tego, w środowisku polskich twórców i artystów, wiele kontrowersji wzbudził fakt, że wszyscy polscy deputowani (blisko pięćdziesięciu) zagłosowali przeciw dyrektywie, Polska była jedynym (obok Szwecji, ale tam powstał globalny serwis Spotify) krajem, który zagłosował tak jednogłośnie i negatywnie. Pojawiły się także głosy czy wręcz przecieki, że część polskiej delegacji przestraszyła się 5 lipca br. Google i Facebooka. Tłumaczono, że to naturalne w przypadku platform, które decydują dzisiaj o wynikach wyborów, a Polska jest akurat w przeddzień całej serii wyborów, są one przed nami już od jesieni br. Część bała się podobno protestów internautów, mimo, że wiedzieli, iż są one wywoływane przez korporacje technologiczne.

W moim przekonaniu to te właśnie zakulisowe informacje i domysły przesądziły o wielkim ruchu protestu przeciwko takiej postawie polskich polityków, o ruchu jak najbardziej oddolnym i jednoczącym ludzi polskiej kultury, a także w wielu mediach, takich jak stacje telewizyjne. Tym razem argumenty były twarde, zagłosujecie przeciw, to i my nie zapomnimy wam tego przy okazji wyborów oraz nie będziemy was zapraszali do mediów przed wyborami. Wybierajcie - polska kultura i polskie media, czy amerykańcy giganci internetu. Wielu publicystów i artystów postanowiło też aktywnie tłumaczyć społeczeństwu na czym polega manipulacja przy okazji dyskusji o nowej dyrektywie. Przecież normalni użytkownicy - argumentowali - nie tylko nie odczują żadnej różnicy, ale wręcz zyskają poprzez swoje państwa i instytucje europejskie - minimum kontroli, a także zalegalizowanie tego co robią w sieci, nic z tego tytułu nie tracąc.

12 września 2018 roku nastąpił przełom.

W ciągu dwóch miesięcy eurodeputowani zgłosili aż 252 poprawki. Część z nich została uwzględniona i ponownie 12 września 2018 roku, tym razem z dużym zapasem, projekt nowej dyrektywy został przegłosowany w Strasburgu stosunkiem głosów 438 do 226. Większość ekspertów podkreśla, że nowy projekt tego dokumentu został należycie przygotowany i sensownie poprawiony, także przez samego autora i sprawozdawcę Axela Vossa - w szczególności Artykuł 13 oraz Artykuł 11.

Ponownie polska delegacja w większości zagłosowała przeciw (w tym wszyscy PIS, SLD i PSL), jednak tym razem osiemnastu europarlamentarzystów PO oraz jeden niezrzeszony Michał K. Ujazdowski - zagłosowali za, wstrzymała się jedna deputowana z SLD. Dla porównania, Szwecja uzyskała sześć głosów za.



Wśród licznych publikacji, apeli i innych materiałów medialnych, które ukazały się przed ponownym głosowaniem 12.09.2018 r. - najciekawszy wg. mojej oceny był wywiad "Stary kontynent walczy o pieniądze", którego udzielił dziennikowi Rzeczpospolita Jean-Noël Tronc - dyrektor generalny francuskiej organizacji Sacem i wiceprezes organizacji Gesac, która łącznie reprezentuje ponad 500 tys. europejskich twórców, były dyrektor generalny Canal+ Poland, doradca polityczny ds. technologii i internetu b. premiera Francji Lionela Jospina, powiedział on między innymi:

Walczymy o uchwalenie tej dyrektywy przez Parlament Europejski, ponieważ oznacza ona dodatkowe dziesiątki milionów euro dla prasy i twórców w całej Europie, także w Polsce. Tymczasem umiejętnie rozkręcona przez Google'a kampania lobbingu informuje, że ta dyrektywa to zamach na wolność internetu. Musimy to odkłamywać.

Dochody z praw autorskich, które pochodzą z artykułów prasowych, filmów i wszystkich treści udostępnianych przez europejskich twórców w internecie, na głównych platformach internetowych, szacowane są na 22 mld euro. Same prawa autorskie z mediów społecznościowych szacowane są na 4 mld euro, z czego większość przypada na Facebooka, reszta to Spotify etc. Chodzi o dziesiątki milionów euro dla wolnego rynku, o przychody z reklam, z subskrypcji i innych działalności w internecie.

W przypadku Google'a mamy dość specyficzny problem, jego usługi są w zasadzie monopolem. Monopole szkodzą gospodarce, tworzą sytuacje bez wyjścia, od monopolisty nie można uciec. Twórcy nie mogą pójść gdzie indziej. Taki monopol ma jasny wymiar finansowy. Przekładając dominującą pozycję Google w internecie na pieniądze, ponad 95 proc. dochodów z reklamy w sieci jest w rękach Google'a. A walka toczy się o 30–40 proc. tych dochodów, które związane są z treściami chronionymi prawem autorskim, czyli artykułami dziennikarskimi, muzyką, zdjęciami, pracą twórców.

Cenzura może pochodzić właśnie z Google'a czy Facebooka, a nie od twórców. To już dzieje, gdy Hiszpania chciała wprowadzić prawo, by internetowi giganci dzielili się zyskami z reklam z twórcami, Google zagroził usunięciem wyników wyszukiwania ich stron z Google. Portale redakcji byłyby wtedy nie do znalezienia przez czytelników, a to mocno zmniejszyłoby ruch i przychody z reklam. Tak wygląda prawdziwa współczesna cenzura.

Od czerwca posłowie PE otrzymali 40 tys. e-maili generowanych przez boty, które oskarżały ich o chęć cenzurowania internetu. Krążyły też fake newsy w mediach społecznościowych, że memy zostaną wyjęte spod prawa. Duża liczba tych e-maili została w rzeczywistości wysłana z USA. Ich lobbing polega na pracy wielu organizacji, które ze sobą współpracują i wszystkie mają tę samą agencję komunikacyjną. Budżet Google'a tylko na kampanię lobbingu wśród europarlamentarzystów wynosi 5,5 mln euro. Firmy amerykańskie próbują wpływać na europejskie prawodawstwo. Ta kampania jest świetnie zorganizowana, firmy mają mnóstwo pieniędzy, podają wiele przykładów, że niby działają w interesie artystów.

Jeśli dyrektywa zostanie zatwierdzona przez Parlament, państwa członkowskie będą miały rok na dostosowanie prawa krajowego.


Pozostałe, ciekawe publikacje medialne o sprawie nowej dyrektywy z września 2018 roku (wraz z linkami).

1. W państwach członkowskich UE, gdzie dyrektywa dotycząca praw autorskich była przedmiotem gorącej debaty, 61 procent obywateli obawia się, że wpływ technologicznych gigantów zagraża funkcjonowaniu europejskiej demokracji, a 87 procent opowiada się za ustawodawstwem gwarantującym wynagrodzenia dla twórców; „Europe for Creators” ogłosiła dziś wyniki ankiety przeprowadzonej w krajach niezdecydowanych co do poparcia dyrektywy oraz we Francji. Artykuł "2 na 3 obywateli wierzy, że giganci technologiczni mają większą władzę niż Unia Europejska" w Gazecie Prawnej

2. Europe For Creators (EFC) - pod taką nazwą działalność rozpoczęła koalicja obywateli, twórców oraz organizacji walczących o wprowadzenie w życie unijnej dyrektywy dotyczącej praw autorskich. Głosowanie nad nią zaplanowano na 12 września w Parlamencie Europejskim. EFC apeluje do europarlamentarzystów o zagłosowanie za tą propozycją. W kampanię włączyli się także polscy artyści, którzy podpisali się pod skierowanym do europarlamentarzystów apelem "Daj prawo kulturze". "Zależy nam na równych szansach w internecie, niezależności polskiej sztuki, cyfrowej przyszłości dla polskiej muzyki" - podkreślono w liście, pod którym podpisali się m.in. Robert Gawliński, Cleo, Reni Jusis, Maciej Maleńczuk, Margaret, Natalia Nykiel, Michał Szpak, Muniek Staszczyk, Zbigniew Namysłowski, zespół Tulia i Daria Zawiałow. "Graj czysto dla muzyki" - apelują muzycy w krótkim filmie, stworzonym na potrzeby kampanii. Materiał "Graj czysto dla muzyki" - artyści od Cleo do Maleńczuka apelują przed głosowaniem w PE w Onet.pl

3. To cenzura internetu - alarmują przeciwnicy nowej dyrektywy unijnej. Nic podobnego - odpowiadają jej autorzy, argumentując, że starają się postawić tamę zwykłemu złodziejstwu. I tym razem murem za nimi stają polscy artyści, którzy na piractwie tracą najwięcej. Materiał "Prosimy o fair play". Artyści apelują o poparcie dyrektywy w magazynie "Polska i Świat" w TVN24

4. W obliczu głosowania nad nową unijną Dyrektywą ws. Prawa Autorskiego musimy zrozumieć, że dominacja internetowych gigantów stanowi zagrożenie dla naszej demokracji, pisze dla POLITICO Jean-Noël Tronc, dyrektor generalny SACEM, francuskiego Stowarzyszenia Autorów, Kompozytorów i Wydawców Muzyki. Musimy mieć świadomość tego, jak ogromną władzę posiadają firmy internetowe w Unii Europejskiej. Sam Google przeznacza 5,5 miliona euro rocznie na działania lobbingowe w środowisku eurodeputowanych. Do tej sumy należy dodać budżety innych gigantów z USA, którzy często chowają się za agencjami lobbingowymi, takimi jak CCIA, C4C i OpenMediao. Ich siła w połączeniu z polityczną manipulacją stosowaną przez organizacje tzw. hacktiwistów, wspieranych przez Partię Piratów, która przecież powinna stać w opozycji do internetowych potęg, stanowi idealne zaplecze do przeprowadzania cynicznej, aczkolwiek skutecznej kampanii przeciwko regulacji Internetu. Dowodem wytężonych działań firm z sektora Big Tech są nieustanne ataki wymierzane w Artykuły 11 i 13 procedowanej Dyrektywy. Artykuł "Czy europejska demokracja jest na sprzedaż korporacjom internetowym?" w Politico i Onet.pl

Polska Kultura Zjednoczona.

Trzeba przyznać, że po raz pierwszy od wielu lat, wyjątkowo zjednoczyło się środowisko polskich twórców kultury. Artyści, autorzy, reżyserzy występowali razem i spójnie. Zbierali podpisy pod apelami i petycjami, publikowali filmiki w mediach społecznościowych i wbrew narracji niektórych polityków były to znakomite nazwiska, nie tylko muzyków.

W akcji europejskiej #EuropeForCreators skierowanej w Polsce do polskich eurodeputowanych (także poprzez całostronicowe ogłoszenia w prasie) zaangażowali się m.in.:

Krzysztof Penderecki, Zbigniew Preisner, Agnieszka Holland, Jan A.P. Kaczmarek, Jan Borysewicz, Piotr Cugowski, Krzesimir Dębski, Urszula Dudziak, Ewa Farna, Marek Kościkiewicz, Natalia Kukulska, Tomasz Lipiński, Romuald Lipko, Krystian Lupa, Halina Mlynkova, Paulina Przybysz, Piotr Rubik, Maria Sadowska, Jakub Sienkiewicz czy Andrzej Smolik.

W akcji polskiej #dajprawokulturze #valuegap wzięli udział między innymi:

Michał Bajor, zespół Blue Cafe, Cleo, Marek Dutkiewicz, Robert Gawliński, Reni Jusis, Tomasz Karolak, Romuald Lipko, Lanberry, Alicja Majewska, Maciej Maleńczuk, Margaret, Natalia Nykiel, Andrzej Piaseczny, Sydney Polak, Sarsa, Grzegorz Skawiński, Stanisław Soyka, Jacek Stachursky, Muniek Staszczyk, Michał Szpak, Izabela Trojanowska, zespół Tulia, Ania Wyszkoni i Daria Zawiałow.

W tym kontekście podobało mi się to, co napisał Piotr Rubik:

Decyzja, która zapadanie we wrześniu w Parlamencie Europejskim, będzie kluczowa dla rozwoju i przyszłości Polski i Europy, bo od niej będzie zależała przyszłość kolejnych twórczych pokoleń. Nasza kultura – to nasza tożsamość, nasza wyjątkowość, ale aby się rozwijała i przetrwała, trzeba ją wspierać i zapewnić twórcom sprawiedliwe wynagrodzenie w przestrzeni cyfrowej. Bez wsparcia ze strony europosłów nie uda nam się zachować naszego dziedzictwa.

Warto podkreślić, że do akcji #EuropeForCreators włączyło się także ponad 50 000 europejskich twórców, m,in. zespół Air (FR), Andrea Bocelli (IT), Angélique Kidjo (VP of CISAC), Charles Aznavour (CH), David Guetta (FR), Ennio Morricone (IT), zespół Justice (FR) czy Pedro Almodóvar (ES).

Podróż do Strasburga.

Ja także poleciałem do Strasburga, gdzie przebywałem od 10 do 12 września 2018 roku, by dobrze poznać szczegóły zgłoszonych poprawek do projektu dyrektywy, a także by być świadkiem w samym Parlamencie Europejskim rozmów o kompromisie między autorami tych najważniejszych, dzięki czemu miałem okazję porozmawiać z kilkudziesięcioma eurodeputowanymi i ich asystentami. W większości byli to polscy europarlamentarzyści wszystkich opcji politycznych. Wraz z polskimi twórcami (Tomek Lipiński i Maria Sadowska) wziąłem także udział w debacie o dyrektywie 11 września (na zdjęciu). Byłem ciekawy jak zagłosują Polacy. Namawialiśmy ich, wraz z polskimi twórcami, do odważnego poparcia nowego prawa. Prezentowaliśmy rozmaite argumenty, które opisałem powyżej i poniżej w niniejszym artykule. Nie jest łatwo zgromadzić większość 2/3 głosów wśród aż 700 deputowanych, każdy głos był na wagę złota. Było to interesujące doświadczenie, tym bardziej, że byliśmy świadkami historycznego głosowania, które okazało się wielkim sukcesem europejskiej kultury.


W ramach naszych działań, kilka godzin przed odlotem do Strasburga, gościliśmy także z Tomkiem Lipińskim w programie telewizyjnym Dzień Dobry TVN - zapraszam do obejrzenia materiału, w którym usłyszycie rozmowę z nami o prawach twórców i odkłamywaniu narracji Google w sieci.

Forum Ekonomiczne w Krynicy - 4 września br.

Tydzień wcześniej, 4 września 2018 roku, moderowałem także debatę "Globalne korporacje a polska i europejska kultura - rozważania o Artykule 13 projektu nowej Dyrektywy Parlamentu Europejskiego" na Forum Ekonomicznym w Krynicy. Moja narracja była szczera, wierzę w nią w pełni.

Obie strony są skazane na siebie, nie ma platform społecznościowych w internecie bez treści, nie ma także mowy o dystrybucji kultury bez świata cyfrowego. Stąd konieczność uzgodnienia zasad tej wspólnej egzystencji. Jest strona silniejsza i bogatsza, jest też strona słabsza i rozproszona. Każdy wie o kim mowa. Społeczeństwa i ich reprezentanci - politycy - mają obowiązek zadbać o równowagę w tej relacji. Co gorsza, jedna strona wszystko co robi, czyni dla zysków i stosuje manipulację oraz metodę fake - newsów. Druga głównie prosi. Nowa dyrektywa da mandat do partnerskiej rozmowy dwóch stron. Wolność i demokracja też są ważnym tematem w kontekście powyższej relacji. Ale i tak de facto chodzi o pieniądze. Nie ma powodu, by nie uregulować tej kwestii uczciwie. A już na pewno nie ma powodu, aby PE nie dał mandatu KE do dalszych rozmów.

Moimi gośćmi - panelistami byli: Paweł Lewandowski - podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Jean-Noel Tronc - wiceprezydent Europejskiego Zrzeszenia Stowarzyszeń Autorów i Kompozytorów GESAC, dyrektor generalny Stowarzyszenia Autorów, Kompozytorów i Wydawców Muzycznych SACEM we Francji oraz były CEO w Canal + Overseas (Canal + Group – Vivendi), Marcin Olender, menedżer ds. polityk publicznych i relacji rządowych dla regionu centralnej i wschodniej Europy GOOGLE, Jan A.P. Kaczmarek – kompozytor muzyki filmowej i teatralnej, laureat Oscara oraz dyrektor i twórca Międzynarodowego Festiwalu Filmu i Muzyki Transatlantyk w Łodzi, Maria Sadowska - piosenkarka, autorka, scenarzystka i reżyser filmowy oraz Marek Kościkiewicz - muzyk, kompozytor, autor, producent i wydawca muzyczny oraz założyciel i były prezes zarządu wytwórni fonograficznej Zic Zac Music Company.



Jaki był wynik tego panelu? Wyjątkowo wszyscy zgadzali się ze sobą. Uznali, że to co napisałem wyżej o swojej narracji podczas debaty, jest bliskie wszystkim rozmówcom. Wiceminister Kultury zapewniał, że rząd jest za kompromisem. I za tym by nie odwlekać tematu. Google potwierdził, że jest za respektowaniem prawa autorskiego także u siebie i że wydaje 55% dochodów na prawa. Niestety kieruje je do wybranych przez siebie dostarczycieli treści np. do wytwórni fonograficznych. Nie ma powodu by to Google ustalał ile i komu płaci. Wolny rynek to także podstawowe regulacje - radio i telewizja przestrzegają takowych.

Twórcy i przedstawiciel Gesac tłumaczyli, że w sytuacji tak wielkiego wzrostu biznesu korporacji technologicznych, czas na ucywilizowanie prawa i relacji ekonomicznych ze światem kultury. Sytuacja na rynku pracy artystów i twórców nie jest wcale wyłączenie problemem ich samych. To koło zamachowe narodów i także gospodarek poszczególnych państw. To walka o kulturę narodową, państwową, regionalną czy lokalną, nie mogą zarabiać tylko globalne gwiazdy, jak to ma to miejsce w dzisiejszym modelu biznesowym. Nie możemy o tym zapominać.

Polecam relację z tego wydarzenia, którą napisał Piotr Iwicki (szefowie dziennika Gazeta Polska Codziennie oraz portalu Niezależna.pl postanowili zdjąć ten materiał ze swoich łamów).

Cyberatak na Polskę po wrześniowym głosowaniu w Parlamencie Europejskim.

Co ciekawe, tuż po przegłosowaniu w PE dalszego procedowania nad nową dyrektywą UE ws. praw autorskiego w internecie (do dalszych uzgodnień z państwami członkowskimi UE i KE), Polska padła ofiarą cyberataku. Cytując serwis Polityka_wsieci obecny na Twitterze (dane z wieczora - 13 września 2018 roku):

#ACTA2 hasło używane w #PL - zasięg w sieci 9MLN / 323 tweety na godzinę; #Article13 używane w #UE - zasięg w sieci 4,5MLN / 192 tt/h; #SaveYourInternet używane w #UE - zasięg w sieci 3,3MLN / 12 tt/h. Dane ostatnich 16h: zainteresowanie tematem dynamicznie spada, brak zainteresowania mediów. Zasięg tematu: "tylko" 8MLN. Media (poza @tvp_info) nie budowały zasięgów. Brak zaangażowania dużych YouTuberów. Geolokalizacja + ograniczone zainteresowanie. Protest "polityczny", nie społeczny - inaczej niż 2012. Tylko 100K wyszukiwań.


Jak widać, zgodnie z przytoczonymi danymi, wzmożony w ruch sieci trwał krótko (jedną dobę), za to bardzo intensywnie, a co najważniejsze - jedynie w Polsce. Nasz kraj wygenerował znacznie większy ruch w sieci niż cała reszta Europy. Ponieważ atak był krótki, a tematu nie podchwycili sami internauci i duże media, poza TVP Info, a nawet nie byli aktywni Youtuberzy (jak przed głosowaniem w PE 12 września), zaś wiele komentarzy było pisanych łamaną polszczyzną ze złą składnią, wnioski są trzy.

Po pierwsze, tym razem tematu nie podsycał sam Google (szalenie aktywny z oczywistych względów przed głosowaniem). Po drugie, atak przyszedł ze wschodu, eksperci sugerują podgrzewanie nastrojów wśród młodzieży, na wypadek ew. Polexitu w przyszłości (wzbudzając brak zaufania do UE, która rzekomo "coś chce zabrać internautom"). Po trzecie, ze względu na zgodne głosowanie za dyrektywą wszystkich 18 eurodeputowanych PO (oraz jednego polskiego, niezrzeszonego europarlamentarzysty) - PiS zaatakował nowe prawo i swoich oponentów politycznych w tych samych dwóch dniach 12 i 13 września 2018 roku poprzez dziesiątki twittów autorstwa czołowych polityków tego ugrupowania, oskarżając nowe prawo o cenzurę w sieci, zresztą podobnie jak rosyjskie boty.

Nie tylko ja zauważyłem powyższe zjawisko dziwnego ruchu w sieci i podsycania histerii wokół nowej dyrektywy. Dwa dni po napisaniu przeze mnie powyższej opinii w niniejszym artykule na swoim blogu, zobaczyłem na Twitterze pierwszą stronę dziennika Rzeczpospolita (w kioskach 16 września 2018) - znajdują się tam dokładnie te same informacje o ruchu w sieci jedynie w Polsce wokół tematu Acta2. Dziennikarze powołali się na te same dane serwisu "Polityka w sieci". Wg. ich opinii, popartej przez wielu ekspertów, m.in. dr Marka Migalskiego, jest to strategia PiS na wybory samorządowe skierowana do młodego elektoratu.


Treść artykułu z Rzeczpospolitej (poniedziałek, 16.09.2018).

"Nowa dyrektywa UE została narzędziem PiS w samorządowej kampanii wyborczej w Polsce."

Dane geograficzne pokazane przez portal Polityka w Sieci jednoznacznie wskazują, że porównanie nowej dyrektywy UE, chroniącej twórców i dziennikarzy, do kontrowersyjnej umowy handlowej ACTA z 2012 r. było używane przede wszystkim w Polsce. Dlaczego? To efekt politycznej kampanii, dzięki której zarzuty o rzekome cenzurowanie internetu PiS wykorzystał przeciwko Platformie Obywatelskiej.

Kampania polityczna wokół dyrektywy ws. praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym w Polsce stała pod znakiem hasła i hashtagu #ACTA2. Ale jak pokazują analizy mediów społecznościowych, działo się tak tylko w naszym kraju – a nie, jak mogłoby się wydawać, w całej Europie.

„#ACTA2 hasło używane w #PL zasięg w sieci 9MLN/323 tweety na godzinę" – podał branżowy portal Polityka w Sieci. Dla porównania – hasła i hashtagi dotyczące nowego prawa były używane poza granicami kraju w znacznie mniejszym stopniu. „#Article13 używany w #UE zasięg w sieci 4,5MLN. 192 tweety na godzinę. Kolejny – #SaveYourInternet (ratuj swój internet) zasięg w sieci w UE – 3,3MLN/12 tweetów na godzinę". To oznacza, że żadne internetowe hasło związane z nową dyrektywą nie miało w UE takiego zasięgu jak w Polsce ACTA 2.

W 2012 r. protesty – nie tylko internetowe, ale i uliczne – dotyczące ACTA odbywały się na skalę globalną. Teraz jedynym widocznym protestem w Polsce było pojawienie się grupki osób przed biurem krajowym PO na Wiejskiej. Bo politycy Platformy w głosowaniu w PE dyrektywę poparli. Europosłowie PiS byli przeciw.

Zmiana tematu z dyskusji o prawach autorskich na rzekomy powrót cenzury – co z tzw. ACTA 2 ma symbolizować – to efekt starcia PiS i PO w kampanii. Jej elementem stał się nawet pojedynek w wyborach na prezydenta Warszawy. – Rafał Trzaskowski buduje swój wizerunek jako osoby wpływowej w Europie, a w tej sprawie milczy – oskarżał w środę na konferencji prasowej Patryk Jaki, kandydat PiS. Jego sztab domagał się od Trzaskowskiego zajęcia stanowiska w sprawie, podkreślając, że (rzekomo) nowa dyrektywa doprowadzi do ograniczenia wolności słowa.

– Ta strategia PiS może być skuteczna – uważa dr Marek Migalski, politolog. – To jest obliczone na młody elektorat, dla którego kwestia potencjalnej cenzury jest istotna. Tak zdobywa się tylko ułamki procentów głosów, ale w niektórych okręgach to one okażą się decydujące – mówi politolog.

Politycy wiedzą, że wolność w internecie może być żywym tematem w sporach politycznych. Dlatego PiS mówi dziś o cenzurze w sieci. Dyskusję o nowej unijnej dyrektywie, mającej rzekomo prowadzić do cenzury w internecie, PiS wykorzystał przeciwko Platformie. Poszło o to, że europosłowie tej partii poparli w głosowaniu dyrektywę dotyczącą praw autorskich. PiS natychmiast zarzucił politykom partii Grzegorza Schetyny zapędy cenzorskie.

Jednak jak pokazują dane przygotowane przez portal Polityka w Sieci, dyskusja o dyrektywie ograniczyła się tylko do Polski, w przeciwieństwie do kontrowersji i wielkich demonstracji w sprawie ACTA w 2012 r.

Hasło łączące dyrektywę ze sporem sprzed pięciu lat nie jest nowe. Pojawiło się już w lipcu, gdy europosłowie zdecydowali o odroczeniu prac nad dyrektywą. – W lipcu głosowaliśmy przeciw. We wrześniu doszło do dużych poprawek, które dają kompromis między wolnością w sieci dla użytkowników a gwarancją dla twórców – mówi o głosowaniu Piotr Borys, szef biura krajowego Platformy i były europoseł.

– Nie wiemy, który PiS mówi prawdę – gdy Ministerstwo Cyfryzacji popiera dyrektywę, czy wtedy gdy politycy PiS głosują przeciw i zarzucają nam wprowadzanie cenzury. Teraz prace nad dyrektywą wróciły do tzw. trilogu. Wkrótce przekonamy się, jaka jest prawdziwa twarz PiS w tej sprawie – mówi nam Borys. Wszystko wskazuje jednak na to, że sprawa dyrektywy trafi do stałego przesłania PiS na samorządową kampanię wyborczą.

W sobotę, w trakcie konwencji lokalnej PiS w Zielonej Górze, do kwestii odniósł się premier Mateusz Morawiecki. – Europarlamentarzyści Platformy głosowali za ograniczeniem swobody wypowiedzi w internecie. My dbamy właśnie o prawdziwą wolność wypowiedzi w najbardziej demokratycznym medium, jakim jest dzisiaj internet – stwierdził Morawiecki.

O rzekomej cenzurze w internecie mówili też w ostatnich dniach wielokrotnie politycy ruchu Kukiz'15 oraz partii Wolność Janusza Korwin-Mikkego. Przeciwko nowym rozwiązaniom – które pojawiły się jako temat też w warszawskiej kampanii wyborczej – wypowiadał się też Jan Śpiewak, kandydat koalicyjnego komitetu Wygra Warszawa z udziałem m.in. partii Razem.

W niedzielę przed biurem Parlamentu Europejskiego w Warszawie odbyła się niewielka demonstracja przeciwników nowej dyrektywy. Podobnie jak w przypadku protestu przed siedzibą biura krajowego Platformy Obywatelskiej, w demonstracji wzięło udział niewiele osób.

W 2012 r. protesty przeciwko umowie ACTA były masowe i odbywały się na ulicach polskich miast przez kilka tygodni. Premier Donald Tusk po fali protestów zmienił zdanie i zmodyfikował stanowisko Polski, wycofując się z tej międzynarodowej umowy.

Ważna rozmowa w TVP Info.

A skoro tak, nie dziwi, że jedynym medium, które podchwyciło narrację rzekomo wrogiego internautom prawa UE, była stacja TVP Info. Dlatego naszą akcję edukacyjną i uświadamiania prawy o nowej dyrektywie rozpocząłem właśnie od tej stacji. Gościłem w TVP Info, by możliwie prosto i komunikatywnie wyjaśnić ludziom jaka jest prawda, prostując wszystkie przekłamania w tej sprawie widoczne w przestrzeni publicznej.

Zapraszam do obejrzenia tego krótkiego 17-minutowego materiału > KLIKNIJ W LINK TUTAJ

Warto podkreślić, że do 12 września br. Polski rząd prezentował bardzo kompromisowe podejście i zarówno Ministerstwo Cyfryzacji, jak i Ministerstwo Kultury nie zgłaszały większych zastrzeżeń do Artykułu 13, jedynie chciały głębszej korekty Artykułu 11. Tak czy inaczej, jakaś część internautów podchwyciła tę negatywną narrację, ale na bardzo niewielką skalę. Nie było też protestów ulicznych, jak w 2012 roku.

Ze wszystkich publikacji, które ukazały się już po wrześniowym głosowaniu w Parlamencie Europejskim, wyróżniłbym tę, która w sposób skondensowany i komunikatywny tłumaczy, co się wydarzyło. Co interesujące, źródłem tego materiału jest Polska Agencja Prasowa. Artykuł "PE poparł projekt dyrektywy o prawie autorskim" w Pulsie Biznesu

Tym razem udało się znaleźć większość do poparcia propozycji, głównie dzięki poprawkom wskazującym wyraźnie, że małe i mikroplatformy będą wyłączone z zakresu stosowania dyrektywy. Proponowane przez eurodeputowanych przepisy przewidują, że giganci internetowi, np. platformy takie jak Facebook, będą musieli płacić, jeśli korzystają z pracy artystów i dziennikarzy.

Przyjęty przez eurodeputowanych tekst zawiera też przepisy mające na celu zapewnienie przestrzegania prawa autorskiego bez nieuzasadnionego ograniczania wolności słowa. "Zwykłe dzielenie się hiperłączami do artykułów, wraz z +pojedynczymi słowami+ do ich opisania, będzie wolne od ograniczeń praw autorskich" - wyjaśniono w komunikacie. To odpowiedź na zarzuty wprowadzenia cenzury czy podatków od linków.

W tekście uściślono również, że niekomercyjne encyklopedie online, takie jak Wikipedia, oraz platformy oprogramowania open source, takie jak GitHub, będą automatycznie wyłączone z wymogu przestrzegania praw autorskich.

Europosłowie opowiedzieli się też za wzmocnieniem pozycji autorów i wykonawców, umożliwiając im żądanie dodatkowego wynagrodzenia od strony wykorzystującej ich prawa, jeśli początkowo uzgodnione wynagrodzenie stało się "nieproporcjonalnie" niskie w stosunku do generowanych wpływów.

W tekście dodano również, że korzyści powinny obejmować "przychody pośrednie". Umożliwiłoby to również autorom i wykonawcom cofnięcie lub wypowiedzenie wyłączności licencji na eksploatację ich utworów, jeżeli uznaje się, że strona posiadająca prawa do eksploatacji nie respektuje ich praw.

Przyjęcie stanowiska przez PE oznacza, że teraz będą mogły się rozpocząć negocjacje z Radą UE, w której zasiadają państwa członkowskie, nad ostatecznym kształtem regulacji.

PE podkreśla, że wiele wprowadzonych przez niego zmian ma na celu zagwarantowanie, że artyści, zwłaszcza muzycy, wykonawcy i autorzy scenariuszy, a także wydawcy wiadomości i dziennikarze, otrzymają wynagrodzenie za swoją pracę, gdy inni korzystają z niej za pośrednictwem takich platform, jak YouTube lub Facebook, oraz agregatorów wiadomości, takich jak Google News.

"Jestem bardzo zadowolony, że mimo intensywnego lobbowania przez internetowych gigantów mamy w PE większość popierającą zasadę uczciwej zapłaty dla europejskich twórców" - podkreślił po głosowaniach odpowiedzialny za prace nad tekstem niemiecki europoseł Europejskiej Partii Ludowej (EPL) Axel Voss.

Wyraził przekonanie, że za kilka lat w internecie będzie panowała taka sama wolność jak obecnie, za to twórcy i dziennikarze będą zarabiali uczciwą część wpływów wygenerowanych przez ich własną pracę.

Europosłowie byli mocno podzieleni w tej sprawie. Z Polski przeciwko przepisom było PiS. "Czarny dzień dla wolności w internecie" - pisał na Twitterze po głosowaniach europoseł PiS Tomasz Poręba. "Artyści, twórcy, przemysły kreatywne wreszcie uszanowane. Obroniono także prawa indywidualnych konsumentów. Wreszcie cenny, niezwykle wartościowy kompromis" - wskazywał z kolei były minister kultury, europoseł PO Bogdan Zdrojewski.


Zestawienie faktów, które obalają mity krążące w sieci nt. rzekomego Acta 2 - są to moje autorskie argumenty zebrane w połowie września br.

- Dyrektywa została jedynie przekazana do dalszych uzgodnień, nie jest przegłosowana ostatecznie, zaś budzące kontrowersje o rzekomej cenzurze zapisy art. 13 w dyrektywie, nie są wcale skomplikowane, zajmują niecałą stronę A4, warto je przeczytać (poniżej przytaczam tekst jednolity, po poprawkach z 12.09.2018) - warto dodać, że dyrektywy jedynie opisują ramy do napisania ustaw w państwach członkowskich UE.

- To nie jest ACTA 2 – nazwa jest nieprawdziwa i manipuluje odbiorcami, środowiska alterglobalistów i przeciwników ACTA nie wspierają oddolnie wielkich korporacji globalnych wartych biliony dolarów, to niedorzeczne tak myśleć.

- Ani normalni konsumenci, ani małe firmy i startupy niczego nie zapłacą, nie będą wprowadzane żadne nowe zakazy czy cenzura.

- Umowy licencyjne będą podpisywały wyłącznie duże, globalne korporacje, głównie amerykańskie – wyłącznie odprowadzając niewielką opłatę TYLKO od tego co zarabiają na reklamach z tytułu nieswojej treści, spór toczy się dzisiaj o ich pieniądze, a nie wolność w sieci.

- Nowe przepisy chronią wolność w sieci, bronią demokracji, za to – co niewygodne dla gigantów internetu – dają one jako taką kontrolę nad poczynaniami korporacji, tylko dlatego gwałtownie protestują poprzez trolle i przychylnych im polityków.

- Cenzura w sieci istnieje już na wielkich portalach od wielu lat, normalny użytkownik nie wie jak ona działa, dzięki nowej dyrektywie będzie ona poddana kontroli, portale będą raportowały jakie treści są w użyciu by należycie podzielić opłatę licencyjną dla wszystkich uprawnionych – dokładnie tak jak radio i telewizja robi od wielu dziesiątków lat.

- Mechanizmy filtrowania w sieci są już stosowane od lat – nie da się używać już dzisiaj nowych teledysków, nowych filmów, czy nowych programów telewizyjnych bez zgody właścicieli, stąd blokowane są takie treści już dzisiaj, tym razem posłużą te instrumenty do raportowania o tym, czyja twórczość podlega zapłacie przez korporacje, jeżeli nie zarabiasz na twórczości innych – niczego nowego nie będą blokowały.

- Słowem: normalny użytkownik będzie mógł nadal linkować co chce, dzielić się kulturą jak dotąd, będzie to robił swobodnie i bez opłat.

- Zwykły użytkownik skorzysta na nowym prawie, odpowiedzialność za treść jest przeniesiona z niego na administratorów portali, za cudze treści, które publikujemy, zapłacą za nas platformy internetowe, które umieszczają swoje reklamy, z których rok rocznie czerpią znaczne, miliardowe dochody.

- Dzięki nowej dyrektywie zostaną ustanowione narzędzia odwoławcze, jeśli (tak jak się to dzieje już dzisiaj) jakiś serwis zakwestionuje nam legalność treści, którą opublikujemy (notorycznie blokowane są niektóre materiały już dzisiaj, a poprzez opłacenie praw autorskich przez serwisy, blokad takich będzie i tak znacznie mniej niż teraz).

- Dzisiaj to korporacje decydują, czy płacić, a jeśli tak – to komu, nowe prawo jedynie porządkuje ten temat i narzuca sprawiedliwy i solidarny podział między wszystkich zainteresowanych, którym należą się tantiemy – tak jak w radiu i telewizji.

- Ci którzy wspierają wielkie korporacje w starciu z narodowymi twórcami – nie wspierają polskiej kultury, za to umacniają nie poddane żadnej kontroli wielkie korporacje, które zarabiają na nie swoich treściach.

- Kiedyś tacy giganci jak Youtube i Facebook to były startupy, stąd były zwolnione z opłat licencyjnych, dzisiaj są to przedsiębiorstwa i o wielkości i budżecie państw, te muszą zacząć płacić (jak radio i telewizja od lat), wszyscy inni, mniejsi – nie będą objęci nowym prawem.

- Sto lat temu także radio i telewizja opierały się przed płaceniem twórcom i artystom tantiem, proces dziejowy pokazuje, że każdorazowo - po kilku latach dialogu, wprowadzano takie mechanizmy, dzisiejszy, dynamiczny rozwój rynku cyfrowego z gigantami internetu – jest takim momentem na uporządkowanie tych relacji.

- Takie działanie chroni NARODOWĄ KULTURĘ – dzisiejszy model biznesowy promował jedynie twórczość globalna i masową, cierpieli na nim artyści krajowi i lokalni, przypatrujmy się kto naprawdę chroni narodowe interesy w ramach prawa europejskiego.

- Nowe prawo spowoduje także, że każdy użytkownik serwisów stanie się twórcą i jego własna, nie zawsze profesjonalna, twórczość, także będzie chroniona i wynagradzana.

- Wielu młodych ludzi i generalnie wielu – powszechnie korzysta dzisiaj z serwisów muzycznych Spotify i Tidal, płacimy za nie stosunkowo niewiele, ale dostajemy za to wiele milionów legalnych utworów, natomiast dzisiaj, kiedy konkurują z darmowym Youtubem – jest wielka szansa na to, że przestaną istnieć, reguły muszą być dla wszystkich takie same.

- W dyskusji o nowej dyrektywie skupiamy się na gwiazdach muzyki, nowe prawo ma zadziałać także na rzecz innych dziedzin – filmu, plastyki, fotografii, teatru, nauki czy pisarstwa, nie dotyczy też jedynie 1 procenta twórców – tzw. znanych gwiazd, ale także i 99 procent mniej znanych i gorzej zarabiających na rynku kreatywnym.

- Zdecydowana większość polityków europejskich głosowała razem z Polakami, którzy poparli nowe prawo – decyzja by nadal pracować nad nowym prawem przeszła większością ponad 200 głosów, zagłosowali tak, bo na szali były interesy obywateli UE, konsumentów i rozproszonego, słabszego środowiska twórców i artystów w kontrze do wielkich, globalnych, wpływowych i bogatych korporacji, rolą polityków jest mądra regulacja i porządkowanie rynku, które powinno dać swobodne działanie wszystkim zainteresowanym.

- Część polskich eurodeputowanych wcale nie głosowało 12.09.2018 za dyrektywą o prawie autorskim na rynku cyfrowym, głosowali jedynie za skierowaniem jej do dalszych prac.

- Wszyscy polscy eurodeputowani byli przeciwko tym zmianom w lipcu br., teraz proponowane zmiany skutecznie chronią konsumentów - normalnych użytkowników internetu oraz małe firmy do 10 milionów Euro obrotu rocznie i startupy, co więcej nadal będą zgłaszane poprawki i odbędą się kolejne debaty.

- Rozkład głosów pokazuje wyraźnie, że za skierowaniem nowej dyrektywy do dalszych prac - głosowała, podobnie do części polskich eurodeputowanych - także większość sojuszników Polski, w tym zdecydowana większość deputowanych Węgier i Czech.


EDIT: W ramach zapowiadanych na dużo większe, niż we wrześniu, demonstracji pod hasłem "Stop Acta 2. Poland" - zwołanych na 5 października br. w całej Polsce - odbyło się kilka niewielkich protestów, w tym w Krakowie i w Warszawie (w każdym z tych miast udziałem jedynie ok. 80 osób). Słowem - społeczeństwo nie podjęło tematu.




Warto także podkreślić co mówili twórcy nowego prawa tuż po wrześniowym głosowaniu.
– Jesteśmy za sprawiedliwym i uczciwym dzieleniem się pieniędzmi przez platformy z twórcami – platformy, które zarabiają na czyjejś twórczości i na niej oparły swój model biznesowy.
- Jesteśmy za jasnymi zasadami gry – fair play – dla polskich artystów, polskiej tożsamości i kultury.
- Jesteśmy za ochroną i prawami użytkownika Internetu.

Nadal będzie wolność w Internecie.
* Każdy może prezentować swoje myśli, opinie, może komentować nawet pozytywnie negatywnie – nic się nie zmieni.
* Nieograniczony dostęp do wiedzy encyklopedycznej, faktograficznej – Wikipedia i Wikimedia także są wyłączone.
* Możesz robić memy (parodia) możesz robić zdjęcia w miejscach publicznych, zamieszczać linki do ulubionych piosenek itp.
* Możesz korzystać z wszystkiego na użytek własny i możesz dzielić się w gronie znajomych.
* Nie zarabiasz na czyjejś twórczości – nic się dla ciebie nie zmienia.

Filtrowanie i cenzura w serwisach Faceboook i Youtube już istnieje.

Napisałem o tym, że argument o cenzurze jest nieprawdziwy. Nie o to chodzi w nowej dyrektywie. Za to wiadomo, że dyrektywa da nam prawo do odwoływania się od decyzji serwisów, które już dzisiaj filtrują i cenzurują treści. Jeżeli ktoś nie wierzy w istniejące już dzisiaj mechanizmy cenzury na największych platformach internetowych, zachęcam do zamieszczenia swoich filmików, które zostaną okraszone nie swoimi treściami należącymi do innych podmiotów. W szczególności zawierające treści muzyczne, należące np. do wytworni płytowych czy publishingów, albo treści wizualne, należące np. do dużej stacji telewizyjnej lub studia filmowego. Materiały po kilkudziesięciu sekundach (filtrowania) zostaną wtedy automatycznie albo zablokowane, albo częściowo wyciszone, względnie zostaną zablokowane jedynie na niektórych terytoriach. Dostaniecie Państwo wtedy komunikaty od serwisów - zamieszczam screeny z przykładami z Facebooka i Youtube'a (Google).



Reasumując - przegłosowany razem z poprawkami Artykuł 13 nie dotyczy aspektów, które podnoszą krytycy Acta 2.
- Nie obejmuje mikro i małych przedsiębiorstw, czyli włączone są start – upy, (wszystkie firmy do 50 pracowników oraz 10 mln euro obrotu).
- Wyłączone są zbiory edukacyjne.
- Wyłączone są Wikipedia i Wikimedia.
- Nie obejmuje portali, których głównym celem nie jest dzielenie się treścią np. portale randkowe.
- Wyłączone są chmury.
- Wyłączone są portale sprzedażowe.
- Wyłączone są platformy non profit.

Kogo obejmie przegłosowany we wrześniu br. Artykuł 13?
– Duże platformy, których głównym celem jest dzielenie się dużą ilością treści objętych ochroną prawno autorską, które tą treść optymalizują, czyli komunikują do swojego użytkownika i na tej treści zarabiają.

System proponowany przez sprawozdawcę w PE - deputowanego Vossa - obecnie, po poprawkach 12.09.2018 (przegłosowany tego dnia w PE) zakłada, że platformy, które zostaną objęte definicją (a jest to bardzo wąska definicja), komunikują do użytkownika i powinny być odpowiedzialne za treści. Oznacza to, jak komunikują autorzy nowego prawa, że:
- użytkownik nie będzie odpowiedzialny za wrzucane rzeczy - tylko platforma,
- takie platformy powinny zawierać licencje z właścicielami praw. Jeśli właściciel praw nie chce dać licencji (filmy, tv) to wtedy to państwo członkowskie ma nadzorować, w jaki sposób i na jakich zasadach mają współpracować ze sobą platformy i właściciele praw, by nieautoryzowane treści nie były dostępne na platformie,
- użytkownicy są chronieni w ramach regulacji o ochronie danych osobowych,
- ustanowiony ma zostać cały system składania skargi, jeśli treść zostanie usunięta,
- KE i państwa członkowskie mają obowiązek zorganizowania dialogu między wszystkimi zainteresowanymi stronami, by zharmonizować i zdefiniować najlepszej praktyki dla efektywnego funkcjonowania licencji oraz wszystkich obowiązków wynikających z przepisów dyrektywy,
- jakiekolwiek wytyczne, które w tym dialogu powstaną, muszą uwzględniać prawa podstawowe, chronić istniejące już wyjątki, unikać automatycznego blokowania treści oraz nie mogą nakładać obciążeń na SME.

Pełna treść "Artykułu 13" - przegłosowanego w PE 12.09.2018 roku w ramach projektu nowej Dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym.

Definicja:

(4a) „Dostawca usług udostępniania treści online” oznacza dostawcę usług społeczeństwa informacyjnego, którego jednym z głównych celów jest przechowywanie i udzielanie dostępu publicznego do dużej ilości chronionych prawami autorskimi utworów lub do innych przedmiotów objętych ochroną zamieszczanych przez jego użytkowników, które usługa ta optymalizuje i promuje w celach zarobkowych. Mikroprzedsiębiorstwa oraz małe przedsiębiorstwa w rozumieniu tytułu I załącznika do zalecenia Komisji 2003/361/WE oraz serwisy działające w celach niekomercyjnych, takie jak encyklopedie online, ani dostawcy usług internetowych, w ramach których treści zamieszczane są za zgodą wszystkich zainteresowanych podmiotów praw, jak repozytoria edukacyjne lub naukowe, nie są uznawani za dostawców usług udostępniania treści online w rozumieniu niniejszej dyrektywy. Dostawcy usług w chmurze dla użytkowników indywidualnych, którzy nie udzielają bezpośredniego dostępu publicznego do treści, platformy rozwoju otwartego oprogramowania, a także internetowe platformy handlowe, których główna działalność polega na sprzedaży detalicznej online dóbr materialnych, nie są uznawani za dostawców usług udostępniania treści online w rozumieniu niniejszej dyrektywy.

Artykuł 13.

1. Z zastrzeżeniem art. 3 ust. 1 i 2 dyrektywy 2001/29/WE dostawcy usług udostępniania treści online dokonują czynności publicznego udostępniania. Zawierają oni zatem uczciwe i właściwe umowy licencyjne z podmiotami praw.

2. Umowy licencyjne zawarte przez dostawców usług udostępniania treści online z podmiotami praw w odniesieniu do czynności udostępniania, o których mowa w ust. 1, obejmują odpowiedzialność za utwory zamieszczanie przez użytkowników takich usług udostępniania treści online zgodnie z warunkami określonymi w umowie licencyjnej, pod warunkiem, że użytkownicy ci nie działają w celach handlowych.

2a. Państwa członkowskie stanowią przepisy przewidujące, że w przypadku gdy posiadacze praw nie chcą zawierać umów licencyjnych, dostawcy usług udostępniania treści online i posiadacze praw współpracują w dobrej wierze w celu zapewnienia, aby nieuprawnione chronione utwory lub inne przedmioty objęte ochroną nie były dostępne w ich usługach. Współpraca między dostawcami treści internetowych a posiadaczami praw nie prowadzi do uniemożliwienia dostępu do utworów nienaruszających praw autorskich lub innych przedmiotów objętych ochroną, w tym objętych wyjątkiem lub ograniczeniem praw autorskich.

2b. Państwa członkowskie zapewniają, aby dostawcy usług udostępniania treści online, o których mowa w ust. 1, wprowadzili skuteczne i sprawne mechanizmy wnoszenia skarg i dochodzenia roszczeń, z których użytkownicy mogą skorzystać w przypadku gdy współpraca, o której mowa w ust. 2a, prowadzi do nieuzasadnionego usunięcia ich treści. Wszelkie skargi składane w ramach takich mechanizmów są rozpatrywane bez zbędnej zwłoki i podlegają kontroli przez człowieka. Posiadacze praw powinni w uzasadniony sposób uzasadnić swoje decyzje, aby uniknąć arbitralnego odrzucania skarg. Ponadto, zgodnie z dyrektywą 95/46/WE, dyrektywą 200/58/WE i ogólnym rozporządzeniem o ochronie danych, współpraca nie prowadzi do identyfikacji indywidualnych użytkowników ani do przetwarzania ich danych osobowych. Państwa członkowskie zapewniają również użytkownikom dostęp do niezależnego organu rozstrzygania sporów, jak również do sądu lub innego właściwego organu sądowego w celu dochodzenia prawa do korzystania z wyjątku lub ograniczenia praw autorskich.

3. Od dnia [data wejścia w życie niniejszej dyrektywy] Komisja i państwa członkowskie organizują dialog między zainteresowanymi stronami w celu zharmonizowania i określenia najlepszych praktyk oraz wydania wytycznych w celu zapewnienia funkcjonowania umów licencyjnych oraz na temat współpracy między dostawcami usług udostępniania treści online a posiadaczami praw do korzystania z ich utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną w rozumieniu niniejszej dyrektywy. Przy określaniu najlepszych praktyk należy w szczególności uwzględnić prawa podstawowe, stosowanie wyjątków i ograniczeń, jak również zapewnienie, aby obciążenie MŚP pozostało odpowiednie. Należy też unikać automatycznego blokowania treści.


Drodzy czytelnicy, pod tym samym linkiem, w ramach aktualizacji powyższego artykułu, nadal będę informował o dalszych pracach nad nowym prawem. Jest nadzieja, że sprawa na poziomie europejskim zakończy się zimą lub wczesną wiosną 2019 roku. Implementacja w Polsce zajmie co najmniej kolejny rok. Zapraszam do sprawdzania co się dzieje w sprawie w niniejszym artykule na moim blogu.


Wspierajmy rządy państw UE, by jak najszybciej uregulowały prawa autorskie z Doliną Krzemową. W ten sposób wesprzemy naszą rodzimą kulturę. Tylko tak jest uczciwie i sprawiedliwie.


Nieoczekiwane wiadomości z USA - Prezydent Donald Trump podpisał nowe prawo autorskie w świecie cyfrowym!

Nie tylko w Europie pracowano nad nowym prawem autorskim w świecie cyfrowym. Nieoczekiwany zwrot nastąpił 11 października 2018 roku w Stanach Zjednoczonych, gdzie nastąpiło uroczyste podpisanie przez Prezydenta USA ustawy zwanej Music Modernization Act. Zgodnie z nowym prawem, uregulowany został system płacenia tantiem dla twórców i artystów obecnych w serwisach streamingowych, takich jak Spotify, Tidal czy Pandora. Kongres przygotował, a prezydent Donald Trump podpisał.

Póki co, nowe prawo dotyczy tylko muzyki i głównie serwisów streamingowych, ale wielu się martwiło, czy Amerykanie pójdą w ślady Parlamentu Europejskiego - zaprowadzającego ład w świecie cyfrowym. Poszli. To naprawdę historyczny czas i dziejowe zmiany dla twórców, artystów i światowej kultury. Nie tylko w UE jak się okazuje.

Niektórzy artyści byli wykorzystywani od lat, ale to się już zmieniło - dzięki Trumpowi. Możecie w to uwierzyć? - powiedział Donald Trump. Podczas uroczystości obecnych było wielu artystów, m.in. Kid Rock i muzycy zespołu Beach Boys. Także Kanye West odwiedził Biały Dom dziękując za nowe prawo.

Dziękujemy członkom Kongresu, którzy przez ostatnie kilka lat bronili tej kwestii, wprowadzając prawo muzyczne do XXI wieku - oświadczyli amerykańscy artyści, komentujący wprowadzenie nowej ustawy.

To bardzo ciekawy zwrot w akcji i historyczna chwila dla przemysłu muzycznego. Na razie amerykańskiego, ale czekamy przecież także na nasze nowe prawo europejskie. Teraz, po tej dosyć niespodziewanej decyzji Białego Domu, chociaż dotyczy ona wyłącznie muzyki i głównie serwisów streamingowych, można śmiało powiedzieć, że ów dziejowy proces naprawdę się dzieje na naszych oczach. Równolegle - tu w Europie i tam w USA.

Więcej szczegółów na temat nowej ustawy w USA > https://abcnews.go.com/Politics/trump-signs-bill-ensures-music-streaming-services-pay/story?id=58440865

A także tutaj > https://www.billboard.com/video/kid-rock-to-join-kanye-west-and-trump-for-white-house-music-modernization-act-signing

Oraz tutaj > https://www.rollingstone.com/music/music-news/kanye-west-trump-mma-bill-737276/


Październikowa debata "Dyrektywa o prawie autorskim to nie ACTA2"

Polecam wszystkim wysłuchanie bardzo ciekawej debaty z cyklu Poniedziałek pod Królami mającej miejsce w siedzibie Stowarzyszenia Autorów ZAiKS w poniedziałek 15 października 2018 roku. Temat dyskusji Dyrektywa o prawie autorskim to nie ACTA2.

W spotkaniu wzięli udział z jednej strony Rafał Kownacki - zastępca dyrektora generalnego ZAiKS i członek zarządu europejskiego GESAC, Tomasz Lipiński - legendarny muzyk i członek prezydium zarządu ZAiKS oraz Marek Kościkiewicz - autor, artysta, producent i wydawca, a także szereg innych twórców, a z drugiej strony przedstawiciele protestujących, przede wszystkim reprezentujący organizację Stop Acta2. Poland.


Zwracam uwagę na pierwszą część rozmowy, w której w bardzo przystępny sposób zostało wytłumaczone o co chodzi w sprawie twórcom. Kolejną część stanowiły odpowiedzi na pytania protestujących i dyskusja z nimi. Ok. 10 minut przed końcem zabrałem głos także i ja - siedzący na widowni podczas debaty.

Spotkanie zakończył Tomek Lipiński, mówiąc, że spotkanie było wartościowe, że jesteśmy sobie bardzo bliscy, jeśli wymieciemy z tej dyskusji całe to chamstwo i to wszystko co nie powinno mieć miejsca, to nie jesteśmy tak bardzo odlegli od siebie. Uczestnicy debaty uzgodnili, że warto spotkać się ponownie, roboczo - pod koniec roku. Albowiem wspólne stanowisko i wspólne działanie mają realną szansę wpłynąć na to, jakie zapisy zostaną ostatecznie zaimplementowane w Polsce. Działając razem - naprawdę będzie można mieć wpływ na polskich parlamentarzystów.

Post scriptum. Na temat innej ustawy w Polsce.


Nieco z innej beczki, ale też na temat manipulacji i na temat praw autorskich. Jeżeli kogoś interesuje, jak wielkie koncerny potrafią w Polsce storpedować unijne prawo, które ma chronić interesy twórców i ich prawa wynikające z prawa autorskiego - polecam mój tekst sprzed trzech lat. Może niektórzy pamiętają. Przypominam tam o innej - tym razem naszej krajowej potyczce, w której ofiarami są wszyscy uczestnicy sektora kreatywnego w Polsce (skupieni w dwunastu organizacjach zbiorowego zarządzania, nie tylko w ZAiKS, który był celem ataku).

Przeczytajcie Kultura głupcze! Hejt na ZAiKS to zmowa wielkich koncernów elektronicznych. Omawiam w nim szczegółowo skuteczną kampanię, wykorzystującą odbiorców kultury, a także kolejne polskie rządy, przeciwko aktualizacji załącznika do ustawy o opłatach od czystych nośników (smartfony i tablety). Dodam tylko, że do dzisiaj nic się nie zmieniło.

Już ponad 2 miliardy złotych zostało w kieszeniach dystrybutorów i producentów tych urządzeń - kosztem polskich autorów, wykonawców, literatów, muzyków, filmowców, aktorów, naukowców, plastyków, fotografów, a także producentów w sektorach kreatywnych i w wielu innych.

W kontekście braku aktualizacji opłaty reprograficznej, która do czystych nośników włączyłaby najpopularniejsze dziś - smartfony i tablety, jesteśmy wyspą w skali europejskiej. Na naszym kontynencie są tylko trzy państwa bez takiej opłaty, w tym Polska właśnie. Brawo my.


© Wszelkie prawa zastrzeżone do zdjęć i grafik użytych w artykule - informuję, że uzyskałem zgody do publikacji tych materiałów od ich autorów lub organizacji je upowszechniających, ewentualnie sam jestem autorem części z nich.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...